Archiwa kategorii: Slashery

Krwawe i niezobowiązujące. Uwielbiamy je wszyscy – czy się przyznajemy, czy nie.

Sielska czerwień

        Krzyżując „Świt żywych trupów” George’a Romero z którymkolwiek slasherem lat osiemdziesiątych, otrzymamy nieskładne dyrdymały – mogłoby się zdawać. A jednak, dokonując owej kombinacji, reżyser i scenarzysta Scott Spiegel stworzył film nieprzeciętny, a nawet bardzo przebojowy. Co sprawia, że jego „Intruder” to obraz godny polecenia?

intruder89-01

     Rzecz dzieje się w plajtującym markecie, późnym wieczorem. Właściciele sklepu zobligowani są zamknąć interes z powodu narastających problemów finansowych. Zanim ostatecznie oddadzą budynek do rozbiórki, wspólnie z młodymi ekspedientami i magazynierami wiążą koniec z końcem. Gdy jedną z kasjerek, Jennifer (Elizabeth Cox), atakuje nadpobudliwy ukochany – były więzień, pracownicy zmuszeni są nasłać na niego policję. Wkrótce bohaterowie zaczynają padać ofiarą brutalnych mordów. Noc jest młoda. I będzie krwawa.

intruder89-02

Czytaj dalej Sielska czerwień

Reklamy

Słów kilka o „Teddy’m”

     Jak się okazuje, w Chicago nie znają się na horrorach. Nie dalej niż tydzień temu utwierdziłem się w przekonaniu, że studenckie-niestudenckie etiudy i różnej maści inne krótkometrażowe pierdoły to prawie zawsze śmieci. Obejrzałem „Teddy’ego”, 12-minutową produkcję SlasherStudios.com, wziętej witryny rozprawiającej nad – nie inaczej – moimi ulubionymi slasherami. Podczas 2012 Chicago Fear Fest „Teddy” został nagrodzony laurem publiczności. A ja pytam: za co?

Czytaj dalej Słów kilka o „Teddy’m”

Czekając na powód do uśmiechu

     Gdyby tak wymazać podjęte decyzje, chwile szpecące przeszłość… Aktorom filmu „Smiley” z pewnością zbierze się jeszcze na tego typu wynurzenia. Zrealizowany za przysłowiowe grosze koszmarek Michaela Gallaghera zasłużył na mnogość obelg, z którymi się spotkał, choć nie jest to spowodowane jego absolutną beznadzieją.

     Jako kino grozy drugiego sortu film można strawić. „Smiley” natchniony jest duchem klasycznego teen slashera, lecz do klasyki gatunku nigdy nie wejdzie. Główną bohaterkę filmu Ashley (Caitlin Gerard w ni to ziębiącej, ni grzejącej roli) poznajemy na pierwszym roku studiów filozoficznych. Po śmierci matki dziewczyna rozpoczyna samodzielne życie i osiedla się gdzieś w Kalifornii. Wraz z ekstrawertyczną współlokatorką (wkurzająca jak mało kto Melanie Papalia) Ashley wpada na trop tytułowego Smileya – mordercy o wyszytym na twarzy, krwawiącym uśmiechu, może upiorze, może humanoidzie czyhającym na swoje ofiary w internecie. Smiley pojawia się znikąd, a jego wizyta przywołana może być tylko na jednym z tyleż popularnych, co budzących grozę wideoczatów. Dla zabawy dziewczęta testują prawdziwość miejskiej legendy podczas internetowej pogawędki z kolegą. Chłopak pada ofiarą Smileya na oczach zszokowanych studentek. Sielskie życie młodych kobiet zamienia się w koszmar.

Czytaj dalej Czekając na powód do uśmiechu

Prawie jak strach

     Ciężkostrawna jest myśl, że ulubiony reżyser straci formę, zejdzie na psy i zacznie tworzyć kiepskie filmy. Jeszcze większe troski wzbudza idea, według której potencjalny ulubiony reżyser nigdy nie zostaje pupilem widowni, nie potrafiąc należycie wykorzystać swojego talentu. Alexandre Aja jest jednym z „potencjalnych pewniaków”, co udowadnia niebagatelnym „Bladym strachem”.

     Na odludną wieś przybywa tajemniczy nieznajomy. Pierwszą scenę z jego udziałem wieńczy ujęcie zdekapitowanej dziewczęcej głowy, tej samej, która scenę wstecz „wykonywała” na misternym mężczyźnie fellatio – przy pomocy jego dłoni. Dodajmy, że ów obcy jest nie tylko w spaczony sposób perwersyjny, ale też groteskowo szpetny i krajobraz wiejskiej francuskiej osady zakłóca obecnością podobnej jemu ciężarówki, którą przemierza drogi i szosy, a otrzymamy obraz filmowego zwyrodnialca – koniec końców nie tak zwyrodniałego, jak malują go w swych recenzjach pamfleciści zza Oceanu. Odrażający podróżnik z precyzją i zniesmaczającą widza (acz dziwnie go ujmującą) gracją pozbywa się mieszkańców położonego w głębi rolnych pól domu, mordując ich w sposób beznamiętny i brawurowy. Tym samym toruje sobie drogę do upragnionej piękności spoczywającej w swoim pokoju − studentki Alex. Nie przypadkowo użyłem formuły „torować drogę”… Zabójca, choć zdobywa seksualną niewolnicę, którą ochoczo zakuwa w łańcuchy i umieszcza na tyłach swojego wozu, nie może promiennie zatriumfować. Uniemożliwia mu to Marie, niestrudzona wojowniczka, przyjaciółka Alex, która – stając się cichym świadkiem potwornej zbrodni – w akcie desperacji decyduje się odbić porwaną. Bohaterska Marie, niemniej ciekawa postać, w ekscentrycznych snach ma w zwyczaju biegać sama za sobą poprzez lasy. Dubel rodem z bardziej pokrętnych dzieł Davida Lyncha. Tylko czy dubel to odpowiednie słowo?

Czytaj dalej Prawie jak strach

Gore górą

     Gdybym miał stworzyć subiektywny ranking co bardziej zapomnianych, ale też niedowartościowanych horrorów, „Zabójca Rosemary” plasowałby się w nim wysoko. Film nie jest arcydziełem, tym bardziej nie jest mielizną. To harmonijny, old-schoolowy slasher, który jeszcze dla niejednego widza okaże się bajecznym zaskoczeniem.

     Rok 1945, koniec drugiej wojny światowej. Jeden z amerykańskich bohaterów wojennych powraca z frontu, przyjeżdżając do prowincjonalnego Avalon Bay. Żołnierz nie ma szczęścia – dowiaduje się, że został porzucony przez narzeczoną. Ta sama dziewczyna ginie wkrótce potem na balu maturalnym, brutalnie zamordowana. Sprawca zbrodni, mężczyzna w pełnym wojskowym kombinezonie, okazuje się nieuchwytny, a burmistrz Avalon Bay na długie lata zakazuje organizowania potańcówek na zakończenie liceum. Dopiero po trzydziestu pięciu wiosnach zwyczaj zostaje przywrócony. Młoda Pam MacDonald, dziewczyna zastępcy szeryfa, jeszcze nie wie, że stanie oko w oko z dawno uznanym za miejską legendę zabójcą.

Czytaj dalej Gore górą

Tutaj zaczyna się twoja podróż

     Rzadko słyszy się o angielskim horrorze, tym bardziej wartym obejrzenia. Tymczasem połączywszy swoje siły z Niemcami, od lat również cierpiącymi na brak wizjonerów kina grozy, Wyspiarze nakręcili film znamienity. Powstały w 2004 roku „Lęk” to kandydat do tytułu horroru ubiegłej dekady.

     Późny wieczór w stolicy Wielkiej Brytanii. Młoda kobieta, Kate, wraca z przyjęcia. W największą od lat ulewę decyduje się skorzystać z linii metra. Na peronie, oczekując nocnego pociągu, sączy ukradkiem wódkę z piersiówki i niespodziewanie zasypia. Budzi się w opustoszałych podziemiach, zupełnie sama i przerażona. Nie mając możliwości opuszczenia stacji, musi spędzić na przystanku noc. Od początku wyczuwalna jest jednak czyjaś obecność…

Czytaj dalej Tutaj zaczyna się twoja podróż