Trudne powroty. [„Next of Kin”, 1982]

     Po latach postwojennego kryzysu kino australijskie odżyło dopiero wraz przyjściem szalonych lat 70. i narodzinami Nowej Fali. To wtedy popularność zyskały filmy ozploitation, takie jak „Samochody, które zjadły Paryż”, i horrory w bardziej podstawowej definicji. O niebo lepszy od „Samochodów…” – które recenzowałem parę miesięcy temu – okazał się dreszczowiec „Next of Kin” w reżyserii Tony’go Williamsa. Projekt ten przeżywa teraz drugą młodość, bo wydany został na odpicowanym Blu-rayu. Zachwycił się filmem nawet Quentin Tarantino, tempo jego akcji i atmosferę porównując do tych z Kubrickowskiego „Lśnienia”.

NoK2

     Gatunkowo pozycje te różnią się od siebie, ale to m. in. dlatego, że „Next of Kin” kroczy kilkoma ścieżkami horroru jednocześnie, a „Lśnienie” mogło pochwalić się większą homogenią. Główna bohaterka (Jacki Kerin o intensywnym spojrzeniu) wprowadza się do odziedziczonej posiadłości, którą przebudowano na dom spokojnej starości. Na miejscu odnosi wrażenie, że jest obserwowana, a poczucie niepewności nie opuszcza jej nawet na krok. Coś złego czai się na tutejszych korytarzach; wiele wskazuje na to, że drzwi nie skrzypią tylko ze starości.

     Miejscem akcji „Next of Kin” jest wiekowy pałacyk o zaskakująco gotyckiej konstrukcji. Tematyką filmu są zaś echa przeszłości i zagadkowe morderstwa, przez co całość przyrównać można do prozy Agathy Christie. Większość scen toczy się w domu ogarniętym przez ciemność, nie na dzikich bezdrożach czy w klaustrofobicznych mieścinach – takich horrorów kino australijskie nie uświadczyło wielu. Williams manipuluje oczekiwaniami widza, igra z nim aż miło. Źródłem zagrożenia może być wszystko: istota nadprzyrodzona, obłąkany zabójca, któryś z rezydentów zakładu. A może wszystko, co oglądamy, roi się w chorej głowie Lindy? Raczej nie wpadniecie na trop, odkrywający finał „Next of Kin” – siłą filmu jest element zaskoczenia.

     Imponują poetycko prowadzone sekwencje slow-mo oraz sceny stricte slasherowe (nie zapominajmy, że obraz powstał w 1982 roku), ale na te trzeba trochę poczekać. Reżyser ewidentnie kieruje się dewizą „mniej znaczy więcej”, co sprawia że tempo akcji jest dość powolne. Porównania do „Lśnienia” są zasadne, lecz nie będę mydlił Wam oczu: „Next of Kin” znajduję się o klasę niżej niż arcydzieło Kubricka – może nawet dwie klasy. To wciąż kino efektownie nakręcone, egzotyczne i zagadkowe, ale na pewno nie mówimy tu o ponadczasowym monumencie.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

NoK3

6 i pol

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s