Nonsense nuns. [„Herezja”, 2018]

     Jeżeli film dłuży się i przeciąga przy zaledwie osiemdziesięciu minutach, można śmiało mówić o porażce reżysera. Czasem zdarza się, że reżyser stawiający pierwsze kroki w swoim fachu kręci straszliwego gniota, a potem odbudowuje swój wizerunek w oczach widzów. U Paula Hyetta sprawa wygląda trochę inaczej: jego poprzedni horror, „Howl”, okazał się całkiem strawny, a nowsza „Herezja” wywołuję masę negatywnych odczuć. Warto przy tym wspomnieć, że począwszy od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych pracuje Hyett jako charakteryzator i specjalista od FX. Branżowe doświadczenie nie nauczyło go chyba zbyt wiele: „Herezja” to film nieudolny, amatorski i ślamazarny, a przy tym okraszony chyba najszpetniejszymi efektami specjalnymi, jakie dane mi było zobaczyć od kilku dobrych miesięcy.

Herezja4

     Akcja „Herezji” toczy się w siedemnastowiecznej Anglii. Podejrzana o kontakt z diabłem Persefona (Hannah Arterton) ma zostać stracona na stosie, ale zostaje zbawiona przez tajemniczą Matkę Przełożoną (Clare Higgins). Ta zabiera dziewczynę do swego zakonu i zapoznaje ją z grupą upadłych grzesznic. Mniszki mają na nowo odnaleźć w sobie sprzymierzenie z Bogiem, co wcale nie jest łatwe: ich wybawicielka wykazuje skłonność do sadyzmu. Persefonie zaczyna objawiać się tragicznie zmarła matka. Czy w kamiennym klasztorze kryją się demony?

     W dobie popularności horroru sakralnego „Herezja” mogła okazać się strzałem w dziesiątkę. Wystarczyła garść trafionych jump scare’ów, należyty szlif wizualny i przytomny reżyser. Z Hyatta jednak żaden James Wan, na czym jego film cierpi. Chwilami nie sprawia on wrażenia nawet marnej kopii, a niezamierzonej parodii. Demoniczne oblicza kolejnych opętanych zakonnic nie zrobią na Was większego wrażenia: niektórym aktorkom kazano jedynie założyć „upiorne” soczewki i pomazano im policzki tanią farbą. Upodobał sobie reżyser sceny, w których podkręcony akustycznie, kobiecy krzyk przerywa martwą ciszę, upodobał sobie fetyszyzm oczu (które można wydłubywać, wpychać do środka czaszki, sami dopowiedzcie sobie, co jeszcze – na pewno się nie przeliczycie). Wszystko to świadczy o ciągotach do banału. Szkoda tylko, że wykorzystane w filmie efekty specjalne są co najwyżej specjalnej troski – całość jawi się bowiem jako sztuczna i wymuszona.

Herezja3

     Ze względu na panujący w klasztorze rygor oraz postać Matki Przełożonej nie raz zostanie „Herezja” pomylona z „Zakonem Świętej Agaty”. Choć był to właściwie różaniec upleciony ze znanych filmowych motywów, sklecono go sprawniej, z większym polotem. Filmowi Hyatta brakuje wrażliwości estetycznej, jaką wykazał Bousman: ubogi budżet utrudnił „Herezji” przybranie atrakcyjnej formy. Najgorsze są efekty CGI, chyba nawet słabsze niż te z Z-klasowego „Among the Shadows”. Film budzi oczywiste skojarzenia z „Zakonnicą”, „Krucyfiksem” oraz ubiegłorocznym „The Devil’s Doorway”. Były to pozycje, które przyciągnęły widzów do kin lub na platformy VOD. Tymczasem projekt omawiany już teraz zyskał miano jednego z najmierniejszych straszaków 2019 roku, choć w polskich kinach pojawi się za dwa tygodnie…

     Warto dodać, że jest „Herezja” mieszanką horroru z nurtu nunsploitation oraz tzw. period piece. Jej powolny początek i stonowana kolorystyka mogą przypomnieć o „Czarownicy” Roberta Eggersa, choć Hyatt nie ma w zasadzie reżyserskiej ogłady, więc obok wizjonera go nie postawimy. Zdjęcia nagrywano w malowniczej Walii, między innymi w zamku Margam, a rolę Matki Przełożonej zagrała Clare Higgins, czyli pamiętna Julia Cotton z dwóch pierwszych „Hellraiserów”. Hyatt nie był w stanie wykorzystać tych atutów; Higgins pod jego nadzorem tworzy jedną z nudniejszych kreacji w całym filmie. Bije od niego brak kompetencji. Michael Ironside wygłasza swoje kwestie z wyraźnie kanadyjskim akcentem, co świadczy o niedostosowaniu języka do kontekstu scenariusza. W napisach końcowych poznajemy zaś cały zastęp postaci o pompatycznie brzmiących imionach – jak Christabel, Godiva, Ernis czy Jeremiah. Miałem spory problem z wydedukowaniem, kim ci ludzie właściwie są, bo bohaterowie wprowadzani byli tu dość oszczędnie, bez rozmachu.

     Jeśli naszła Was chęć na mocne kino z wątkiem zakonnym w tle, polecam znakomite „Diabły” Kena Russella. Obie produkcje zrealizowano w Wielkiej Brytanii i… to wszystko, co je łączy.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Herezja2

03

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s