Freaks and tricks. [„Candy Corn”, 2019]

     Na kilka dni przed świętem halloween do miasteczka Grove Hill przybywa cyrk objazdowy pod zwierzchnictwem Lestera – ekstrawaganckiego showmana i fascynata voodoo, nazywanego „Doktorem Śmierć”. Mężczyzna dyryguje zespołem zdeklarowanych dziwolągów i dostrzega artystyczny potencjał w jednym z mieszkańców, Jacobie. Zatrudnia chłopaka w swym pokazie, nadając cel jego smutnemu życiu. Upośledzony umysłowo Jacob mierzy się z pogardą sąsiadów: jest freakiem, który stale ściąga na siebie kłopoty. Poniżony przez grupę oprychów, wdaje się w śmiertelną bójkę, która nie do końca idzie po jego myśli. Lester nie traci pracownika na długo: zaklęcie przywraca podopiecznego do życia, a właściwie czyni z niego nieumarłą kreaturę.

CandyCorn2

     Trudno o film wzbudzający bardziej mieszane uczucia niż „Candy Corn”. Horror Josha Hasty’ego wywołuje falę przyjemnie nostalgicznych doznań przeplatających się wzajemnie z nudą; w jednej chwili imponuje szlifem technicznym, a po chwili sprawia wrażenie nader amatorskiego. Dla przykładu: upodobał sobie reżyser efekt zwolnionego tempa, który powtarzany jest tak często, że zaczyna ciążyć nad filmem widmo tandety. Bez umiaru i wyobraźni komponowano też ścieżkę dźwiękową. Materiału powstało na co najmniej dwa projekty, a Hasty nawet nie myśli o tym, że opatrzenie każdej sceny motywem muzycznym zwyczajnie zirytuje widza. Jednocześnie imponują w „Candy Corn” praca operatora, przestrzeń planu i rozlew krwi.

     Zdjęcia Ryana Lewisa, z technicznego punktu widzenia co najmniej niezłe, najwięcej zyskują dzięki wybranym przez Hasty’ego lokacjom. Film powstawał w Środkowo-Zachodnich Stanach – inaczej niż wiele współczesnych slasherów, które, nawet z akcją osadzoną na jesieni, kręcone są najczęściej w Kalifornii. W ten sposób udało się oddać w „Candy Corn” dżdżystą aurę październikowego Ohio. Pochmurna pogoda pomogła nadać filmowi odpowiednio melancholijny ton, a złocisto-brązowe kolory i widoki wiejskich pól świetnie układają się pod okiem. Niektóre ujęcia i techniki montażu wzorowane były na horrorach Roba Zombiego (często korzysta Hasty z zastygających w ziarnistym paraliżu stopklatek). Jedną z najlepiej nakręconych scen jest ta otwierająca „Candy Corn”, przedstawiająca bosego Jacoba na rowerze oraz mżystą panoramę amerykańskiej wsi. Mocny punkt filmu to także gore w „ładnym”, bo old-schoolowym wydaniu. CGI ograniczony został do minimum, byśmy cieszyli się z odrywania kręgosłupa żywcem (tak – u Hasty’ego to możliwe) czy ucinania języka tępym narzędziem.

CandyCorn1

     „Candy Corn” nie jest więc pozbawiony walorów artystycznych: stylowe ujęcia i ciekawe rozwiązania realizacyjne mieszają się w nim z kiczem, może zresztą nie do końca świadomym. Biorąc pod uwagę wątek zmartwychwstałego bohatera, można odnieść wrażenie, że sprzeciwia się reżyser bullyingowi, próbuje powiedzieć coś o freakach i ostracyzmie, który jest im bliski. To wdzięczny i ambitny temat, który w „Candy Corn” nie miał szansy wybrzmieć, bo Hasty stawia na banał: chce dać swym dziwolągom szansę na odwet, nie dając im okazji do refleksji. Protagoniści kierują się prymarnymi odruchami; jak na ludzi udręczonych przez siłę „normalności” za mało myślą, a za dużo działają – zresztą brutalnie. W efekcie spotęgowana zostaje ich „potworność”, a chyba nie do końca o to Hasty’emu chodziło.

     Josh Hasty to reżyser młody i niedoświadczony. „Candy Corn” ewidentnie tworzył bez głębszego namysłu, o czym świadczą dziury w logice: w zamieszkałym przez 1300 osób Grove Hill mieści się kino trzykrotnie większe niż sale w Cinema City. Film inspirowany był klasykiem Carpentera, „Halloween”, na co wskazują między innymi nazwiska postaci i nazwa mieściny, gdzie rzecz się dzieje. To wzorzec do bólu oczywisty. Wystąpiły w „Candy Corn” ikony grozy – z Tonym Toddem i P. J. Soles na czele – choć lepiej od nich sprawuje się Pancho Moler jako „Doktor Śmierć”. Rola aktora jest sugestywna, nieoczywista, a chwilami wręcz maniakalna.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

CandyCorn3

05

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s