Archiwa kategorii: Slashery

Krwawe i niezobowiązujące. Uwielbiamy je wszyscy – czy się przyznajemy, czy nie.

Krótka piłka: „The Windmill Massacre” [aka „The Windmill”, 2016]

     „The Windmill Massacre” – kolejna, po tureckim „Baskin”, wpadka wśród horrorów made in Europe. Reżyser Nick Jongerius z początku zdobywa nasze zainteresowanie. Podrzuca nam stos mięsa armatniego (w tym bezbronne dziecko!), przedstawia ciekawą protagonistkę, ponure holenderskie wiatraki osnuwa straszliwą legendą. Czterdzieści, pięćdziesiąt minut po napisach prologowych trudno nadal utrzymywać uwagę na tym, co dzieje się na ekranie: losy bohaterów – ciągle szwendających się wokół jednego z mrocznych młynów i o tymże ględzących – mamy na tym etapie gdzieś. Scenariuszowe faux pas mnożą się niczym grzyby do deszczu. Jednym z większych błędów okazuje się wyeliminowanie (czyt. zarżnięcie) najbardziej niesztampowej postaci jako pierwszej. „The Windmill” nie jest skończoną porażką: film toczy się na tle pięknie jesiennej scenerii, a akcji towarzyszy dramatyczny wątek głównej bohaterki – dziewczyny pogubionej, chcącej odkupić swoje winy. Tych kilka pozytywów to jednak mało, a projekt Jongeriusa zwyczajnie nie sprawdza się jako miks slashera i horroru nadnaturalnego. Główny czarny charakter, tajemniczy The Master, niewiele ma wspólnego z prezentowanymi wydarzeniami, wydaje się oderwany od realiów fabuły.

windmillmassacre2

04

Krótka piłka: „Scary Movie” [1991]

     Halloween. Warren, roztrzęsiony paranoik, udaje się do lokalnego Domu Strachów. Ataki histerii wywołuje w nim widok ogników, tańczących pod wiekiem dyniowego lampionu. Jak zareaguje na wieść o sensacyjnej ucieczce bywalca lokalnego szpitala psychiatrycznego? „Scary Movie” – do niedawna zaginiony projekt Daniela Ericksona z 1991 roku (niemający nic wspólnego z parodią braci Wayans) – dość szybko samookreśla się jako miks horroru i komedii, chętniej dryfujący ku obrębom drugiego z wymienionych gatunków. Towarzyszący sytuacjom ekranowym komizm najczęściej nie śmieszy, choć obłędna, pełna skupienia kreacja młodego Johna Hawkesa, grającego Warrena, wzbudza na ustach uśmiech – głównie stanowiący wyraz uznania dla aktora. Dla widzów szukających halloweenowego dreszczu emocji okaże się „Scary Movie” stratą czasu: to film o ciekawym, ponurym koncepcie, kiepsko, niestety, przelanym w kadr ekranu. Innych sympatyków kina grozy może urzec sposób, w jaki omija Erickson pułapki rutyniarstwa filmowego slashera. Może, lecz nie musi.

scarym91

4 i pol

„In Hell everybody loves popcorn”. [„31”, 2016]

     W scenie inaugurującej „31” – długo oczekiwany horror od zmartwychwstałego studia Saban Films – poznajemy Doom-Heada (Richard Brake), kościstego mężczyznę o nieprzyjemnym spojrzeniu i wymalowanej, bladej twarzy. Snuje on blisko pięciominutowy monolog, który, jak się okazuje, kierowany jest do spętanego pastora. Łamiąca czwartą ścianę narracja przemienia się w wymianę słów oprawcy i jego świętojebliwej ofiary. Doom-Head, nieczuły na błagania klechy o życie, rąbie jego ciało kiepsko zaostrzoną siekierą, zapewne mając dość płaczów i kwileń. Scena dobiega końca, a w kadrze pojawiają się vintage’owe ujęcia kręcone w formacie 8 mm. Opatrzone zostają napisami: „a Rob Zombie film”.

31-5

     Charakteryzacja Brake’a, prowadzenie postaci, fragmenty dialogowe („w piekle wszyscy uwielbiają popcorn!”) i stylistyka w ogóle od pierwszych sekund podpowiadają, że oglądamy film Roba Zombiego – zdaniem wielu, naczelnego wodza kina niskich lotów. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego facet będący głównym i wspaniałym karmicielem współczesnej sceny horroru ściąga na siebie tak wiele awersji. Na głowę reżysera co rusz wylewa się wiadro gówna. Krytykuje się go za dosadne, soczyste dialogi lub korzystanie ze współpracy aktorów charakterystycznych i zaufanych, co jest przecież modus operandi powszechnie cenionego Quentina Tarantino. Stali malkontenci wciąż nie zwrócili uwagi na fakt, że nie ma poza Zombiem drugiego filmowca tworzącego throwback horrory udane tak estetycznie, jak i merytorycznie. Nie trafiła się, jak dotąd, w filmografii Amerykanina porażka – nie była nią nawet napędzana tanim seksem animacja o przygodach El Superbeasto. „31”, podobnie jak najlepszy projekt Zombiego – „Dom tysiąca trupów”, pozostaje tytułem niezrozumianym, na siłę znienawidzonym.

Czytaj dalej „In Hell everybody loves popcorn”. [„31”, 2016]

Enough with the creepiness, Joe. [„You’re Killing Me”, 2015]

     Akcja „You’re Killing Me”, nowego slashera o tematyce queerowej, toczy się w słonecznym Los Angeles, gdzie dochodzi do serii bezdusznych morderstw. Każdą kolejną ofiarą nieuchwytnego zwyrodnialca pada młody homoseksualista; każde zabójstwo zdaje się być niezasadne i popełnione bez afektu. Gdy ulubieniec social mediów George (Jeffery Self) poznaje przystojnego Joego (Matthew McKelligon), nawet nie podejrzewa, że ma do czynienia z niebezpiecznym psychopatą. Między mężczyznami zawiązuje się nić porozumienia, a z czasem pojawiają się gorące emocje. Joe widzi w George’u bratnią duszę, George zachwycony jest ekstrawaganckim poczuciem humoru Joego, który z osobliwą powagą podkreśla, że zabije każdego, kto stanie na drodze ich miłości. Przyjaciele internetowego gwiazdora boją się o jego życie.

Untitled 3

     George nie przykuwa znacznej uwagi do ostrzeżeń najbliższych, którzy – przeszywani zimnym spojrzeniem milczącego dziwaka – drżą ze strachu. Joe, mężczyzna rzadko włączający się w jakąkolwiek dyskusję, to dla zakochanego w sobie samym YouTubera idealna publiczność. „Dowcipne” dygresje nowo poznanego na temat podrzynania gardzieli bardziej George’a bawią niż przerażają, choć przewijają się przez rozmowy nagminnie. Joe „nie jest straszny, jest boski”: jego bezdenne spojrzenie to dla George’a najcenniejsza z wartości. Scenariusz autorstwa Selfa i Jima Hansena (także reżysera filmu) uszyty został z najgorszych stereotypów dotyczących mężczyzn homoseksualnych: jego postaciami uczyniono gejów narcystycznych, egocentrycznych i okrutnych.

Czytaj dalej Enough with the creepiness, Joe. [„You’re Killing Me”, 2015]

Nowa fala terroru. [„Night of Fear”, 1972]

     W latach siedemdziesiątych kinematografia Australii przeżyła swoistą rewolucję. Po czasie niedostatku, jakim okazała się dekada poprzednia, australijski film odżył (w samym 1961 roku Australijczycy nakręcili zaledwie jeden projekt; dziesięć lat później tworzyli grubo ponad dwadzieścia produkcji jednorocznie). Płodność takich reżyserów jak Phillip Noyce, Bruce Beresford czy wreszcie Peter Weir napędzała przemiany kulturowe, jakie z perspektywy dziesięcioleci z łatwością można w tamtejszym kinie dostrzec. Renesans filmu australijskiego przede wszystkim wiązał się z wyostrzeniem zmysłu artystycznego co bardziej rezolutnych twórców, lecz był zarazem wynikiem gonitwy za jankeskim sukcesem. Na długo przed wydaniem zamerykanizowanego „Krokodyla Dundee” (i jego sequeli) nakręcony został niskobudżetowiec „Night of Fear” – horror łamiący tabu z gracją godną „Nocy żywych trupów”, który, jak na ironię, utorował ścieżkę dochodowym klasykom zza oceanu: „Teksańskiej masakrze…” czy „Ostatniemu domowi po lewej”.

NoF2

     Nie ma, oczywiście, dowodów na to, że Hooper i Craven zainspirowani zostali skromnym straszakiem Terry’ego Bourke’a; wzajemne podobieństwa pozostają jednak ewidentne. Trzon fabularny „Night of Fear” stawia wyraźnie konotacje między Leatherfacem a mieszkającym w ciemnym buszu Mężczyzną – bezimiennym wariatem, który żeruje na nieporadności okolicznych kobiet. W lasach otaczających chatę psychopaty gubi się zbłąkana bohaterka: lnianowłosa piękność w czerwonej sukience, która przypadkiem zjechała z głównej drogi i straciła orientację w terenie. Mężczyzna zrobi wszystko, by zachować miastową seksbombę u siebie; w porwaniach i uprzedmiotowieniu ma spore doświadczenie.

Czytaj dalej Nowa fala terroru. [„Night of Fear”, 1972]

Tyrolska masakra piłą mechaniczną. [„In 3 Tagen bist du tot 2”, 2008]

     Akcja zawiązuje się ekspresowo w „In 3 Tagen bist du tot 2”. Austriacki slasher, znany także pod niefrasobliwym tytułem anglojęzycznym „Dead in 3 Days 2”, okazuje się jedną z tych rzadkich (choć nie niebywałych) kontynuacji udanych dalece bardziej niż ich prequele. Pełen werwy, mroczniejszy tonem i sprawniej nakręcony, projekt wywiera zgoła odmienne wrażenie niż jego poprzednik, nawet jeśli powstał pod kierunkiem tego samego reżysera.

tot2-1

     „In 3 Tagen bist du tot 2” nie udaje filmu, którym nie jest: jako szeregowy sequel musi odwołać się do wydarzeń z poprzedniej odsłony i robi to wnet po napisach początkowych. Dwudziestoletnia Nina Wagner (Sabrina Reiter) już w piątej minucie seansu bez owijania w bawełnę przypomina nam, jak zakończył się starszy o dwa lata „Zginiesz w ciągu 3 dni”. Dowiadujemy się, że niezrównoważona matka wyrżnęła przyjaciół Niny w odwecie za śmierć syna – dawnego kolegi nastolatków, który z ich winy utonął pod lodem. Ocalała z masakry bohaterka wyprowadziła się do dużego miasta, gdzie wiedzie anonimowe życie. Pewnej nocy otrzymuje tajemniczy, kilkusekundowy telefon: Mona (Julia Rosa Stöckl), która także przeżyła serię brutalnych ataków, desperacko błaga ją o ratunek. Dziewczyna zaginęła w niejasnych okolicznościach. Przerażona Nina rozpoczyna jej poszukiwania.

Czytaj dalej Tyrolska masakra piłą mechaniczną. [„In 3 Tagen bist du tot 2”, 2008]