„Hail, Hail, Virgin high, drop your pants – it’s fuck or die!”

     W tytułowym miasteczku Cherry Falls (tytuł oryginalny filmu, głupawo przetłumaczony na  Krew niewinnych) działa seryjny morderca. Ofiarami psychopaty padają lokalni nastolatkowie, niewspółżyjący seksualnie. Wśród młodzieży trwoga jest namacalna. By uchronić się przed makabryczną i sardoniczną śmiercią, licealiści organizują imprezę z orgietką, obwołaną jako „Pop Your Cherry Ball”. Tymczasem niezależna ekscentryczka, córka szeryfa Jody Marken, podejmuje się próby racjonalnego wyjaśnienia, kim jest zabójca oraz co nim kieruje.

     Sequele potrafią być lepsze niż oryginał, remake’i lub crossovery wzbudzać większe zainteresowanie niż swoje pierwowzory. Aktor może wybić się popularnością lub uznaniem ponad reżysera, zgodnie z powiedzeniem „uczeń przerósł mistrza”. Wreszcie różnego rodzaju wariacje są w stanie ciekawić bardziej niż prototypy. Dlaczego więc „Krew niewinnych, bardzo dobry slasher spod ręki Geoffreya Wrighta, nigdy nie dostał szansy na zostanie popkulturowym fenomenem na miarę starszego tylko o cztery lata KrzykuWesa Cravena?

Czytaj dalej „Hail, Hail, Virgin high, drop your pants – it’s fuck or die!”

Keczupowe lata osiemdziesiąte

     Muszę przyznać, że z dużym dystansem podchodziłem do tego tytułu – kultowego w pewnych kręgach, zresztą cieszącego się popularnością zasłużenie, lecz nadal naiwnego i oferującego znacznie mniej niż chciałoby się oczekiwać. Podobnie jak znakomita większość filmów grozy doby lat 80. ubiegłego stulecia, „Noc demonów” to dzieło oryginalne inaczej, przepojone kliszami i rutyną. Jednak – a niech mnie – błaha historia w wydaniu niezbyt wziętego twórcy Kevina Tenneya okazuje się mieć na tyle silny potencjał, że i obok jej niedostatków przechodzi się obojętnie.

     „Noc demonów” to film afabularny. Bynajmniej nie pozbawiony akcji jak ambitniejsze dokonania Bruno Dumonta czy Jamesa Benninga, jednak wyraźnie nie stawiający na swojej treści akcentu. W tym uznanym horrorze, stawianym często za kwintesencję kina grozy sprzed ponad dwóch dekad, dyskusyjna linia fabularna stanowi pretekst do wrzucenia widza prosto w wir uproszczeń, nonsensu i kołtunerii, z których zbudowany jest cały projekt. Rzec, że „Night of the Demons” dotyczy grupki młodych, uwięzionych na chybionym przyjęciu rozgrywającym się w nawiedzonym domu, to wypowiedzieć się na temat fabuły wyczerpująco. Demony w niestarannej charakteryzacji, trzydziestoletni licealiści i radosny absurd wypełniają intrygę przez blisko półtorej godziny.

Czytaj dalej Keczupowe lata osiemdziesiąte

Do you like scary movies?