When a man kills a woman. [„Nowojorski rozpruwacz”, 1982]

     Kiedy w 1982 roku Lucio Fulci powrócił ze swoim nowym filmem, natychmiast został on owiany złą sławą. „Nowojorski rozpruwacz” debiutował na ekranach w atmosferze skandalu, zresztą uzasadnionego. To kolejny horror, w którym maestro złego smaku używa sobie na bezbronnych kobietach. W filmie pod nóż tytułowego oprawcy trafiają wyłącznie atrakcyjne blondynki. Żadna z nich nie ginie szybko i bezboleśnie, bo nie w tym tkwi, według Fulciego, zabawa.

NYRipper-1

     „Nowojorski rozpruwacz” to horror o wyjątkowo slasherowej estetyce, stworzony jakby na eksport, z myślą o amerykańskiej widowni. Nie brak tu jednak charakterystycznego dla reżysera upodobania do sadyzmu – którego w takim „Halloween” na przykład nie uświadczymy. To, oczywiście, dwie różne produkcje, a i Fulciego nijak nie da się porównać z Johnem Carpenterem – skarbem narodowym USA. W Nowym Jorku grasuje wyjątkowo bezlitosny zabójca, który rozpruwa swoje ofiary przy użyciu noża kuchennego. Jego zbrodnie ściągają sen z powiek zmęczonemu życiem detektywowi Williamsowi: tak porywistej rzezi miasto nie doświadczyło od dawna. By powstrzymać impulsywnego psychopatę, porucznik nawiązuje współpracę z doskonale wykwalifikowanym psychoanalitykiem.

     Film przypomina trochę starszego o dwa lata „Maniaka” – brak mu jednak głębi tematycznej, jakichkolwiek śladów finezji. Zdjęcia Luigiego Kuveillera są atrakcyjne dla oka, bo opiewają panoramę koszmarnego miasta i bije od nich gorączkowy voyeuryzm. Nowy Jork przedstawia operator jako miejsce brudne, opresyjne, w którym najpiękniejsze mają być smutne twarze poniżonych sexworkerek. Tej wrażliwości nie posiada, niestety, sam Fulci, zainteresowany wyłącznie perwersją i torturowaniem spętanych ciał. Film ukierunkowany jest tylko na wulgarną przemoc wycelowaną w kobiety. Nie ociera się o mizoginię – mizoginiczny po prostu jest, a usprawiedliwienia, że płci piękniejszej nienawidzi antybohater, nie sam Fulci, są o tyle słabe, że ma reżyser wieloletnie doświadczenie w traktowaniu kobiecego ciała jak mięsa armatniego. Każda z bohaterek jest „karana” za aktywność seksualną, pracę w przemyśle erotycznym lub przynajmniej niezależność wobec mężczyzn. To klasyczny, slasherowy trop, który tym razem przybrał wymiar absurdu. Gdy brzytwa odłożona zostaje na bok, kręci Fulci softcore’owe porno, a aktorki ponownie stają się towarem, w najbardziej krzywdzącym ujęciu tego słowa. Pamiętna jest kilkuminutowa scena wymuszonej masturbacji, w której obmierzły oprych „zadowala” kobietę, wpychając jej między nogi swoje – jak je określa – złote palce. Palce stóp…

NYRipper-2

     „Nowojorski rozpruwacz” jest więc wymysłem zdeprawowanej głowy, a ponadto spływa hektolitrami tryskającej w najlepsze krwi. Ponownie przytacza reżyser swój największy fetysz, przecinając gałkę oczną jednej z dziewczyn żyletką. Ekstremalny gore nawet dziś, po tylu latach od premiery, sprawia, że trudno jest utrzymać wzrok na ekranie. Fani kina exploitation cenią sobie „Rozpruwacza” bardziej niż filmoznawcy – to przecież biblia ohydy i bestialstwa. Fulci opatrzył ten projekt kuriozalną, współcześnie trochę tandetną muzyką z pogranicza disco i elektroniki, ale nie powinna ona zmylić nikogo: to horror do przesady nihilistyczny i wyrachowany. „Zdobi” go galeria podejrzanych postaci drugoplanowych, a na drodze do rozwiązania kryminalnej łamigłówki konsekwentnie mylone są tropy, rozrzucane są fałszywe odpowiedzi. Mnie nie zaskoczyło ujawnienie tożsamości naszego mordercy – było dla mnie oczywistością – ale kto wie, może spojrzycie na finał z zupełnie innej perspektywy. Szykujcie się, że będzie dość niedorzeczny, jak niemal zawsze we włoskich giallach/slasherach.

     Świetnie wypadają sekwencje pościgów, walki wręcz i konfrontacji – do nich, przyznam szczerze, ma Fulci rękę. Szczególnie trzymające w napięciu okazują się sceny rozegrane w podziemiach metra. Byłbym jeszcze bardziej rad, gdyby filmowy zwyrol nie przemawiał głosem Kaczora Donalda.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

NYRipper-4

06

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s