W ciemnej… puszczy. [„The Horde”, 2016]

     Grupa studentów fotografii na wycieczce oświatowej trafia w sam środek piekła, gdy znikąd pojawiają się zmutowani genetycznie agresorzy. Młodzi mieli szlifować swoje umiejętności artystyczne pod czujnym okiem nauczycielki (Tiffany Brouwer), ale ich wyprawa przeobraziła się w scenariusz horroru. Gdy opiekunka zostaje porwana, z odsieczą wyrusza jej bohaterski narzeczony John (Paul Logan) − były członek Navy SEALs.

Horde2

     „The Horde” rozpoczyna się jak archaiczny backwoods slasher, a kończy niczym sieczka z sobotniej ramówki Telewizji Puls. Mieszają się w filmie tropy i konwencje gatunkowe, ale nie jest to raczej zaplanowany manewr: to reżyser i scenarzysta (ponownie Logan) pogubili się w swych inspiracjach. Gdyby „Wzgórza…” miały romans z „Teksańską masakrą…”, a Craven i Hooper nie byliby geniuszami grozy, powstałby straszak podobny do „Horde”. Atakujący protagonistów mordercy przypominają trochę zdeformowanych leśnych dziadków z ostatnich sequeli „Drogi bez powrotu” − nie jest to, oczywiście, komplement.

     „The Horde” nie jest filmem roszczącym sobie prawa do prawdziwości. W atrakcyjność byle jakich efektów gore nie wierzą nawet kadry za nie odpowiedzialne, a kamera zdaje się odwracać od rozlewu sztucznej krwi. Wyjątek stanowi scena, w której zamęczony na śmierć zostaje Riley (Thomas Ochoa). To pokaz obrzydliwej, zakamuflowanej homofobii: choć chłopak nigdy nie zostaje nazwany gejem, o jego homoseksualności mają świadczyć liczne aluzje (np. czerstwe żarty: „Riley, dlaczego nie skorzystasz z damskiej toalety?”). To postać „przegięta”, ale też niekryjąca swych opinii, także tych krzywdzących. Uczyniono z Rileya wredną sucz, która zasłużyła sobie na bolesny koniec. Wszystkie inne postaci giną w „The Horde” szybko. Ale nie Riley, który jest bez celu torturowany. Gdy znajduje go John, niedoszły fotograf jest u kresu swych sił i błaga o śmierć. I wiecie co? Nie zostaje mu udzielona pomoc! Nie, bo musi wyzionąć ducha w najgorszych cierpieniach, a grany przez Logana heros ma pozować na obrońcę życia − nawet tego niechcianego. Dla kontrastu, pani nauczycielka wychodzi ze starcia z antybohaterami bez najmniejszego draśnięcia. Twórcy „The Horde” zdają się mieć potężny problem z gejami, a ja − nie będę krył − ich decyzje narracyjne uważam za naznaczone uprzedzeniami i po prostu nieodpowiedzialne.

     Nie da się ocenić „The Horde” w korzystniejszym świetle niż to, jakim okryłem go w swych słowach. To film marnie zagrany i niedopracowany technicznie. Nakręcony najtańszym sprzętem, często sprawia wrażenie projektu studenckiego. Ujęcia nocne są zbyt ciemne i przysłaniają akcję, a występujący w kolejnych rolach odtwórcy brzmią, jakby na plan zdjęciowy przywędrowali prosto ze szkółki aktorskiej − takiej, którą znamy choćby z pierwszego sezonu „Barry’ego”… Kompletnie absurdalnie nakreślono filmowych antagonistów: tytułową hordą są żyjący pośrodku lasu więźniowie, którzy ukrywają się przez stróżami prawa i gotują amfę w rozpadającej się lepiance. Niektórzy z nich to kanibale; mieszkają też z nimi niedorozwinięte dzieci. Nic nie trzyma się tu przysłowiowej kupy, a prymitywizm „wielkiego” finału wzbudza salwy śmiechu. Mam nadzieję, że Jared Cohn i Paul Logan nie pokuszą się o kolejny film.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Horde4

02

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s