Archiwa tagu: Anthony Anderson

„I know a good story…” [„Ulice strachu 2: Ostatnia odsłona”, 2000]

     Orson Welles Center to wydział filmowy Uniwersytetu Alpine. Swoje pierwsze artystyczne szlify zdobywało tu wielu zasłużonych dla kina reżyserów – uczelnia plasuje się bowiem wysoko w rankingach akademickich. Do grona uznanych filmowców chce dołączyć Amy Mayfield (Jennifer Morrison) – młoda studentka, podekscytowana na myśl o przyszłości. Dziewczyna pracuje nad horrorem, który będzie stanowił jej pracę dyplomową. Między uczniakami wytwarza się atmosfera wyścigu: najlepszy z projektów przyniesie swojemu twórcy kontrakt na trzy hollywoodzkie filmy. Nieoczekiwanie scenariusz Amy – ogniskujący się wokół miejskich legend – motywuje do działania tajemniczego mordercę. Studenci filmówki zaczynają ginąć, jeden po drugim, w osobliwych okolicznościach.

kinopoisk.ru

     Dwa lata po sukcesie „Ulic strachu” producenci Gina Matthews i Neal H. Moritz postanowili wrócić na podium box-office’u za sprawą sequela. Reżyserię powierzyli Johnowi Ottmanowi, który wsławił się jako montażysta i kompozytor (za pracę przy Podejrzanych przyznano mu nagrodę BAFTA), ale nie dyrygował jeszcze planem dużego filmu. Podobnie jak w przypadku Jamiego Blanksa, jego pierwsze kroki okazały się nader fortunne. Według wszelkiego prawdopodobieństwa „Ulice strachu 2” powinny minąć się z sukcesem – oto niedoświadczony reżyser wziął się za kontynuację slashera, na której każdy krytyk i tak z miejsca postawił krzyżyk. Nawet po latach pozostaje jednak sequel przyjemny w odbiorze i zwyczajnie udany. Jest przykładem horroru postmodernistycznego, w którym istotny ma być element celebracji: dziedzictwo kina grozy to przecież sacrum, warte opiewania na każdym kroku. Zdziwicie się, jak wiele cytatów wyłapiecie z „Ulic strachu 2” przy każdym kolejnym seansie.

Czytaj dalej „I know a good story…” [„Ulice strachu 2: Ostatnia odsłona”, 2000]

Inny znaczy lepszy

        Kiedy wciąż jeszcze mocno odbija nam się czkawką po rebootach „Piątku, trzynastego”, „Koszmaru z ulicy Wiązów” i „Balu maturalnego”, w nasze oczy powierzona zostaje modyfikacja kolejnego nieśmiertelnego filmu grozy. Tym razem mowa o tytule „The Town That Dreaded Sundown”. Sytuacja prezentuje się jednak zgoła inaczej. Po pierwsze, boom na przeróbki klasycznych horrorów zamarł. Po drugie, pierwowzór w reżyserii Charlesa B. Pierce’a, pomimo swego ceremonialnego statusu, był dziełem mdłym i niewartym głębszej uwagi. Po wtóre, co najciekawsze, „Town That Dreaded Sundown” jest remake’iem i sequelem jednocześnie, a jego twórcy abstynencję Hollywoodu względem retuszu kultowych przebojów wykorzystali na opracowanie solidnego, niesztampowego materiału.

thetownthatdreadedsundown1

     Akcja filmu toczy się w Texarkanie, bliźniaczym mieście na granicy stanów Teksas i Arkansas. Świat przedstawiony jest tu miejscem, w którym „The Town That Dreaded Sundown” istnieje już w charakterze kultowego dreszczowca i okazuje się inspiracją do fali morderstw. Tak przynajmniej podejrzewają teksańscy strażnicy oraz szeryf Arkansas, bardzo leniwie podejmujący śledztwo. Innego zdania jest Jami – niedoszła ofiara grasującego zabójcy. Delikatna nastolatka, prowadząca indywidualne dochodzenie, ma własne teorie na temat tożsamości zbrodniarza i nieśmiało dąży do zdemaskowania podejrzanego. Tymczasem miejscowi mieszkańcy drżą ze strachu. Starsi obawiają się nawet, że zbrodni dokonuje szaleniec, który ponad pół wieku temu zabił pięć osób i przepadł bez śladu. Nigdy nierozwikłana sprawa psychopaty, któremu prasa nadała pseudonim „Phantom Killer”, posłużyła w końcu za kanwę scenariusza Charlesa B. Pierce’a…

Czytaj dalej Inny znaczy lepszy