Eeny, Meeny, Miney… NO. [„Byłem nastoletnim wilkołakiem”, 1957]

            „We DARE You to See the Most Amazing Motion Pictures of Our Time!”

     Takim sloganem reklamowano w 1957 roku horror „I Was a Teenage Werewolf”, który miał zostać przebojem kin samochodowych. Twórcy pokusili się o najdosłowniejszy możliwy tytuł, podczas gdy dystrybutorów niemieckich poniosła wyobraźnia: u naszych zachodnich sąsiadów film rozprowadzano pod poetycką nazwą „Śmierć ma czarne pazury”. Rys fabuły nie zaskoczy nikogo: nastoletni delikwent Tony zaczyna przejawiać symptomy dziwnej choroby. Odczuwa zwierzęce popędy, jego ciało pokrywają gęste włosy. Kto wie – może powodem takiego stanu rzeczy jest wizyta u „psychiatry”, tak naprawdę szalonego naukowca, który za stosowną metodę terapii uważa przemianę pacjenta w wilkołaka…

IWaTW2

     Film wykazuje nad wyraz kampowe walory. Tony ślini się, trzymając między wargami gumowe kły – przypominające popularne kiedyś, wampirze żelki. W scenach napaści porusza się z gracją godną napalonego ekshibicjonisty, obnaża jednak swoje mało przekonujące umiejętności aktorskie. Michael Landon gra swego bohatera zupełnie na poważnie, choć nie powinien. Na drugim planie obowiązkowo pojawia się postać woźnego z Europy Wschodniej, który może i kiepsko mówi po angielsku, ale dobrze wie, co jest nie tak z Tonym – bo w Rumunii wilkołaka można przecież spotkać na ulicy. Stare wzmianki prasowe informują, że widzowie byli przejęci „Nastoletnim wilkołakiem”, gdy wszedł na ekrany. Dziś niemożliwym byłoby oglądanie go na serio. To przykład prostodusznego, niezbyt rezolutnego kina z czasów tak zwanej ery atomu; film, w którym lekarz psychiatrii bawi się w boga i eksperymentuje na ludziach, a przeciętny Amerykanin wierzy w gusła.

     „I Was a Teenage Werewolf” nakręcono w ciągu siedmiu dni. Był to pierwszy film American International Pictures o nastoletnich „potworach” (później grono zasilili wampir i monstrum Frankensteina), a także pierwszy horror, w którym znalazło się miejsce dla abstrakcyjnego występu bohatera z rock-and-rollową piosenką. Projekt zaskoczył widzów, stanowił pewne novum, wyznaczył trendy na kolejnych parę lat. Trzy dekady później zainspirował „Teen Wolfa”, nieudaną farsę z Michaelem J. Foksem. Co ciekawe w castingu do roli tytułowej z Landonem przegrał Jack Nicholson.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

IWaTW3

04

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s