Posprzątam ci ten życiowy chlew. [„The Cleaning Lady”, 2018]

     Alice (w tej roli Alexis Kendra) związała się z żonatym mężczyzną i każdego dnia czuje, że jest tylko „tą drugą”. Zawiedziona tchórzostwem partnera – który ani myśli rozstać się z żoną – i obrzydzona swoim brudnym sekretem, postanawia skupić się na rozwoju kariery w branży beauty. Jest kosmetyczką, która swoje klientki przyjmuje we własnym mieszkaniu. Ponieważ miejsce każdej pracy powinno być utrzymane w nienagannej czystości, zatrudniona zostaje sprzątaczka. Shelly (Rachel Alig) ucierpiała w wyniku straszliwego wypadku i ma zdeformowaną twarz. Brakuje jej pewności siebie, każde wypowiadane słowo z trudem przechodzi jej przez gardło. Pomimo ewidentnych różnic, kobiety nawiązują bliższą znajomość: okazuje się, że obie potrzebują okazji do wygadania i ucieczki przed codziennymi kłopotami. Problem w tym, że dylematy Alice nijak nie przystają do udręk jej nowej koleżanki. Bo czym jest uzależnienie od miłości w porównaniu z nieugaszoną żądzą mordu?

CleaningLady3

     „The Cleaning Lady” opowiada o tym, jak skomplikowanym i jednokierunkowym związkiem potrafi być przyjaźń; jak boleśnie potrafią zaciskać się kleszcze, gdy jedna ze stron chce od tej drugiej więcej. Shelly myli uprzejmość Alice (zaproszenie na kolację, wieczór przed telewizorem) z wydumanym sentymentem, a relacji utrzymywanej na luźnej, kumpelskiej stopie pozwala urosnąć do rangi obsesji. Obsesji, o której zatrudniająca ją kosmetyczka nie ma pojęcia. Najbardziej porażającą sceną w całym filmie jest ta, w której sprzątaczka chowa się w mieszkaniu swojej pracodawczyni, a pod osłoną nocy siada u jej boku i obserwuje, jak ta w najlepsze śpi. Później pozbawia ją zresztą przytomności i… wykonuje odlew jej twarzy. Po co? By przykrywać nim swoją własną i choć przez chwilę poczuć, co znaczy kobiecie piękno.

     Alice sprawia wrażenie dziewczyny płytkiej, ale nie zasługuje na szaloną stalkerkę. Kiedy Shelly mówi jej, że wygląda jak lalka Barbie, ta natychmiast rzuca próżnym „dziękuję”. Dopiero w akcie finałowym bohaterka zrozumie, co kryło się za komplementami nowej koleżanki. „The Cleaning Lady” można oceniać przez pryzmat klasycznego „boiler bunny movie” – o tyle to ciekawe, że dreszczowców reprezentujących ten podgatunek nie widuje się dziś często. Shelly stosuje liczne manipulacje, budzi w Alice pożałowanie i uzasadnioną empatię. Jest jednak niebezpieczna, a w romansie „przyjaciółki” widzi grzech i plugastwo, które należy z siebie zmyć. Informuje o tym wprost, co pozwala wierzyć, że jest Alice albo naiwna i krótkowzroczna, albo wręcz ślepa – bo świat widzi tylko w Michaelu (Stelio Savante). Film stanowi wgląd w psychikę dwóch zaburzonych emocjonalnie kobiet. Nie zdobywa się reżyser na subiektywizację: załamanie psychologiczne może spotkać wszystkich – i oszpecone outsiderki z nizin społecznych, i konwencjonalnie seksowną klasę średnią/wyższą średnią. „The Cleaning Lady” ogląda się z ciekawieniem, bo wyraźne różnice wcale nie odgradzają od siebie Shelly i Alice: one je łączą, są ich wspólnym mianownikiem. Bohaterki w hierarchii społeczeństwa amerykańskiego nawet by ze sobą nie sąsiadowały, a mimo to rodzi się między nimi specyficzna forma sympatii.

CleaningLady2

     Bardziej szaloną spośród nich jest, oczywiście, Shelly, co pozostaje kwestią drugorzędną, ale wartą wspomnienia. Nie ma w „The Cleaning Lady” sceny z udziałem żywcem ugotowanego królika, ale znalazła się taka, w której do blendera trafia grupa nieszczęsnych szczurów. To sekwencja obrzydliwa, mocna, początkująca bliżej nieokreślony akt okrucieństwa wobec człowieka, nie zwierzęcia: towarzyszy prologowi i doskonale nadaje ton reszcie filmu. „Cleaning Lady” to horror nihilistyczny i dość bezkompromisowy. Nie wszyscy doczekają się w nim sprawiedliwości – bez względu na to, jak bardzo na nią zasługują – a o happy endzie w ogóle możecie zapomnieć. Ponura ścieżka dźwiękowa skomponowana została w zgodzie z depresyjnym nastrojem, jaki się z filmu wylewa; niektóre utwory brzmią, jakby puszczano je z zepsutej pozytywki. Wyraźnie zaakcentowano w „The Cleaning Lady” motyw dziecięcych traum: retrospekcje z młodzieńczych lat Shelly wywołują dyskomfort na przemian ze złością. Nie pokazują wszystkiego, choć przekaz jest wystarczająco eksplicytny. Film, zwłaszcza w swej drugiej połowie, sporo wspólnego ma z backwoods slasherami (w samochodzie nagle kończy się benzyna, zasięg niknie gdzieś między drzewami), ale jego brutalność bliższa jest raczej „Oczom matki” – którymi trzy lata temu straszył Nicolas Pesce.

     Zaskakuje sznyt wizualny: Jon Knautz to przecież reżyser odpowiadający m. in. za „Łowcę potworów” czy nieśmiertelny wśród polskich widzów „The Shrine”. Zdjęcia są w „The Cleaning Lady” stylowe, oświetlające głównie twarze i oczy aktorów, a kadry pełne old-schoolowego wdzięku. Kamera najczęściej po prostu podąża za bohaterkami, gdy te snują po planie, ale chętnie też akcentuje kolorystykę kadru. Kolorystykę żywą, warto dodać, bo ważne dla całości są też kostiumy postaci. W szafie Alice znajdziemy stroje, dla których zabiłaby gwiazda musicalu z lat pięćdziesiątych; Shelly nosi zaś stare i poszarpane łachy, które przede wszystkim mają w nas rozbudzić współczucie. Na zasadzie kontrastu postawiono też plan zdjęciowy: w mieszkaniach obu bohaterek dominuje wystrój jakby sprzed połowy wieku. „The Cleaning Lady” zmontowano z wyczuciem stylu plastycznego: sceny są długie, cięte rzadko i oszczędnie. Matthew Brulotte nie stosuje techniki montażu teledyskowego, a operator Joshua Allen dba o stabilność kamery. Film nie przypomina horroru współczesnego, a taki w wydaniu retro.

     Tematy przedstawione przez Knautza są jednak aktualne: „The Cleaning Lady” to film o stalkingu, wyzyskiwaniu ciała, body shamingu, wreszcie o obsesji zemsty. Zwroty akcji (jak ten wprowadzający do scenariusza żonę Michaela) są może trochę telenowelowe, ale całość nie jest tandetna. Przeciwnie, oglądamy character study, studium kobiecej frustracji – ilekroć na ekranie pojawia się Shelly, chcąca wysprzątać nie tylko mieszkanie Alice, ale też jej życie, od ekranu nie da się oderwać oczu. Rachel Alig posługuje się zwłaszcza językiem cielesnym; ekstrawagancja postaci tkwi między innymi w jej niezręcznych odruchach. Aktorki, z którymi współpracował Knautz, nie są szerzej znane, ale dobrze spisują się w swoich rolach. Tak naprawdę nigdy nie wiemy, kiedy obłęd Shelly wreszcie eksploduje – w tym zresztą cała frajda z oglądania filmu. Knautz wykazał się umiejętnością budowania suspensu oraz celnymi spostrzeżeniami na temat patologii w relacjach międzyludzkich.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

CleaningLady1

07

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s