Psychokineza i religijne kajdany. [„Thelma”, 2017]

     Kino skandynawskie od dekad urzeka widzów stalową szarością, refleksyjnym charakterem i wyszukaną formą. Nordyczne smutki w swoich filmach przeanalizowali już między innymi Tomas Alfredson, Lars von Trier oraz Bo Mikkelsen („Sorgenfri”). Grono to zasila też Joachim Trier, nominowany do Złotej Palmy autor dramatów „Głośniej od bomb” i „Oslo, 31 sierpnia”. Jego najnowszy projekt – tragi-horror „Thelma” – nakręcony został w duchu „Wilkołaczych snów” oraz starszej, bergmanowskiej „Godziny wilka”. To film o byciu innym w niesprzyjających odmienności warunkach.

ThelmaNorsk02

     Tytułową bohaterkę (Eili Harboe) poznajemy, gdy zaczyna studia w obcym mieście. Dziewczynę wychowali chłodni rodzice, żyjący w oparciu o restrykcyjne zasady. Jest ona pobożna; przez świat idzie jednak z poczuciem wyższości. W jednej ze scen sama przyznaje, że uważa się za lepszą od „tych wszystkich” panienek i ich chłopców. Jakież palące uczucia napełnią serce Thelmy, gdy bez reszty zakocha się w jednej z tych panien… Najpierw poczuje się bohaterka zmieszana, a później wyniesie z tej konsternacji odpowiednią nauczkę. Nikt nie wmówi jej, że jest przeklęta.

Czytaj dalej Psychokineza i religijne kajdany. [„Thelma”, 2017]

Reklamy

Bajki robotów. [„Pacific Rim: Rebelia”, 2018]

     Olbrzymie potwory „Kaiju” sprawiły, że świat dotknięty został piętnem chaosu. Do życia w takich realiach doskonale przystosował się Jake Pentecost (John Boyega) − pilot Jaegerów, syn wybitnego żołnierza. Jake to kryminalista, który otrzymuje od rządu propozycję: jeśli obiecuje kontynuować dzieło swojego ojca i dołączy do Eskadry Obronnej Pan-Pacific, nie trafi do pudła. Czy krnąbrny bohater − w którego żyłach płynie ferwor walki − stoczy pojedynek z gigantycznymi monstrami?

PRUprising3

     Warto napisać wprost: „Pacific Rim: Rebelia” to film znacznie słabszy niż jego prequel z 2013 roku. Guillermo del Toro nigdy nie pojawił się na planie zdjęciowym projektu, który finalnie przejął reżyser-debiutant, Steven S. DeKnight. Zamiast tego, rozpoczął prace nad „Kształtem wody”, co − jak wiemy − wyszło mu na zdrowie. „Rebelia” nie jest tak stylowa, jak pierwszy „PR” − brakuje jej choćby lovecraftowskiej ikonografii. Niestety, nie tylko. Zadziwiająco rzadko dochodzi w filmie do konfrontacji „Kaiju” vs. bohaterscy Ziemianie, a widowiskowość nielicznych scen akcji i tak kuleje (ciężko wyrwać widza z ospałego letargu, kiedy postaci o takich imionach, jak Amara Namani nijak nie wpisują się w wizerunek ekranowego bad assa). Na wielu poziomach jawi się „Rebelia” jako wydmuszka.

Czytaj dalej Bajki robotów. [„Pacific Rim: Rebelia”, 2018]

Halo, tu Ziemia. [„Devil’s Gate”, 2017]

     Zapyziałe miasteczko w Dakocie Północnej odwiedza Daria Francis (Amanda Schull), agentka specjalna FBI, która ma wyjaśnić sprawę nagłego zniknięcia pewnej matki i jej syna. Zastępca szeryfa, Colt (Shawn Ashmore) – przydzielony wyższej rangą koleżance po fachu bardziej jako rzep niźli gliniarz – nie wydaje się pochłonięty incydentem. Wiezie agentkę na farmę zamieszkaną przez męża zaginionej. Postawny Jackson (Milo Ventimiglia) jest stereotypowym redneckiem: według funkcjonariuszki Biura Śledczego, prawdopodobieństwo, że zabił swoją kobietę, jest wysokie. W piwnicy brutalnego farmera, faktycznie, skrywane są straszliwe tajemnice. Daria nie wie jednak, jak dalece myli się w swoich przypuszczeniach.

DevilsGate2

     „Devil’s Gate” jest autorskim projektem Claya Stauba, II reżysera, który pomagał w realizacji głośnych remake’ów: „Świtu żywych trupów” (2004) i „Coś” (2011). Jako reżyser pierwszego planu wykonuje Staub swoją robociznę na pół gwizdka. Niewiele komponentów filmu zwraca na siebie widzowską uwagę; najbardziej w uszy rzucają się jednak odpustowe dialogi. Z jakiegoś powodu historia, zasilana paliwem patosu, odnosi się w końcu do tragedii, którą usłane było życie rdzennych Amerykanów dekady temu. Kręte nawiązania do sytuacji prawnej plemienia czirokeskiego nijak nie trzymają się kupy – bo film zbudowany został na antytezach i sprzeczności. Staub wyciąga – niczym z magicznego kapelusza – psychopatów, demony, wreszcie kosmitów i… Indian. Zamiast fabuły, formuje się bezkształtna, amorficzna bajda. Sztuczki reżysera bynajmniej nie zasługują na aplauz, a podniosłe frazy z trudem przechodzą przez gardło zmieszanym aktorom. „To nie oni są tu Indianami”, wyklepuje Schull, w odniesieniu do obcych, których nawiedzili Ziemię – „to my”. Potem dodaje: „Mój dziadek powtarzał, że w jednej szesnastej jest Czirokezem. Tak bardzo się tym chełpił.” W innej scenie, według uznania, przytoczony zostaje fragment Biblii. W końcu kosmita też człowiek; jego ziemskie cierpienia śmiało można przyrównać do męki jezusowej. Błyskotliwe symbole i metafory malują się wyłącznie w głowie Stauba – my obserwujemy, jak na pełnych obrotach pracuje silnik napędzający spiralę kiczu.

Czytaj dalej Halo, tu Ziemia. [„Devil’s Gate”, 2017]

Z nakazu bogów. [„Dziedzictwo. Hereditary”, 2018]

     Ari Aster w zawodzie reżysera stawia dopiero pierwsze kroki, ale na jego nazwisko warto mieć oko. Pełnometrażowa pierwocina Amerykanina, „Dziedzictwo. Hereditary”, swoją premierę odnotowała na tegorocznym Sundance Film Festival i natychmiast pokryła się złotem, zyskując aprobatywne recenzje. To horror o bardzo klasycznej podbudowie: inspirowany „Dzieckiem Rosemary” i historią paranormalnego spisku, pamiętnym „Nie oglądaj się teraz” i traumą po bolesnej utracie. Aster sam stracił niedawno bliską osobę. Nic więc dziwnego, że w jego filmie sporo uwagi poświęcono żałobie i walce z życiem („Hereditary” jest jak celuloidowy słownik nieoczywistych smutków). Projekt rozpoczyna się dramatem rodzinnym, by wkrótce ewoluować w metafizyczny tragi-horror.

Hereditary2

     W stanie Utah mieszkają Grahamowie: głowa rodziny, Steve (Gabriel Byrne), jego małżonka, Annie (Toni Collette), przygotowująca się do wystawy w galerii sztuki, a także dwójka dojrzewających dzieci. Peter (Alex Wolff, „Mój przyjaciel Dahmer”) lubi chodzić na imprezy i odurzać się nielegalnymi środkami. Charlie (Milly Shapiro) jest odrobinę zdziwaczała, a za najlepszą przyjaciółkę uważa własną babcię. Gdy ta umiera, świat nastolatki staje się miejscem pustym i melancholijnym. Mistrzynią w walce z apatią jest Annie, która ma sobą kilka wyczerpujących emocjonalnie lat. Niestety, najgorsze dopiero przed nią…

Czytaj dalej Z nakazu bogów. [„Dziedzictwo. Hereditary”, 2018]

Dźwięki strachu. [„Ciche miejsce”, 2018]

     Rok 2020. Światem władają chaos oraz niezidentyfikowane istoty, żywiące się ludźmi. Potwory pałają żądzą mordu i wyruszają na łowy za każdym razem, gdy wyczują człowieka. Są ślepe, ale mają niebywale wyczulony zmysł słuchu. Każde słowo, każdy nieprzemyślany ruch jest więc jak życzenie śmierci. W sercu lasu mieszkają Abbottowie: inżynier Lee (John Krasinski), jego żona-lekarka (Emily Blunt) oraz trójka dzieci. Pewnego dnia najmłodszy syn Lee i Evelyn zostaje porwany przez bestie. Ale to nie koniec udręk. Członkowie rodziny żyją przecież w świecie, w którym obowiązuje jedna zasada: gdy cię usłyszą, zginiesz.

AQuietPlace2

     „Ciche miejsce” to trzeci film w reżyserii Johna Krasinskiego, a zarazem pierwsze jego dzieło wyprodukowane przez dużą wytwórnię. W przeszłości Platinum Dunes współfinansowało między innymi „Diabelską planszę Ouija” oraz remake „Amityville”. Nowy projekt studia, „A Quiet Place”, jest jednak horrorem o wyraźnie art-house’owej podwalinie, z punktu widzenia tematyki i tonacji podobnym do „It Comes at Night” (choć znacznie lepszym). Krasinski na bok odstawił ograne jump scare’y i gatunkowe uproszczenia. Zainspirował go stoicyzm Ridleya Scotta: celebrowana jest w „Cichym miejscu” cisza, nie efekciarstwo. Przez pierwszych kilkadziesiąt minut w ogóle nie widzimy kreatur, przed którymi skrywają się Abbottowie. Jak w „Obcym – 8. pasażerze Nostromo”, straszniejszy okazuje się fakt, że zagrożenie gdzieś się na nas czai; że szczerzy kły w ukryciu i opieszale przymierza się do ataku. W drugiej połowie filmu potwory ukazane zostają w całej okazałości, a dynamika akcji wzrasta. Dla reżysera najważniejszy nadal pozostaje jednak kamienny nihilizm.

Czytaj dalej Dźwięki strachu. [„Ciche miejsce”, 2018]

Obcy gracji pełny. [„Obcy – 8. pasażer Nostromo”, 1979]

     Czas był dla „8. pasażera Nostromo” wyjątkowo łaskawy. Powstały w 1979 roku film uchodzi za klasykę horroru science-fiction, a z Ridleya Scotta i Sigourney Weaver uczynił monarchów Hollywood. Na przestrzeni dekad obraz nie zestarzał się ani trochę: zaprojektowane na jego potrzeby praktyczne efekty specjalne wciąż przyprawiają o zawrót głowy, są równie intensywne i ofensywne jak lata temu. Film hipnotyzuje strachem; na rozłogu kina grozy pozostaje żelaznym monumentem.

Alien2

     Strach ten widoczny jest zwłaszcza w oceanicznych oczach Veroniki Cartwright, filmowej Lambert. To Cartwright nastraja w widzach odpowiednie uczucia, to jej niebieskie ślepia odbijają w sobie grozę. Nawigatorka Lambert okazuje się postacią histeryczną – nie mniej niż Sally Hardesty, ulubiona „zabawka” Leatherface’a. Gdy w jednej ze scen na Cartwright bucha strumień sztucznej krwi, aktorkę zalewa nie tylko lepka maź, ale też fala paniki. „Obcy – 8. pasażer Nostromo” to film o kobiecej intuicji: Lambert i Ripley (Weaver) przeczuwają, że wezwanie z opuszczonej planetoidy może przynieść załodze Nostromo kłopoty. Decyzja zejścia na skalistą przystań należy do męskiej części ekipy.

Czytaj dalej Obcy gracji pełny. [„Obcy – 8. pasażer Nostromo”, 1979]

Do you like scary movies?