Cały ten chory fandom. [„The Fanatic”, 2019]

     John Travolta coraz częściej przyciąga do siebie projekty, które kończą jako box-office’owe fiaska. Po „Dolinie przemocy” i „Gottim” kolejną pozycją w filmografii aktora został „The Fanatic” – dreszczowiec Freda Dursta, który tłoczył się w jego głowie od przeszło piętnastu lat, a kiedy już powstał, ściągnął na siebie mnóstwo złej prasy. I choć hasło „thriller reżyserowany przez frontmana Limp Bizkit” nie zapowiada dzieła z wyższej półki, porażka filmu jest miażdżąca. W tydzień po premierze kinowej „The Fanatic” zainkasował trzy tysiące dolarów.

Fanatic3

     „Hollywood Reporter” uznał, że dzięki współpracy z Durstem Travolta sięgnął „nowego dna”. To opinia szorstka i bezwzględna, ale „Fanatic” – pomimo wielu swych ułomności – nie jest projektem całkowicie pozbawionym wartości. Jedynie zbyt dosłownym, kręconym na jedno kopyto. Przypomina piosenki LB, które pozbawione były głębi i wszystkie brzmiały właściwie tak samo. Travolta gra tu Moose’a – faceta w średnim wieku i zagorzałego miłośnika kina grozy, który prawdopodobnie zmaga się z autyzmem. Pracuje on na Hollywood Boulevard, gdzie wskakuje w kostium XIX-wiecznego, londyńskiego policjanta i „bawi” przechodniów głupkowatym akcentem. Nikt nie zatrzymuje się, by zrobić sobie z Moosem zdjęcia – nie, kiedy otaczają go charyzmatyczni magicy i imitatorki Marilyn Monroe. Bohater ma jedno marzenie: chce poznać swego idola, Huntera Dunbara (Devon Sawa). Wydaje więc ostatnie oszczędności, by kupić jego kamizelkę z filmu sci-fi. Chce zaprzyjaźnić się z ulubieńcem, przypodobać mu się, odwiedzać go w domu. Nie rozumie słów: „zostaw mnie, świrze!”

     Moose podejmuje jedną złą decyzję za drugą i ściąga na siebie coraz większe kłopoty. Kiepskich wyborów dokonał też Durst, zresztą na wielu poziomach (narracyjnym, stylistycznym, w kierowaniu aktorami). Voice-overowe wstawki, padające z ust randomowej dziewczyny, ranią w uszy pretensjonalnością, brzmią nienaturalnie: „Moose nie tylko przekroczył nieprzekraczalną granicę, on ją wręcz zbombardował”. Lider LB jest współautorem scenariusza i ewidentnie nie potrafi konstruować przekonujących dialogów. Podczas pogawędki z właścicielem comic shopu główny bohater rzuca, że nie może rozmawiać zbyt długo, bo „ciśnie go kupa” – to jedne z pierwszych słów Travolty w filmie. Postać Moose’a ogólnie nie została nakreślona zbyt umiejętnie: charakteru ma on niewiele, a jego osobowość jest równie zawiła, jak hawajskie koszule, które sobie upodobał… Niczego nie mówi Durst o dzieciństwie bohatera, choć padają sugestie, że było traumatyczne i mogło ukształtować jego myślenie. W jednej tylko scenie widzimy małego Moose’a zachwyconego horrorem w telewizji, a w tle także matkę, która sprowadziła sobie na noc kochanka. To za mało, by mówić o jakimkolwiek rysie charakterologicznym, o prześwietlaniu wnętrza postaci.

Fanatic2.jpg

     O roli Travolty można powiedzieć więcej; ja dyplomatycznie napiszę tylko, że nie jest ona równie dobra, jak te Dustina Hoffmana („Rain Man”) i Seana Penna („I Am Sam”). Bywa kreacja aktora odrobinę zbyt przeszarżowana, co chwilami „Fanatykowi” sprzyja, a kiedy indziej mu wadzi. Porównania do ostatnich występów Nicolasa Cage’a nie okazały się trafione. Ma Travolta szczęście, że wciela się w postać, którą można obdarzyć empatią. Inaczej sprawa wygląda z Devonem Sawą: jego Hunter to najzwyklejszy łajdak, w dodatku z urojeniami – wydaje mu się, że jest niepodlegającym prawu bad assem, jakiego grywa w swych filmidłach. Ciekawie zarysował się à propos Sawy aspekt metafikcyjny: lata temu widzieliśmy go jako fanatycznego Stana w teledysku Eminema, a u Dursta role zostały odwrócone – to Hunter odpiera awanse chorego sympatyka.

     Film cierpi z powodu niespójności tonalnych i dziur w fabule (jakim cudem nikt nie natknął się na zwłoki w ogródku?), ale jego największą ujmą okazuje się przedstawienie fandomu jako zjawiska negatywnego, ukazanie go wyłącznie przez pryzmat toksycznej obsesji. Społeczność fanowska nakreślona została przez Dursta w sposób problematyczny; samego reżysera zdaje się bawić to, jak bardzo pomiatany jest Moose, jaką jest ofiarą. To postać złamana przez życie – nie ma w sobie krztyny komizmu. Nie do końca wiadomo, co próbował przekazać nam Durst, o czym traktuje „The Fanatic”. W niczym nie pomaga zanadto urwany, pozbawiony znaczenia finał. „Fanatic” polecić można fanom trashu i pulpy, a zwłaszcza tym, którzy nastawiają się na bezmyślne kino exploitation. Jako mroczny thriller o ciemnej stronie sławy film zupełnie się jednak nie sprawdza – moim oczekiwaniom nie sprostał.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Fanatic4

05

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s