Sratatata

     Znacie trylogię „Feast”? Nie? Szczęściarze… Gwoli objaśnienia – są to survival horrory, w których atakowani przez krwiożercze bestie bohaterowie-egoiści mają się wzajemnie w jeszcze głębszym poważaniu niż mają ich widzowie. Cała seria to biblia puszczania gazów, wymiotowania, wypróżniania się na innych, międzygatunkowej kopulacji i wstrętnej, lepkiej śmierci. Z niesławnej trylogii najbardziej znienawidzona jest pozycja numer dwa – „Feast II: Sloppy Seconds”.

     Otóż pierwszy „Feast” był pełnym wigoru, wcale niegłupim horrorem komediowym, bez większych niepowodzeń żonglującym motywami, które wsławiły takie tytuły jak „Od zmierzchu do świtu” czy „Wstrząsy”. W warstwie formalnej reżyserski debiut Johna Gulagera nie zaskakiwał i trzymał swoje smaczki na wodzy, ani razu nie dając ponieść się przypływom świetności – w ten sposób zapracował na tytuł obrazu niezłego i przyjemnego. Sequel, choć zaplanowany jako równie lekka i ciesząca igraszka, swoją widownię raczej zawiódł i zniesmaczył.

Czytaj dalej Sratatata

Reklamy

Mądrość piaskiem osłonięta

        Świat bywa bezlitosny, a życie każdemu potrafi porządnie skopać tyłek. Wszyscy miewamy chwile, w których myślimy o poszukiwaniu własnej drogi, zawędrowaniu gdzieś daleko – jak najdalej, na koniec świata, a może i poza jego rzeczywistość. Czy to właściwa ścieżka? Odpowiedzi na to pytanie udzielają twórcy australijskiego horroru „Lost Things”.

     Wypad na dziką plażę okazuje się koszmarem dla czwórki przyjaciół z liceum. Przez chłopców przemawiają hormony i infantylność, podczas gdy dziewczęta prześcigają się nawzajem w weryfikowaniu na kolegach metod flirtu, wystawiając swoją przyjaźń na próbę. Najwięcej nieprzyjemności sprawi jednak młodym nieoczekiwana wizyta miejscowego dziwaka. Zippo opowie im o pięknie młodości oraz udowodni, jak wiele mają do stracenia.

Czytaj dalej Mądrość piaskiem osłonięta

Głośniej, mocniej, lepiej

          Powróćmy nad jeziora – zachęcali twórcy serii „Friday the 13th”. Zagrajmy w grę raz jeszcze – proponowało Lions Gate, rok po roku odsłaniając kolejne tajemnice bohaterów „Piły”. Hollywood lubuje się w produkcji szerokich filmowych sag, które z czasem urastają do skali zasobnych franczyz, szyldowanych imieniem Jasona czy aliasem Jigsawa. Kilkanaście dni temu swoją handlową premierę miał „V/H/S/2” – sequel festiwalowego przeboju sprzed roku o podobnym tytule. Już teraz należy wietrzyć seryjne przeznaczenie możliwych kontynuacji tego projektu.

     W „V/H/S/2” para detektywów prowadzi śledztwo w kwestii zaginięcia studenta. Tropy prowadzą do niemal zdewastowanego domu, po brzegi wypełnionego taśmami wideo i odbiornikami tv. Bohaterowie uważnie przeglądają część nagrań, by ruszyć z martwego punktu niejasnej sprawy. Cztery szokujące, amatorskie filmy wywierają na śledczych potężne wrażenie, a także składają się na fabułę niniejszego horroru.

Czytaj dalej Głośniej, mocniej, lepiej

Apetyt wzrasta…

     Tony softcore’owej golizny oraz nieumiejętnie kamuflowanej erotyki. Ważne tematy skryte za kultowymi dialogami. I ten wspaniale plebejski klimat dawnych wieczorków z filmami od Elgazu czy Visionu. Panie i panowie, gratka dla fanów kina niezobowiązującego: „Smakosz 2”.

     Sequel jednego z lepszych horrorów 2001 roku rozpoczyna się kilka dni po wydarzeniach z udziałem Giny Philips i Justina Longa. Grono bohaterów poszerza się srogo: tym razem poznajemy grupę kilkunastu licealistów, którzy wracają z zawodów sportowych. Na malowniczej szosie ich autokar łapie gumę – oczywiście nie bez udziału tytułowego oponenta. Przepełnieni hormonami, kłótliwi nastolatkowie wrócą do domów w jednym kawałku tylko jeśli zaczną współpracować. Tymczasem Smakosz rozpoczyna przesiew. Torsy, ramiona, członki pourywa tylko najsmakowitszym kąskom…

Czytaj dalej Apetyt wzrasta…

Próżnia

     Niemal zawsze, gdy hollywoodzkie studio wykopuje z magazynów klasyczny horror sprzed lat i odświeża jego formułę, plany spalają na panewce. Przypadek remake’u „Balu maturalnego” (nota bene remake’u tylko w nazwie) nie odbiega od tego schematu. Nowa odsłona jednego z najbardziej charakterystycznych slasherów w dziejach trąci porażką na kilometr.

     L.A, CA. Złotowłosa piękność wybiera się na wystawną studniówkę. W towarzystwie anorektycznych supermodelek i chłoptasiów rodem z żurnali mogłaby przetańczyć całą noc. Jest jednak jegomość, któremu przepych spotkania rozpieszczonych małolatów nie odpowiada. Szykuje się jatka…

Czytaj dalej Próżnia

Pokochajmy Mandy Lane

     Omawiałem niedawno „Wiecznie żywego”, apokaliptyczną wariację na temat „Romea i Julii”, z rozkochanym do fioletowości bohaterem-zombie. Reżyserowany przez Jonathana Levine’a film, na który spadł deszcz intratnych recenzji, zarobił krocie. Mniej pomyślny los spotkał pierwsze dzieło autorstwa Levine’a. Prymarny film Amerykanina, horror „Wszyscy kochają Mandy Lane”, debiutował wprawdzie podczas festiwalu w Toronto i wzbudził sensację wśród widzów, mimo to nie spotkał się ze spektakularną promocją. Teraz „Mandy Lane”, odkopana ze studyjnych magazynów przez dystrybutorów, dokonuje spóźnionego natarcia na amerykańskie kina, by przypomnieć o swoim potencjale.

     Levine nie prawi tym razem o tkliwym zadurzeniu, a o niezdrowym pożądaniu. Akcja filmu osadzona jest w teksańskim liceum, gdzie grupa chłopców straciła głowę dla tytułowej bohaterki. Mandy, słodka i prostoduszna blondynka, albo nie ma pojęcia o własnym seksapilu, albo wykorzystuje go z premedytacją. Przenosimy się na odludne ranczo, gdzie organizowana jest szumna impreza. W zabawie Mandy towarzyszą nabuzowani testosteronem młodzieńcy oraz zazdrosne dziewczęta. Po północy żarliwa głusza spływa falą zagadkowych morderstw. Kto zabija i jaki jest jego cel? Motywów z pewnością nie brak żadnemu z gości.

Czytaj dalej Pokochajmy Mandy Lane

Do you like scary movies?