Archiwa tagu: art house

Gorączka prerii. [„Wiatr”, 2018]

     Swoją pierwszą fabułę, „Wiatr”, reżyserka Emma Tammi osadziła w dziewiętnastowiecznej Ameryce. To era formowania dzisiejszego mocarstwa − nader znojna i katorżnicza. Na dziewiczych, wyalienowanych polach uprawy zamieszkują Macklinowie: dominujący Isaac (Ashley Zukerman) i jego obrotna żona Lizzy (Caitlin Gerard). Jednak małżonek bywa w wiejskiej chacie tylko gościem, a jego kobieta pozostawiona zostaje sama sobie. Bohaterka coraz częściej zaczyna słyszeć diabelskie odgłosy, a z czasem doświadcza też omamów wzrokowych. Co tylko, jeśli nie są to przywidzenia?

Wiatr-2

     Film łączy ze sobą podgatunki Weird Westu i folk horroru, przez co wielu widzom jednoznacznie skojarzy się z „Czarownicą” Roberta Eggersa. Odcięte od cywilizacji miejsce akcji sprawia, że mierzą się bohaterowie „Wiatru” z podobnymi problemami, co Thomasin i jej rodzina; w pewnym momencie wprowadza reżyserka nawet demonicznego, białego kozła. Produkcja Eggersa, choć silnie niepokojąca, była też podświadoma, zbudowana w oparciu o siłę sugestii. Tammi również sugeruje, że w otoczeniu Lizzy dzieje się coś straszliwego − bo pokazuje to raczej rzadko − ale „Wiatr” wydaje się filmem mniej kompletnym, przeciągniętym i zwyczajnie niewciągającym. Jego slow-burnowa forma zakrawa na odrobinę zbyt spowolnioną; całość bliższa jest horrorowi Treya Shultsa „To przychodzi po zmroku”, który tonął w nadmiernej apatii.

Czytaj dalej Gorączka prerii. [„Wiatr”, 2018]

Reklamy

Teenage nightmare. [„Cola de mono”, 2018]

     Chile, połowa lat osiemdziesiątych. Nastoletni bracia, Borja i Vicente, szykują się do obchodów Bożego Narodzenia. W ich domu nie panuje świąteczna atmosfera – chyba, że za taką uznamy wspólny wieczór przy wysokoprocentowym trunku i paczce papierosów. Tytułowy cola de mono to tradycyjny drink, powstały na bazie pisco, jajek oraz kakao. Gdy owdowiała matka miesza tabletki z alkoholem i zapada w wigilijny sen, jej synowie oddają się nocy. Starszy z nich wyrusza na poszukiwanie seksualnych uniesień. Młodszy, Borja, poznaje skrywaną przez brata tajemnicę.

colademono3

     W najnowszej produkcji Alberto Fugueta – luźno nawiązującej do jego osobistych przeżyć – mieszają się ze sobą ramy stylistyczne i konwencje fabularne. Reżyser igra sobie z naszymi emocjami, a swój film „odgrywa” w tonacji staccato: flirtuje ze skrajnie różnymi gatunkami, od dramatu rodzinnego po slasher, ale wyraźnie oddziela je od siebie, każdy celebruje z osobna. Zmiany tonalne powodują, że „Cola de mono” przypomina zarówno art-house’owe kino gejowskie, jak i horror żywcem wyjęty z listy „video nasties”.

Czytaj dalej Teenage nightmare. [„Cola de mono”, 2018]

Homocidal − it’s About Anger. [„Nóż + serce”, 2018]

     Najlepszymi horrorami są te oparte na uczuciach swoich bohaterów − na konfliktach wewnętrznych, obawach czy mrocznych pragnieniach. Za przykład mogą posłużyć tu choćby „Dziedzictwo. Hereditary” czy „Egzorcysta”, gdzie zrozpaczone Toni Collette i Ellen Burstyn stawiają czoła ciemnej stronie macierzyństwa. W nowym filmie Yanna Gonzaleza, „Nóż + serce”, też nie brakuje płomiennych emocji − przede wszystkim iskrzących się w ciele Anne (Vanessa Paradis). To kobieta wyrazista i osobliwa, o skrzekliwym głosie, z uderzającą szparą między zębami. Anne pracuje jako reżyserka gejowskich filmów porno i uwielbia swoją pracę. Nie ma dla niej żadnych świętości: w produkcjach o tak wymownych tytułach, jak „Homocidal” ciało męskie można upokarzać, a życiowe tragedie stają się budulcem scenariuszowych „historii”.

KnifeHeart2

     Anne związana jest z montażystką, która łamie jej serce i odchodzi. Targany smutkiem jest też grasujący w okolicy zabójca, przebrany za miłośnika skór i lateksu. Aktorzy pornograficzni są dla niego zwierzyną łowną: mężczyzna krzywdzi ich cieleśnie, bo sam jest udręczony emocjonalnie. Uwikłani zostajemy w historię pełną seksu, namiętności, ale też dławiących frustracji. „Nóż + serce” to thriller whodunit, widziany oczami Kennetha Angera. Dzieje się w Paryżu wczesnych lat 80. i stanowi ukłon zamaszyście składany François Aboutowi − znanemu z pracy nad vintage’owym porno dla gejów. Film powstał na złość heteronormie; niemal wszystkie jego postaci określimy jako LGBT lub bi-curious. Gonzalez posługuje się frywolnym językiem i ta dzikość − niekiedy wręcz wściekłość − udziela się kolejnym bohaterom. Anne oraz członkowie jej „rodziny” kochają to, co robią i kroczą przez świat z podniesioną głową − aż do momentu, gdy ich dumę pokaleczy psychopata w czarnych rękawiczkach.

Czytaj dalej Homocidal − it’s About Anger. [„Nóż + serce”, 2018]

Listen to the whispers. [„Suspiria”, 2018]

     Mówię Wam już teraz i miejcie moje słowa w pamięci: gdy tylko „Suspiria” zagości na ekranach amerykańskich kin, zdobędzie niechlubną „F-kę” w serwisie CinemaScore. Nie dlatego, że jest to film kiepski − to widzowie nie są na niego gotowi. Remake Luki Guadagnino − przezeń nazywany nie więcej niż ukłonem dla oryginału − stanowi zupełnie nowe, nieoczekiwane spojrzenie na klasyczną historię. Film zaskakuje: nawet gdy „wiemy”, w jakim kierunku zmierza, i tak zostajemy zapędzeni w kozi róg. Tegoroczna wariacja na temat „Suspirii” (bo tak należałoby ją określić) wymierza policzek każdemu, kto nadal powtarza frazesy o tym, jak bardzo nieoryginalne i wtórne są horrorowe reimaginacje. Wszystko za sprawą zgłębionego scenariusza oraz wirtuozerskiej reżyserii Guadagnino.

Suspiria18-3

     Punkt wyjścia dla całej opowieści jest dokładnie taki, jak w pierwowzorze. Susie Bannion (Dakota Johnson) przylatuje ze Stanów do Niemiec, by podjąć naukę w awangardowej szkole tańca − tym razem współczesnego. Nie wie, że wpadła w pułapkę czarownic. Guadagnino wykazuje się poszanowaniem dla materiału źródłowego, czego przykładem może być charakterologia Sary (Mia Goth, „Lekarstwo na życie”): jest to dziewczyna równie rezolutna, jak ta z filmu Argento; w toku kolejnych zdarzeń rodzi się w niej podobna podejrzliwość. Sama „Suspiria” okazuje się jednak filmem znacznie przekształconym − całkowicie innym, krzykliwość wymieniającym na mizantropię. W skrypcie pióra Davida Kajganicha nie brakuje rozmaitych kontekstów: jest ich tylko trochę mniej niż w vontrierowskim „Domu, który zbudował Jack”. Najdosadniej wśród scenariuszowych wartości wybija się feminizm. Guadagnino − reżyser empatyczny, o nowoczesnej wrażliwości − opiewa kobiecą siłę. W filmie pojawiają się tylko trzy postaci męskie; jedną z nich odgrywa aktorka o wielu twarzach, Tilda Swinton. Dwie pozostałe są dla wiedźm zabawkami, obiektami seksualnych upokorzeń.

Czytaj dalej Listen to the whispers. [„Suspiria”, 2018]

Ladies of sorrow. [„Suspiria”, 1977]

     W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych Dario Argento tworzył zabarwione estetyką giallo kryminały. To wówczas powstał nabuzowany erotyką majstersztyk, „Ptak o kryształowym upierzeniu”, oraz jego zupełnie nieprzekonujący follow-up, „Kot o dziewięciu ogonach”. Filmy złożyły się na tak zwaną trylogię zwierzęcą i osadzone były w świecie jak najbardziej rzeczywistym. Zrywa z tym stylem Argento za sprawą „Suspirii” − wyśnionej w gorączkowych koszmarach fantasmagorii, w której Fryburg terroryzowany jest przez złowrogie wiedźmy. W symbolicznym geście jedna z postaci tłucze figurkę pawia. Od tego momentu szalony Włoch regularnie zabierał swych widzów w podróż po światach irracjonalnych i niezbadanych (w „Fenomenach” czy „Inferno”).

Suspiria6

     Atmosfera nieodpartej grozy udziela się filmowi od napisów początkowych, gdy głos z offu przedstawia nam główną bohaterkę. Nowojorka Suzy Bannion (Jessica Harper) przybywa do Monachium, by rozpocząć naukę w ekskluzywnej szkole baletu. Szybko orientuje się, że jest to miejsce chłodne i opresyjne, skrywające swoje sekrety. W zasadzie, kiedy tylko opuszcza lotnisko, natychmiast wkracza w świat iluzji − gdzie fantazja miesza się z koszmarem. Na postoju taksówek wita Amerykankę apokaliptyczna ulewa, a u progu akademii potrąca ją podenerwowana tancerka, plotąca coś o irysach. To właśnie ta panna zostaje brutalnie zamordowana kilka minut później, w budynku zamieszkałym przez swoją koleżankę. W pięknym, udekorowanym abstrakcyjnymi witrażami apartamentowcu rozegra się prawdziwa aria przemocy. Nieznany sprawca potnie swoją ofiarę przy użyciu brzytwy, a ostatecznie zaciśnie pętlę wokół jej karku i rozbije nią dachową okiennicę. Ekstremalnym zbliżeniom na dźgane, wciąż bijące serce nieszczęśnicy towarzyszy jej bolesny śpiew.

Czytaj dalej Ladies of sorrow. [„Suspiria”, 1977]

Blood is in my eyes and nothing is rhyming. [„Mandy”, 2018]

     Podobnie jak w „The Wicker Man”, Nicolasowi Cage’owi znów przyszło zmagać się z morderczym kultem. Jego bohater dostaje w kość, ale tym razem nie pozostaje nikomu dłużny. Red Miller to bowiem mężczyzna o dzikich popędach i pierwotnym instynkcie, który za zabójstwo ukochanej odegra się nawet osławionym brutalom. Po drodze sporo wycierpi, ale osiągnie swój cel i rozpęta piekło na ziemi. Dźwignią, która wprawi w ruch jatkę, całą machinę szaleństwa, będzie energia id Reda − jego impulsywność, chęć natychmiastowego zaspokojenia animalnych potrzeb… „Mandy” przystrojona została po królewsku − czemu zawdzięczamy poetycką formę jej realizacji − ale przede wszystkim jest to film o przekraczaniu granic zwierzęcości, które tkwią w każdym z nas. Ten prymitywny pierwiastek odkrywa w sobie protagonista grany przez Cage’a − aktora głęboko wierzącego, że to w amoku tkwi metoda na sukces. Panos Cosmatos znów stworzył kawał obłędnego kina niezależnego i uwierzcie − chcecie się z nim zmierzyć.

Mandy2

     Warto zaznaczyć, że „Mandy” nie sprosta wszystkim gustom: przede wszystkim ma łechtać upodobania miłośników groteski. Film miesza ze sobą art house i grindhouse, jednak nawet średnio przytomny widz zauważy, jak bliskie są Cosmatosowi midnight movies. To właśnie pociąg do brutalności, typowej kinu exploitation, odcisnął na „Mandy” wyraźniejsze piętno. Tytułowa bohaterka ginie spalona żywcem, a Red musi się temu przyglądać. Przeprowadzona zostaje specyficzna forma gwałtu. Mężczyzna, jak w horrorach rape and revenge, odnajduje w sobie siłę i wyrusza na polowanie. Kulminacją jego bezkompromisowych łowów będzie walka na piły mechaniczne, a później − mord przy użyciu gołych rąk. „Mandy” to projekt przejaskrawiony, napędzany zarówno patosem, jak i chorym dowcipem. Zajmujący jest absurd, którym Cosmatos operuje z dużą wprawą. Nie tylko utrata wybranki prowokuje w Redzie agresję: błędnie pozostawiony przy życiu brodacz dokonuje też pomsty za ulubioną koszulkę, która w toku gwałtu została porwana. By zwiększyć swoje szanse na efektywną rzeź, samodzielnie odlewa wielki, metalowy topór. „Mandy” to gorączkowy sen każdego fana „seansów o północy”, a zarazem solidne kino autorskie.

Czytaj dalej Blood is in my eyes and nothing is rhyming. [„Mandy”, 2018]