Archiwa kategorii: Slashery

Krwawe i niezobowiązujące. Uwielbiamy je wszyscy – czy się przyznajemy, czy nie.

Prawie jak strach

     Ciężkostrawna jest myśl, że ulubiony reżyser straci formę, zejdzie na psy i zacznie tworzyć kiepskie filmy. Jeszcze większe troski wzbudza idea, według której potencjalny ulubiony reżyser nigdy nie zostaje pupilem widowni, nie potrafiąc należycie wykorzystać swojego talentu. Alexandre Aja jest jednym z „potencjalnych pewniaków”, co udowadnia niebagatelnym „Bladym strachem”.

     Na odludną wieś przybywa tajemniczy nieznajomy. Pierwszą scenę z jego udziałem wieńczy ujęcie zdekapitowanej dziewczęcej głowy, tej samej, która scenę wstecz „wykonywała” na misternym mężczyźnie fellatio – przy pomocy jego dłoni. Dodajmy, że ów obcy jest nie tylko w spaczony sposób perwersyjny, ale też groteskowo szpetny i krajobraz wiejskiej francuskiej osady zakłóca obecnością podobnej jemu ciężarówki, którą przemierza drogi i szosy, a otrzymamy obraz filmowego zwyrodnialca – koniec końców nie tak zwyrodniałego, jak malują go w swych recenzjach pamfleciści zza Oceanu. Odrażający podróżnik z precyzją i zniesmaczającą widza (acz dziwnie go ujmującą) gracją pozbywa się mieszkańców położonego w głębi rolnych pól domu, mordując ich w sposób beznamiętny i brawurowy. Tym samym toruje sobie drogę do upragnionej piękności spoczywającej w swoim pokoju − studentki Alex. Nie przypadkowo użyłem formuły „torować drogę”… Zabójca, choć zdobywa seksualną niewolnicę, którą ochoczo zakuwa w łańcuchy i umieszcza na tyłach swojego wozu, nie może promiennie zatriumfować. Uniemożliwia mu to Marie, niestrudzona wojowniczka, przyjaciółka Alex, która – stając się cichym świadkiem potwornej zbrodni – w akcie desperacji decyduje się odbić porwaną. Bohaterska Marie, niemniej ciekawa postać, w ekscentrycznych snach ma w zwyczaju biegać sama za sobą poprzez lasy. Dubel rodem z bardziej pokrętnych dzieł Davida Lyncha. Tylko czy dubel to odpowiednie słowo?

Czytaj dalej Prawie jak strach

Reklamy

Gore górą

     Gdybym miał stworzyć subiektywny ranking co bardziej zapomnianych, ale też niedowartościowanych horrorów, „Zabójca Rosemary” plasowałby się w nim wysoko. Film nie jest arcydziełem, tym bardziej nie jest mielizną. To harmonijny, old-schoolowy slasher, który jeszcze dla niejednego widza okaże się bajecznym zaskoczeniem.

     Rok 1945, koniec drugiej wojny światowej. Jeden z amerykańskich bohaterów wojennych powraca z frontu, przyjeżdżając do prowincjonalnego Avalon Bay. Żołnierz nie ma szczęścia – dowiaduje się, że został porzucony przez narzeczoną. Ta sama dziewczyna ginie wkrótce potem na balu maturalnym, brutalnie zamordowana. Sprawca zbrodni, mężczyzna w pełnym wojskowym kombinezonie, okazuje się nieuchwytny, a burmistrz Avalon Bay na długie lata zakazuje organizowania potańcówek na zakończenie liceum. Dopiero po trzydziestu pięciu wiosnach zwyczaj zostaje przywrócony. Młoda Pam MacDonald, dziewczyna zastępcy szeryfa, jeszcze nie wie, że stanie oko w oko z dawno uznanym za miejską legendę zabójcą.

Czytaj dalej Gore górą

Tutaj zaczyna się twoja podróż

     Rzadko słyszy się o angielskim horrorze, tym bardziej wartym obejrzenia. Tymczasem połączywszy swoje siły z Niemcami, od lat również cierpiącymi na brak wizjonerów kina grozy, Wyspiarze nakręcili film znamienity. Powstały w 2004 roku „Lęk” to kandydat do tytułu horroru ubiegłej dekady.

     Późny wieczór w stolicy Wielkiej Brytanii. Młoda kobieta, Kate, wraca z przyjęcia. W największą od lat ulewę decyduje się skorzystać z linii metra. Na peronie, oczekując nocnego pociągu, sączy ukradkiem wódkę z piersiówki i niespodziewanie zasypia. Budzi się w opustoszałych podziemiach, zupełnie sama i przerażona. Nie mając możliwości opuszczenia stacji, musi spędzić na przystanku noc. Od początku wyczuwalna jest jednak czyjaś obecność…

Czytaj dalej Tutaj zaczyna się twoja podróż

Żmudnych prac nad nowymi przygodami Jasona ciąg dalszy

     O tym pomyśle mówi się od dłuższego czasu. Mimo to oficjalnych informacji na jego temat nadal brak. Po „Piątku, trzynastego”, dziewięciu jego sequelach, crossoverze i reboocie ma powstać „Friday the 13th Part XIII” – film poniekąd niepotrzebny a zagorzale wyczekiwany. Na przełomie lat 2009-2011 niechlubni scenarzyści Damian Shannon i Mark Swift zostali zaangażowani w projekt, a producent Brad Fuller wyznał, że będzie gotowy do pracy, gdy gotowe będzie New Line Cinema. Teraz, po miesiącach ciszy, dowiadujemy się, że stara ekipa współtwórców horrorowej sagi czeka na zielone światło od wytwórni. Ekipa zgrana i silna, a w jej szeregach… Corey Feldman i Barney Cohen!

Czytaj dalej Żmudnych prac nad nowymi przygodami Jasona ciąg dalszy

W oczekiwaniu na „Texas Chainsaw 3D”

     Przedsmak nadchodzącej jatki otrzymaliśmy już na początku jesieni, a wczoraj pojawił się pierwszy oficjalny zwiastun. „Texas Chainsaw 3D” zbliża się wielkimi krokami i wzbudza mieszane odczucia. Fani sagi Leatherface’a już dzielą się na dwa obozy: pierwsi z entuzjazmem wyczekują nowej masakry, drudzy narzekają – to na wytwórnię, to na wtórność… Prawdą jest, że fragmenty pokazane w trailerze do złudzenia przypominają nową odsłonę „Piątku, trzynastego” i „Teksańską masakrę…” w wydaniu Marcusa Nispela. A jednak czuję się na tyle lojalny wobec mordercy w skórzanej masce, że mało świeży i niczym niezaskakujący zwiastun napawa mnie niecierpliwością. Czekam na „Texas Chainsaw 3D”, który nawet jeśli nie będzie filmem oryginalnym, dostarczy dużo slasherowej rozrywki. To widać już teraz.

Więcej znaczy mniej

     Istnieją filmy, które jeszcze na długo przed premierą skazane są na sukces. Wzięty reżyser, aktor na fali – mogą oni być gwarancją sukcesu w przypadku najsłabszych projektów. Jednak częściej do kin przyciąga widzów historia, a dokładnie bohater. W omawianym dziełku spod ręki Ronny’ego Yu (Narzeczona Laleczki Chucky) pojawiają się aż dwie kultowe postacie – i to kultowe w najbardziej dosadnym tego słowa znaczeniu. Freddy Krueger i Jason Voorhees to kluczowe ikony kina, bożyszcza każdego szanującego się fana horroru.

     Podstawowa kwestia, której przed nakręceniem Freddy’ego kontra Jasona ani sekundy nie poświęcili twórcy to, czy po dziesiątkach mniej lub bardziej udanych sequeli widownia obu gigantów kina grozy nadal ma ochotę oglądać swoich pupili. W Freddy’s Dead: The Final Nightmare Kruegerowi zdarzyło się dosiąść miotły w spiczastym kapeluszu, a w jeszcze bardziej szmatławym Jasonie X tytułowy morderca wylądował na statku kosmicznym. Kolejne kontynuacje, choć najczęściej mogły pochwalić się dobrymi wynikami box office’owymi dookoła świata, sięgały wyżyn głupoty. Nie inaczej w przypadku spin-offa obu popularnych serii, scenariusz i prowadzenie fabuły obfituje w niedorzeczność.

Czytaj dalej Więcej znaczy mniej