Archiwa tagu: Abel Ferrara

Nie taki horror marny, jak o nim mówią. Spojrzenie na artystyczne kino grozy

     Filmowy horror, ku niepocieszeniu wiernych fanów, uchodzi za gatunek niedoceniony. Roger Ebert – w dziedzinie krytyki kina uważany za wyrocznię – potwornie demonizował filmy mające widza przestraszyć, obrzydzić lub poruszyć. „Piątkom, trzynastego” czy kolejnym odsłonom serii „Oszukać przeznaczenie” nadał niechlubne określenie „dead teenager movies”, widział w nich bowiem pochwałę śmierci i upadek wartości. „Friday the 13th” Seana S. Cunninghama to znamienny reprezentant grindhouse’u, który nie bez powodu utorował drogę najpopularniejszemu podgatunkowi horroru lat 80. Kino spod znaku siekiery i piły mechanicznej – bo o nim mowa – choć posiada grono oddanych wielbicieli, pozostaje jednak dość plebejskim sektorem horroru, podwórkiem zabaw i relaksu. Widz szerzej pojmujący kinematografię, nie patrzący na nią przez pryzmat stereotypów, zdaje sobie sprawę, że film grozy stanowi idealne pole uprawy kina artystycznego, zaangażowanego i absorbującego. Termin „art-house horror movie” ukuł się już dawno, a pomocni w opracowaniu jego definicji okazali się tacy tytani, jak Friedrich Wilhelm Murnau, Roman Polański czy David Lynch.

Wstret
„Wstręt” (1965), reż. Roman Polański

     Już „Rezydencja diabła” (1896) – historycznie uchodząca za pierwszy film grozy – nosi cechy art-house’u. Georges Melies upatrywał w kinie i fotografii związku z magią. Sam był iluzjonistą – tak dosłownie, jak i w przenośni; nazywa się go często „czarodziejem ekranu”. „Rezydencja diabła” na widzach poznających dopiero, czym jest kinematografia, wywarła olbrzymie wrażenie. Nie można się im dziwić: u schyłku XIX wieku dzieło filmowe stanowiło szczyt awangardy, a efekty zastosowane przez Meliesa w „Rezydencji…” przerosły najśmielsze wyobrażenia odbiorcy o tym, co reżyser może, a czego nie jest w stanie pokazać. Jakim cudem tytułowy Diabeł zniknął nagle w kłębie dymu – tego widz, który jeszcze niedawno ekscytował się wjazdem pociągu na stację La Ciotat, nijak nie potrafił zrozumieć.

Czytaj dalej Nie taki horror marny, jak o nim mówią. Spojrzenie na artystyczne kino grozy

Reklamy

Zło jako nieodłączna część każdego z nas

         Nowy Jork. Kathleen Conklin, doktorantka filozofii, pada ofiarą ulicznego ataku. Ugryziona w szyję przez szaloną kobietę, zaczyna przejawiać symptomy wampiryzmu: odczuwa awersję do światła dziennego, łaknie ludzkiej krwi. Początkowo jest przerażona nowymi realiami, z czasem nabiera jednak śmiałości i odwagi. Jako strzyga nie tylko zaspokaja swe zwierzęce instynkty, ale też wytrwale kontynuuje karierę naukową. Pomimo braku pulsu, Kathleen zdaje się być w szczytowej formie. Tylko czy aby na pewno jest szczęśliwa?

the-addiction-1

     U Abla Ferrary po staremu: reżyser opowiada o winie i odkupieniu, temat zaprawiając obsesyjnym pigmentem. Psychologiczny horror „The Addiction”, w Polsce znany pod tytułem „Uzależnienie”, pobrzmiewa głośnym echem najsłynniejszego filmu Nowojorczyka, „Złego porucznika” z 1993 roku. Kathleen i odegrany przez Harveya Keitela tytułowy gliniarz to postaci niemal jednowymiarowe. On, skorumpowany i naćpany, szuka właściwej drogi w życiu, ona – chcąc tego, czy nie – zbacza z tej drogi i pogrąża się w śmiercionośnym nałogu. Losy obu bohaterów, ich nawyki, a z czasem i cechy charakteru pokrywają się ze sobą jak yin i yang. Współzależność Kathleen i porucznika przykuwa uwagę widza zaznajomionego z dorobkiem Ferrary, a także uwydatnia w pełni uzasadnioną dumę reżysera.

Czytaj dalej Zło jako nieodłączna część każdego z nas