Różaniec potworności. [„Zakon Świętej Agaty”, 2018]

     Mary (Sabrina Kern) − młoda kobieta wyklęta przez apodyktycznego ojca − nie może znaleźć swojego miejsca w prowincjonalnej społeczności: są lata pięćdziesiąte i małe miasteczko w Georgii nie daje jej wielu perspektyw. Bohaterka postanawia wstąpić do zakonu, by pod opieką sióstr odnaleźć siebie samą. Jej nowe towarzyszki okazują się jednak nie tyle bogobojne, co bezduszne i pełne jadu. Mary staje się ich zakładniczką, a każda próba ucieczki kończy się surową karą. Zakonnice najbardziej zainteresowane są nienarodzonym dzieckiem, które rośnie pod sercem dziewczyny. Naiwna młódka z dnia na dzień staje się ofiarą bezlitosnej sekty.

StAgatha2

     Przysięgam, że gdy tylko zobaczyłem plakat „Zakonu Świętej Agaty”, pomyślałem: „no tak, kolejne jump-scare’owe łubu du dla mas”. Ponieważ nie jestem fanem Jamesa Wana, do filmu podszedłem raczej z poczucia dziennikarskiego obowiązku niż dla przyjemności. Pomimo swojego tytułu, „St. Agatha” nie przypomina jednak ubiegłorocznej „Zakonnicy”. To horror ciut ambitniejszy, dość umiejętnie obnażający hipokryzję religii oraz cynizm zdewociałych fanatyków. Nie wydam mu pozytywnej recenzji (dlaczego − o tym za chwilę), choć wierzę, że znajdzie swoich amatorów. W pewnym sensie jest to bowiem różaniec upleciony ze znanych i lubianych motywów filmowych. Prawie dla każdego znajdzie się tu coś… obrzydliwego.

     Ze wspomnianych już zakonnic uczynił Darren Lynn Bousman kobiety zdeprawowane i bezwzględne. Film pobrzmiewa echem kina nunsploitation: mężczyźni goszczą na ekranie rzadko, a perwersje, jakich dopuszczają się „służebnice boże”, są oznaką kiepsko skrytego sadyzmu i mają wymowę homoerotyczną. Mary trafia do klasztoru, który stoi po środku lasu − w toku kolejnych wydarzeń dowiadujemy się, dlaczego. Bousman wyzyskuje swoje postaci, jak tylko może, czasem stosując tortury rodem z „Martyrs. Skazanych na strach”. Carolyn Hennesy, jako Siostra Przełożona, jest karykaturalną antagonistką: wykazuje skłonność do przesady, szaleństwu w jej wydaniu brakuje realizmu. „St. Agatha” to film do bólu eksploatacyjny, ordynarny oraz barbarzyński zupełnie jak wcześniejsze dokonania Bousmana i z tego powodu dość wtórny. Oparto go na tanim szokowaniu, zamiast pójść w kierunku dramatu: o tym, co stoi za katolickim szaleństwem, jakie są jego przyczyny, mówi nam reżyser rozczarowująco rzadko − a szkoda, bo właśnie w tym punkcie powinny zetknąć się podjęte ramy gatunkowe.

StAgatha3

     Intryga zagęszcza się, gdy Bousman zgłębia temat manipulowania ofiarą. Technikę tzw. gaslightingu opanowała główna antybohaterka do perfekcji − zabawy w kota i mysz sprawiają jej wiele niedwuznacznej przyjemności. Film chciałby, abyśmy traktowali go z powagą, ale nie zawsze jest to możliwe. Za przykład może posłużyć scena, w której jedna z postaci dusi drugą przy użyciu odciętej pępowiny… Efekty gore wykonano w sposób praktyczny, co wszakże jest dużą zaletą; nie brak też w filmie sekwencji ucieczek i walki o życie, które wbijają w fotel. „St. Agatha” długo bazuje na tropie „co się tu, do cholery, wyrabia?”, a zastosowane na planie, kolorowe oświetlenie budzi giallowe skojarzenia. Ekran często tonie w niebieskich lub turkusowych barwach, ale gdy akcja przenosi się do piwnicy, gdzie mają miejsce tortury, dominują piekielne czerwienie.

     Na niekorzyść „Zakonu Świętej Agaty” wpływają dłużyzny oraz liczne, choć niewiele wnoszące flashbacki. To film, który śmiało mógł ukształtować się w ambitne kino, ale nie do końca to nastąpiło. Niektórych zniechęci już scena otwierająca: gdy tylko urywają się napisy początkowe, w uszach zaczynają nam dudnić drżący głos i ciężki oddech. Później jest podobnie, a na ścieżkę dźwiękową niemal w stu procentach składają się fragmenty kołysanek − rodem z „Rosemary’s Baby” − oraz odgłosy dziecięcych szeptów.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

StAgatha4

5 i pol

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s