Bad hombre. [„Rambo: Ostatnia krew”, 2019]

     Nastał dziwny czas w życiu Johna Rambo. Były członek amerykańskich sił specjalnych ma grubo ponad siedemdziesiąt lat i żyje na arizońskim ranczu, gdzie oddaje się jeździectwu i pielęgnuje konie. Największy z ekranowych twardzieli nie jest już tym samym samotnym wilkiem, co kiedyś. Mieszka z latynoską gosposią – przyjaciółką zmarłego ojca – i jej nastoletnią wnuczką. Nie opuszczają Rambo wspomnienia dawnych traum, przez co osoby postronne uznają eks-żołnierza za melancholijnego wariata, ale Gabrielle i jej babcia traktują go jak członka rodziny. John nie ma poza nimi żadnego świata: bliskich utracił w wojnie. Kiedy Gabrielle zostaje porwana przez wyjątkowo brutalny meksykański kartel, wieczny komandos chwyta za dawno nieużywany nóż myśliwski.

R-Last-Blood2

     Żal serce ściska, że najsłynniejszy bohater kina akcji doczekał się tak marnego pożegnania, jak „Rambo: Ostatnia krew”. Film – już piąty w przeciąganej od lat serii – mógł okazać się lekkostrawnym popcorniakiem w stylu Neesonowskiej „Uprowadzonej”, zwłaszcza że punkt wyjścia dla ekranowych zdarzeń jest w obu przypadkach identyczny. Niestety, po zdobyciu Oscara Sylvester Stallone postanowił wykazać się pozorowaną ambicją (przynajmniej jako scenarzysta – jako aktor chyba nie, biorąc pod uwagę poziom jego występu). 73-letni dziś aktor w wywiadach chętnie chwalił się, że „Ostatnia krew” stanowi jego własną odpowiedź na „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Na miejscu braci Coen albo padłbym ze śmiechu, albo czuł się urażony – bo nowy „Rambo” to obrażający inteligencję widza, filmowy ściek.

     Nawet David Morrell, twórca książkowej „Pierwszej krwi”, nie podpisuje się pod filmem Stallone’a, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego. Projekt powstał w niemal improwizowany sposób. Ogląda się go, jakby twórcy nie pracowali praktycznie z żadnym skryptem – a na pewno nie dłuższym niż kilkustronicowym. Cały „Rambo: Ostatnia krew” to splot trzech, czterech wydarzeń, które najczęściej wyzbyte są dramaturgii i pochwalają najgorsze stereotypy. Film powstał jakby z myślą o wyborcach Donalda Trumpa: widza wprowadza w świat agresywnie ksenofobicznej retoryki i rasistowskiego egoizmu. Z każdej strony straszy Meksykanami – wszyscy są źli, obmierźli i sadystyczni, a Stallone dotkliwie ich piętnuje. Jak przedstawiony zostaje sam Rambo? W „Ostatniej krwi” honorowy niegdyś żołnierz to już figura białego zbawcy: ostatni prawilny bohater na głębokim południu, chroniący Latynoskę przed meksykańskimi handlarzami żywym towarem. Nie ma już w nim dawnej szlachetności – John Rambo zabija swych przeciwników dla sportu, a potem z upodobaniem bezcześci zarżnięte ciała. Poznajemy w nim psychopatę, jest całkowicie zdehumanizowany. Po seansie odbije się Wam moralną czkawką.

     Seria, która kiedyś pochylała się nad zespołem stresu pourazowego i społeczną alienacją, teraz przesycona jest gore’m, skupia się głównie na wyrywaniu flaków z wciąż żyjących ciał. Film został napisany na kolanie, podobieństwo jego finału do „Kevina samego w domu” przyprawia o niekontrolowany atak śmiechu, całość bardzo marnie prezentuje się od strony technicznej. Najgorszy pod kątem realizacji wydaje się montaż – zwróćcie uwagę na tandetny epilog, powtarzający kluczowe momenty wszystkich odsłon serii („Ostatniej krwi” też). Stallone, o ustach z marmuru, poradził sobie ze swoją rolą nad wyraz źle – albo inaczej: on z tą rolą nic nie zrobił. John jest w nowym filmie apatyczny, nieciekawy, ma wiecznie kamienną twarz. To najsłabszy moment kariery „Włoskiego Ogiera”. Słabszy nawet od „Detoksu” czy „Stój, bo mamuśka strzela”.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

R-Last-Blood1

3 i pol

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s