Archiwa tagu: art house

Cierpienia młodego wampira. [„Przeobrażenie”, 2016]

     W niebezpiecznej dzielnicy dużego miasta mieszka Milo (Eric Ruffin), czternastoletni outsider, każdego dnia spotykający się z ostracyzmem wśród ludzi. Chłopak jest sierotą i uchodzi za dziwaka, a opiekę sprawuje nad nim starszy brat, nie najlepiej odnajdujący się w roli dorosłej, odpowiedzialnej osoby. Największą pasją nastolatka są opowieści o wampirach. Nosferatu, Drakula, ale też bohaterowie współczesnych filmów, jak „Pozwól mi wejść” – Milo doskonale zna ich wszystkich. W okolicy zamieszkuje pogrążona w depresji Sophie (Chloe Levine), bita przez dziadka dziewczyna, która ukojenie znajduje w cięciu przedramion żyletką. Milo i Sophie zawiązują niejako pakt odrzuconych i dzielą się swoim smutkiem. Nastolatka nie wie, że jej nowy przyjaciel morduje przypadkowych ludzi, wysysając z nich krew, a potem kradnie ich portfele.

Transfiguration01

     „Przeobrażenie” w reżyserii Michaela O’Shea to kameralny, intymny film, w którym idee dotyczące straty oraz jej rekompensaty, jak i metoda prowadzenia narracji w ogóle, wyrażone zostają w sposób intrygująco eklektyczny. O’Shea korzysta z różnych doktryn reżyserskich. Jego projekt jest multigatunkowym aliażem, bardzo podobnym do dramatów, jakie w sezonie oscarowym zalewają kina studyjne, a zarazem osadzonym w stylistyce nihilistycznego horroru wystarczająco głęboko, by wkupić się w łaski fanów „Zagadki nieśmiertelności” czy „Pocałunku potępionych”. Po samobójstwie kochanej matki Milo zdaje się nie przejawiać żadnych uczuć. Inaczej niż ona, pragnie żyć wiecznie. Chciałby zostać wampirem, chociaż nie jest pewien, czy to możliwe. Przybiera chłodną postawę, która ma chronić go niczym zbroja, ale wspomnienia szoku emocjonalnego powodują, że serce chłopaka wciąż krwawi w bólu. Milo ewidentnie nie poradził sobie z odejściem najbliższej osoby, a w rezultacie pojęcia śmierci oraz wampirzej nieśmiertelności stały się jego chorą obsesją. Milo sam zawiesił nad swoją głową widmo zguby.

Czytaj dalej Cierpienia młodego wampira. [„Przeobrażenie”, 2016]

Reklamy

„I don’t belong in the world”. [„Karnawał dusz”, 1962]

     Młoda instrumentalistka Mary Henry (Candace Hilligoss) ulega straszliwemu wypadkowi: tracąc kontrolę nad samochodem, wpada do głębokiej, mętnej rzeki. Udaje jej się przeżyć, choć nikt nie wie, jakim cudem – kobieta, niemal bez szwanku, wychodzi z wody dopiero po kilku godzinach. Mary pakuje bagaż i wyrusza w podróż do Utah, gdzie przyjmuje posadę organistki w jednym z kościołów. Traumatyczne przeżycie odcisnęło jednak na jej duszy piętno. Bohaterka odnosi wrażenie, że ktoś ją prześladuje; w oknach ukazują się jej twarze nie z tego świata. Istnieje cień szansy, że odpowiedzi na gnębiące Mary pytania znajdują się w opuszczonym lunaparku, położonym po drugiej stronie nieprzeniknionego jeziora.

CarnivalOfSouls2

     „Karnawał dusz”, mikrobudżetowy horror w reżyserii Harolda „Herka” Harveya, dość zasłużenie noszący status dzieła kultowego, przetarł szlaki najbardziej znaczącym pozycjom gatunkowym XX i XXI wieku. Nieprzesadzonym będzie stwierdzenie, że ten skromny film natchnął myślą głowy prawdziwych wieszczów kina – George’a A. Romero („Noc żywych trupów”), Adriana Lyne’a („Drabina Jakubowa”), wreszcie Davida Lyncha („Mulholland Drive”). Każdy z wymienionych szlagierów mniej lub bardziej czerpie z „Karnawału…”, choć samego Harveya nie postawimy już w jednym rzędzie z przodownikami filmu amerykańskiego. „Noc żywych trupów”, nawet, jeśli w konfrontacji z wcześniejszymi straszakami traci na oryginalności, pozostaje wzorowo oszlifowanym diamentem. „Karnawał dusz” nie mieni się luminarnym blaskiem, to horror niezły, całkiem dobry – i tyle.

Czytaj dalej „I don’t belong in the world”. [„Karnawał dusz”, 1962]

O mięsie gnijącym. [„We Are the Flesh” aka „Tenemos la carne”, 2016]

     Meksyk, czas postapokalipsy. Obłąkany Mariano (Noé Hernández) znajduje schronienie w na wpół zrujnowanym budynku, w którym usiłuje wywęszyć ostatki pożywienia i powoli traci ostatki rozumu. Okazuje się, że obiekt zamieszkuje rodzeństwo, Fauna (María Evoli) i Lucio (Diego Gamaliel). Nowo przybyły podporządkowuje sobie młodszych towarzyszy, a z czasem staje się ich przodownikiem, niejako autorytetem. Zapewnia, że pomoże im przetrwać koniec świata, wciągając ich zarazem w niebezpieczną, chorą grę.

WeAreTheFlesh2

     W przeciągu ostatniego roku „We Are the Flesh”, ledwo fabularny splot surrealnych, erotycznych i niepokojących obrazów, obdarzony został dużą estymą. Najwięksi wieszczowie meksykańskiego kina, Alejandro González Iñárritu, Alfonso Cuarón i Carlos Reygadas, zachwalali projekt jako geniusz sztuki eksperymentalnej. Faktycznie, film Emiliano Rochy Mintera okazuje się wspaniałym okazem celuloidowej transgresji, brzydzącej się tradycją, a piękno postrzegającej przez pryzmat brudnego tabu. W przeszłości Rocha Minter odprawiony został z trzech kolejnych szkół, w których chciał uczyć się fachu reżysera. „We Are the Flesh”, debiut pełnometrażowy dwudziestoparoletniego Meksykanina, jest wyrazem jego autonomizmu i próżności.

Czytaj dalej O mięsie gnijącym. [„We Are the Flesh” aka „Tenemos la carne”, 2016]

Z duszą na ramieniu. [„Personal Shopper”, 2016]

     Maureen (Kristen Stewart), pochodząca z Ameryki stylistka, mieszka w Paryżu, gdzie zarabia na życie jako asystentka znanej celebrytki. Nie cierpi swojej pracy – uważa, że trywialne obowiązki, jak odbiór biżuterii od cenionego projektanta, odwracają jej uwagę od tego, co naprawdę ważne. Priorytetem w życiu Maureen jest nawiązanie kontaktu ze zmarłym bratem-bliźniakiem, Lewisem. Dziewczyna uważa się za medium i wierzy w synergię między światem realnym a tym zamieszkanym przez duchy. Jej próby uzyskania łączności z duszą brata kończą się jednak niepowodzeniem. Potajemnie Maureen wertuje szafę swojej pracodawczyni, strojąc się w warte grube pieniądze przyodzienia. Wie o tym tajemniczy nieznajomy, który nęka Amerykankę niepokojącymi SMS-ami. A może nadawcą tych wiadomości jest Lewis?

PersonalShopper3

     Maureen sięga po zakazany owoc i spotyka się z przykrymi konsekwencjami. Zachodzi reakcja łańcuchowa: naruszanie granic intymności i zaufania ściąga na bohaterkę voyeurystyczną karę. Jak u Briana De Palmy, obiektyw kamery podziwia i seksualizuje ciało Stewart. Inaczej niż u mistrza, akcja plącze się jednakże w hałdzie powściągliwości. Gdy Maureen zaczyna onanizować się w zmysłowej, cudzej sukience, scena nagle zostaje ucięta. „Personal Shopper” nie jest parnym, pobrzmiewającym saksofonowym dźwiękiem thrillerem, a zimnym, żałobnym dreszczowcem o bólu i dolegliwej apatii, o samotnym poszukiwaniu własnego „ja”.

Czytaj dalej Z duszą na ramieniu. [„Personal Shopper”, 2016]

Horror bardzo cielesny. [„Raw” aka „Grave”, 2016]

     W jednej ze szkół weterynaryjnych na terenie Francji dochodzi do wydarzeń bardziej przerażających niż te, które niegdyś wstrząsnęły fryburską akademią baletu (kto nie obejrzał jeszcze „Suspirii”, niech natychmiast to zrobi!). Nad przyszłymi weterynarzami nie ciąży jednak nadnaturalne widmo, a atmosfera wszechogarniającej znieczulicy, która we znaki daje się przede wszystkim studentce pierwszego roku Justine (Garance Marillier). Dziewczyna bierze udział w dzikich otrzęsinach, których początki nasuwają skojarzenia z upokorzeniami bohaterów „Salo, czyli 120 dni Sodomy”, a które to kończą się rytualnym spożyciem króliczych nerek. Jako gorliwa wegetarianka Justine nie wykonuje polecenia starszych. Z „pomocą” przychodzi jej siostra, Alexia (Ella Rumpf), która wciska obrzydzonej mięso do ust. Inni studenci dostrzegają w Justine żałosną ofiarę. Bohaterka zaczyna mierzyć się z ostracyzmem, także ze strony szanowanego profesora. To jednak najmniejszy z jej problemów. Pierwszy kęs mięsa obudził w Justine niechciane, kanibalistyczne zapędy.

Rawgrave3

     W „Raw”, solowym debiucie reżyserskim paryżanki Julii Ducournau, zobaczymy poucinane i poobgryzane palce, siostrzane ejakulacje moczu, a nawet kończyny kryjące się w krowim odbycie aż po ramię. „Raw” to horror cielesny – cielesny bardzo i obrzydliwie – co wielu oglądającym może wydać się dość ordynarnym chwytem. Ale choć dewastacja ciała odgrywa w tej ekstremalnej francuskiej produkcji kluczowe znaczenie, sam film posiada szykowną formę, mądrze prawi o życiu i jego znojach, a przede wszystkim nie pozwala oderwać oczu od ekranu – nawet, kiedy byśmy tego chcieli.

Czytaj dalej Horror bardzo cielesny. [„Raw” aka „Grave”, 2016]

„She loved men…. to death”. [„Czarownica miłości”, 2016]

      Po zagadkowej śmierci męża Elaine (Samantha Robinson) sprowadza się do miasteczka Arcata w stanie Kalifornia. Na miejscu ściąga na siebie uwagę wielu lokalnych mężczyzn – emanuje bowiem seksem oraz wykazuje się ekscentrycznym, filuternym stylem. Początkowo nikt nie zdaje sobie sprawy, że Elaine to samozwańcza „czarownica miłości” – wiedźma i wiccanka, swój urok wykorzystująca do niecnych celów. Gdy kilku dżentelmenów z Arcaty ginie w niejasnych okolicznościach, nowo przybyłą zaczyna obserwować funkcjonariusz policji, Griff (Gian Keys). Elaine postanawia rozkochać w sobie mundurowego, by uśpić jego czujność i uczynić z niego pionek kolejnej miłosnej gry.

lovewitch3

     Przystojny stróż prawa o wyżelowanej grzywie i kwadratowej szczęce. Strudzona femme fatale z głębokim, ciasto opiętym dekoltem. Ekstremalne zbliżenia na twarze bohaterów, teatralne aktorstwo, wyciągnięte jakby z innej epoki. „The Love Witch” Anny Biller – polskiemu widzowi znany także pod tytułem „Czarownica miłości” – to film bardzo rozbieżny gatunkowo, lecz spójny stylistycznie. Nie ma znaczenia, czy nazwiemy ten udany projekt niezależny pastiszem niskobudżetowych horrorów sprzed lat osiemdziesiątych, straszakiem zrealizowanym całkiem „na serio”, przegiętym melodramatem czy może filmem soft porno ze spełnionymi ambicjami. Gwarantuję Wam, że bez względu na to, jak „Love Witch” nie określicie, i jakkolwiek przyznana łatka nie kłóciłaby się z Waszymi pierwotnymi oczekiwaniami, całą swoją uwagę poświęcicie wybornej oprawie technicznej filmu, głównie zdjęciom M. Davida Mullena.

Czytaj dalej „She loved men…. to death”. [„Czarownica miłości”, 2016]