„It’s not your boy”. [„The Hole in the Ground”, 2019]

     Dzieci. Czasem spoglądamy im prosto w oczy i wydają nam się zupełnie obce. Młodość jest ulotna, a dojrzewanie to proces ciągłej przemiany – czasem przytłaczającej. Co jednak, gdy nasz syn całkiem już nie przypomina siebie samego? Z podobnym, choć straszliwszym problemem mierzy się Sarah O’Neill (Seána Kerslake) – bohaterka filmu „The Hole in the Ground” w reżyserii Lee Cronina. Sarah, samotna matka, sprowadza się z synkiem na prowincję. Potrzebuje nowego startu, ale nad jej życiem zaczyna władać paranormalna siła. Zamiast szansy na poskładanie swojej codzienności do kupy, otrzymuje kobieta kolejny cios od losu.

HitG2

     Nowy dom O’Neillów stoi u progu gęstego lasu. W nim zaś ukształtowało się rozłożyste, enigmatyczne zapadlisko. Nie wiemy, co w sobie kryje, zawsze jednak budzi spory niepokój, za pomocą kosmicznego kształtu. Choć głęboki, werteb nie pomieściłby w sobie zmartwień, jakie zaprzątają głowę Sarah. Cronin przygląda się w „The Hole in the Ground” matczynym lękom, próbuje zgłębić tematykę rodzicielstwa w chwili bezdennego kryzysu. Film ogląda się jak pęknięty portret familijny: w małym Chrisie (James Quinn Markey) stale narasta pociąg do zła, co znacząco odbija się na jego zatroskanej matce. Chłopiec staje się bowiem powłoką dawnego siebie – taką, która kryje demoniczną istotę. Wśród inspiracji, które bez reszty pochłonęły Cronina – dodać warto, że jest „The Hole…” horrorem odtwórczym – znalazły się „Inwazja porywaczy ciał”, „Babadook” oraz nowelka Johna Connolly’ego „The New Daughter”.

Czytaj dalej „It’s not your boy”. [„The Hole in the Ground”, 2019]

Różaniec potworności. [„Zakon Świętej Agaty”, 2018]

     Mary (Sabrina Kern) − młoda kobieta wyklęta przez apodyktycznego ojca − nie może znaleźć swojego miejsca w prowincjonalnej społeczności: są lata pięćdziesiąte i małe miasteczko w Georgii nie daje jej wielu perspektyw. Bohaterka postanawia wstąpić do zakonu, by pod opieką sióstr odnaleźć siebie samą. Jej nowe towarzyszki okazują się jednak nie tyle bogobojne, co bezduszne i pełne jadu. Mary staje się ich zakładniczką, a każda próba ucieczki kończy się surową karą. Zakonnice najbardziej zainteresowane są nienarodzonym dzieckiem, które rośnie pod sercem dziewczyny. Naiwna młódka z dnia na dzień staje się ofiarą bezlitosnej sekty.

StAgatha2

     Przysięgam, że gdy tylko zobaczyłem plakat „Zakonu Świętej Agaty”, pomyślałem: „no tak, kolejne jump-scare’owe łubu du dla mas”. Ponieważ nie jestem fanem Jamesa Wana, do filmu podszedłem raczej z poczucia dziennikarskiego obowiązku niż dla przyjemności. Pomimo swojego tytułu, „St. Agatha” nie przypomina jednak ubiegłorocznej „Zakonnicy”. To horror ciut ambitniejszy, dość umiejętnie obnażający hipokryzję religii oraz cynizm zdewociałych fanatyków. Nie wydam mu pozytywnej recenzji (dlaczego − o tym za chwilę), choć wierzę, że znajdzie swoich amatorów. W pewnym sensie jest to bowiem różaniec upleciony ze znanych i lubianych motywów filmowych. Prawie dla każdego znajdzie się tu coś… obrzydliwego.

Czytaj dalej Różaniec potworności. [„Zakon Świętej Agaty”, 2018]

W ciemnej… puszczy. [„The Horde”, 2016]

     Grupa studentów fotografii na wycieczce oświatowej trafia w sam środek piekła, gdy znikąd pojawiają się zmutowani genetycznie agresorzy. Młodzi mieli szlifować swoje umiejętności artystyczne pod czujnym okiem nauczycielki (Tiffany Brouwer), ale ich wyprawa przeobraziła się w scenariusz horroru. Gdy opiekunka zostaje porwana, z odsieczą wyrusza jej bohaterski narzeczony John (Paul Logan) − były członek Navy SEALs.

Horde2

     „The Horde” rozpoczyna się jak archaiczny backwoods slasher, a kończy niczym sieczka z sobotniej ramówki Telewizji Puls. Mieszają się w filmie tropy i konwencje gatunkowe, ale nie jest to raczej zaplanowany manewr: to reżyser i scenarzysta (ponownie Logan) pogubili się w swych inspiracjach. Gdyby „Wzgórza…” miały romans z „Teksańską masakrą…”, a Craven i Hooper nie byliby geniuszami grozy, powstałby straszak podobny do „Horde”. Atakujący protagonistów mordercy przypominają trochę zdeformowanych leśnych dziadków z ostatnich sequeli „Drogi bez powrotu” − nie jest to, oczywiście, komplement.

Czytaj dalej W ciemnej… puszczy. [„The Horde”, 2016]

„No one leaves Paris”. [„Samochody, które zjadły Paryż”, 1974]

     „Samochody, które zjadły Paryż” − celuloidowy asamblaż, który niejako rozpoczął karierę Petera Weira w przemyśle filmowym. Dla jednych do dziś pozostaje osiągnięciem awangardy, innych zaś bezlitośnie nuży. Znajduję się w tej drugiej grupie. Film o takim tytule nie powinien tulić do snu, bo ma w sobie zawadiackość i surrealnie poetycki wydźwięk. W „Samochodach…” odrzuca Weir tendencje, jakie dotychczas panowały w kinie australijskim, ale sam fakt, że jest to projekt niemożliwy do sklasyfikowania, nie świadczy jeszcze o niczym. Zamiast niezatartym klasykiem − jak „Rocky Horror Picture Show” czy rówieśnicza „Teksańska masakra piłą mechaniczną” − pozostaje projekt Weira irracjonalną ciekawostką.

CarsParis2

      Akcja rozkręca się tu bardzo powoli, choć zaczyna się od huku: Arthur Waldo (Terry Camilleri) ulega kraksie i trafia do szpitala w małej mieścinie na australijskiej prowincji. Paryż niewiele ma wspólnego z francuską elegancją; mieszkają w nim ludzie brudni, biedni i podejrzani. Parają się też czymś zupełnie nietypowym: wywołują kolizje drogowe, a następnie przywłaszczają sobie należności ofiar. Arthur poznaje sekrety Paryża, a także dowiaduje się, dlaczego tak ważne są dla lokalsów uszkodzone samochody.

Czytaj dalej „No one leaves Paris”. [„Samochody, które zjadły Paryż”, 1974]

Krew na płótnie. [„Velvet Buzzsaw”, 2019]

     Los Angeles. Uporządkowany, ociekający egotyzmem świat krytyków i kuratorów sztuki zaczyna drżeć w posadach, gdy umiera pewien ekscentryczny artysta. Vetril Dease przeszedł przez piekło, a niepokojące obrazy – chroniące go przez szaleństwem – miały przepaść razem z nim, u kresu jego życiowej drogi. Śmierć przyszła jednak znienacka i obnażyła mroczny geniusz malarza. Słynący z ciętego języka koneser Morf Vandewalt (Jake Gyllenhaal) – którego opinia potrafi zmiażdżyć nawet największy talent – jest znaleziskiem co najmniej zafascynowany, a właścicielka wysoko postawionej galerii, Rhodora Haze (Rene Russo), ostrzy swoje kły na sukces. Oburzony tym faktem jest sam Dease, który zza grobu będzie uczył łapczywców pokory.

VelvetBuzzsaw3

     „Velvet Buzzsaw” w reżyserii Dana Gilroya toczy się wśród wielkomiejskiego blichtru i napędzany jest przez estetyzację codzienności. Wszystkie postaci związane są ze sztuką współczesną, niemal przez każdą przemawia nieujarzmiony snobizm. Grany przez Gyllenhaala Morf nadużywa swej wpływowości: jest bezlitosnym i kapryśnym krytykiem, a ciężar jego kciuka od niechcenia zgniata kariery. Każda wypowiedź Morfa to minirecenzja, najczęściej nacechowana negatywnie – na pogrzebie z niesmakiem w głosie dopytuje on, „skąd dobiega ta tandetna, organowa melodia”. Napuszonych, uprzywilejowanych pozerów poznamy w filmie więcej; świetny ensemble, w skład którego wchodzą m. in. Russo, John Malkovich i Natalia Dyer, z pewnością ożywi gorące dyskusje wśród kinomanów.

Czytaj dalej Krew na płótnie. [„Velvet Buzzsaw”, 2019]