Nudny slasher w wersji porno. [„Deep Murder”, 2018]

     W luksusowej, choć bezgustownie urządzonej posiadłości uwięziona zostaje grupa bliskich sobie osób. Zbliża się potężna wichura i nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby wychodzić na zewnątrz. Nieszczęśnicy umilają sobie czas przygodnym seksem. Kiedy Doug (Jerry O’Connell) w najlepsze świntuszy z żoną wiecznie zajętego pracą biznesmena, ktoś niepostrzeżenie wkrada się do sypialni. Wkrótce potem przy życiu pozostaje już tylko jego imponujący wzwód: ktoś zaszlachtował bowiem Douga, gdy jego partnerka opuściła na chwilę łoże. Niegrzeszący inteligencją przyjaciele z trudem zachowują kamienną twarz – na każdym kroku roi się bowiem od pokus i erotycznych bodźców.

DM2

     Nick Corirossi, odpowiedzialny między innymi za produkcje spod szyldu „Funny or Die”, zapewnia, że jego „Deep Murder” to jeden z najoryginalniejszych komedio-horrorów tego sezonu, ale w istocie film nie jest żadnym objawieniem: fabuła pozostaje szczątkowa, metody uśmierceń kolejnych postaci nie imponują, a wprowadzając do scenariusza zabójcę ze śmiercionośnym dildo, „zapożyczył się” reżyser u innych twórców… „Deep Murder” ma fajny premise – jego bohaterowie żyją w świecie softcore’owego porno i muszą rozwikłać zagadkę brutalnego zabójstwa o seksualnym podłożu – ale to tylko punkt wyjścia dla nudnych zdarzeń.

     Corirossi nie udźwignął ciężaru tej historii, choć nie był on wcale wygórowany. Wyraźnie widać tu konflikt koncepcji: film za mało przypomina tandetne kino erotyczne ze Skinemaxu, a zanadto improwizowaną komedyjkę, kręconą przez grupę znajomych dla siebie samych. Horroru uświadczymy w „Deep Murder” mało i zawsze jest on bardzo niezgrabny – podobnie zresztą jak muzyka, która w niczym nie przypomina tej rutynowej z filmów XXX (bow-chicka-wow-wow!), a oparta jest na randomowych, syntezatorowych akordach. Pełnometrażowy debiut Corirossiego to pozycja dla Was, jeśli śmieszą Was suche żarty o złotych deszczach i deep-throatingu, może też, jeżeli stęskniliście się za Jerrym O’Connellem. To film głupi i bezsensowny, ale chyba nie w sposób świadomie ukartowany.

     Czuję się zobowiązany dodać, że efektowne morderstwo przy użyciu gumowego członka ubarwiło kanadyjski slasher „GirlHouse”, którym pięć lat temu pochwalił się duet Jon Knautz-Trevor Matthews. Lepszym zaś quasi-horrorem o branży filmów dla dorosłych był ubiegłoroczny „Nóż + serce”. „Deep Murder” jest o kilka dobrych klas gorszy, nawet przy swoim ironicznym tonie.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

DM3

04

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s