Krew na płótnie. [„Velvet Buzzsaw”, 2019]

     Los Angeles. Uporządkowany, ociekający egotyzmem świat krytyków i kuratorów sztuki zaczyna drżeć w posadach, gdy umiera pewien ekscentryczny artysta. Vetril Dease przeszedł przez piekło, a niepokojące obrazy – chroniące go przez szaleństwem – miały przepaść razem z nim, u kresu jego życiowej drogi. Śmierć przyszła jednak znienacka i obnażyła mroczny geniusz malarza. Słynący z ciętego języka koneser Morf Vandewalt (Jake Gyllenhaal) – którego opinia potrafi zmiażdżyć nawet największy talent – jest znaleziskiem co najmniej zafascynowany, a właścicielka wysoko postawionej galerii, Rhodora Haze (Rene Russo), ostrzy swoje kły na sukces. Oburzony tym faktem jest sam Dease, który zza grobu będzie uczył łapczywców pokory.

VelvetBuzzsaw3

     „Velvet Buzzsaw” w reżyserii Dana Gilroya toczy się wśród wielkomiejskiego blichtru i napędzany jest przez estetyzację codzienności. Wszystkie postaci związane są ze sztuką współczesną, niemal przez każdą przemawia nieujarzmiony snobizm. Grany przez Gyllenhaala Morf nadużywa swej wpływowości: jest bezlitosnym i kapryśnym krytykiem, a ciężar jego kciuka od niechcenia zgniata kariery. Każda wypowiedź Morfa to minirecenzja, najczęściej nacechowana negatywnie – na pogrzebie z niesmakiem w głosie dopytuje on, „skąd dobiega ta tandetna, organowa melodia”. Napuszonych, uprzywilejowanych pozerów poznamy w filmie więcej; świetny ensemble, w skład którego wchodzą m. in. Russo, John Malkovich i Natalia Dyer, z pewnością ożywi gorące dyskusje wśród kinomanów.

     Intryguje przestrzeń planu, spływająca bogactwem i galanterią. „Velvet Buzzsaw” to film zupełnie niepodobny do innych produkcji Netfliksa: abstrakcyjny operatorsko, lynchowsko surrealny. Przypomina połączenie „The Neon Demon” z „Devil Wears Prada”. Zdjęcia Roberta Elswita są nowoczesne, na obszar kadru zawsze pada wiele ciepłych kolorów (także w scenach grozy). Udał się twórcom zarówno szlif wizualny, jak i zabawa horrorową estetyką. Jest „Velvet…” filmem, w którym życia bohaterów są szalenie powierzchowne, a ich finał – widowiskowy, by nie napisać zabawny. To satyra na utowarowienie sztuki i schlebianie gustom za wszelką cenę, a także na niejasną wymowę sztuki popularnej, jej stale zacierające się granice. W jednej ze scen pozostawione na środku pomieszczenia śmieci zostają uznane za asamblaż (choć nim nie są). W innej – najkrwawszej i najbardziej euforycznej w całym filmie – Toni Collette traci rękę w starciu z instalacją artystyczną. Nazajutrz jej okaleczone zwłoki wzięte zostają za element dekoracji przez grupę dzieci z wycieczki szkolnej.

VelvetBuzzsaw4

     Scena, w której Collette wkłada rękę do interaktywnego eksponatu, podyktowana została „Rzymskimi wakacjami” i Ustami Prawdy. Zainspirowały Gilroya też własne doświadczenia filmowe, mianowicie czas stracony przy pracy nad „Superman Lives” – filmem ostatecznie niezrealizowanym, odrzuconym przez duże studio z powodów budżetowych. Od Netfliksa otrzymał reżyser carte blanche i miał w ten sposób pełną kontrolę nad swoim projektem. Choć nie dysponował potężnymi pieniędzmi, nakręcił film szczery, zadziorny, a nade wszystko całkowicie zgodny ze swoją wizją.

     Niektórzy widzowie uznają „Velvet Buzzsaw” za niekonsekwentny mariaż horroru, czarnej komedii i kina surrealistycznego. To film z pewnością wymagający powtórki, bo przy pierwszym seansie nie sposób „ogarnąć” natężonego w nim szaleństwa. Znalazło się w nim kilka zbędnych wątków, które nie zostają satysfakcjonująco rozwinięte (większego wpływu na fabułę nie ma postać Malkovicha). Ciężko też zrozumieć, dlaczego z głównego bohatera uczyniono biseksualistę. A właściwie – tutaj akcent – „biseksualistę”: jest on mężczyzną, który nie przejawia minimalnego zainteresowania innymi dżentelmenami, za to popada w dziwną obsesję na punkcie nudnej asystentki.

     W „Velvet Buzzsaw” Gilroy przygląda się półświatkowi artystycznych koneksji oraz bezwiednemu upadkowi moralności. Chciwość i materializm płyną w żyłach bohaterów niczym życiodajna siła.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

VelvetBuzzsaw2

06

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s