Archiwa tagu: backwoods horror

Enjoy your meal. [„Amerykański burger”, 2014]

     Gruby Nerd (Liam Macdonald), Miła Cheerleaderka (Aggy K. Adams) i Gwiazdor Futbolu (Gabriel Freilich) o włos unikają śmierci z rąk okrutnych rzeźników: jako jedni z nielicznych ocaleli bowiem masakrę, do jakiej doszło w wiejskiej, szwedzkiej wytwórni burgerów. Okazuje się, że w Europie sieci fastfoodowe nie tyle bazują na sprawdzonych amerykańskich przepisach, co eksploatują amerykańskie ciała. Młodzi jankesi, uczestnicy wycieczki szkolnej, jeśli tylko chcą wrócić w objęcia wuja Sama, muszą nawiązać nić porozumienia. Przychodzi im to z trudem: w końcu co wspólnego mogą mieć ze sobą kujon, mięśniak i popularna ślicznota?

AmericanBurger3

     Bohaterowie „Amerykańskiego burgera”, szwedzkiego horroru komediowego w reżyserii zaobrączkowanej pary – Johana Bromandera i Bonity Drake, stanowią odzwierciedlenie najbardziej oczywistych stereotypów i klisz ekranowych. Gruby nerd przewinął się przez większość jankeskich filmów młodzieżowych, prawie zawsze jako karykatura człowieka (patrz: Shelly w „Piątku, trzynastego III”). U Bromandera i Drake to archetypowy spaślak zostaje jednak bohaterem, a jego nieodrodne lenistwo pomaga mu w pokonaniu przeciwności losu: w jednej ze scen wuefowe frustracje napędzają ucieczkę granego przez Macdonalda nerda, ściganego przez bandę rzeźników. Gruby Nerd jest pośród młodzianów najciekawszą figurą. Jego kolegów skwitujemy „po amerykańsku” określeniem „totally annoying”.

Czytaj dalej Enjoy your meal. [„Amerykański burger”, 2014]

Horror błękitnokrwisty? [„Bodom”, 2016]

     Wiosną 1960 roku nad jeziorem Bodom, leżącym opodal Espoo, doszło do zagadkowej zbrodni. Czworo nastolatków padło ofiarą ataku nigdy nieujętego maniaka, który zabił trójkę z nich, a ocalałego biwakowicza ciężko ranił. Tożsamości szaleńca nie udało się ustalić, co przez lata skutecznie napędzało żywotność legendy – historię morderstw, wyjętą jakby z horrorów klasy „B”, spowiła bowiem nić infamii. Po wielu dekadach miejsce napaści odwiedzają przyjaciele ze szkoły średniej: Ida (Nelly Hirst-Gee), Nora (Mimosa Willamo), Atte (Santeri Helinheimo Mantyla) i Elias (Mikael Gabriel). Chłopcy obiecują towarzyszkom wyprawy, że nad brzegiem jeziora odbędzie się dzika impreza, choć jest to kłamstwo. Dziewczęta skrzętnie skrywają własne konszachty. Nabuzowani hormonami licealiści nie odczuwają obecności obserwującego ich intruza.

bodom1

     „Bodom” Taneliego Mustonena, w rodzimej Finlandii znanego z reżyserii niezbyt ambitnych komedii, przedstawia się dość zaskakująco. Młody Helsińczyk nakręcił slasher potencjalnie stereotypowy, lecz dalece niepodobny do lwiej części osiągnięć spod znaku maski i piły łańcuchowej. „Bodom” gardzi humorem – smoliście czarnym czy ulgowym, popędowym – a za priorytet stawia sobie zasianie złowieszczego klimatu, rozpylenie subtelnej aury grozy. Bardziej niż, przykładowo, „Bal maturalny” czy „Cheerleader Camp”, przypomina projekt Mustonena nieoszlifowany skarb – „Wszyscy kochają Mandy Lane”. Oba filmy, namalowane jako portrety współczesnych nastolatków, czarują stylowym aranżem, a przede wszystkim uspokajają i wyciszają – tylko po to, by w najmniej spodziewanej chwili brutalnie wyrwać oglądającego ze zwodniczego błogostanu.

Czytaj dalej Horror błękitnokrwisty? [„Bodom”, 2016]

Wzgórza nie mają polotu. [„Killbillies” aka „Idila”, 2015]

     Z cyklu „film, który chciałbym ocenić wyżej, a nie mogę”: „Killbillies” w reżyserii Tomaža Gorkiča, jeden z pierwszych słoweńskich horrorów. Opowieść o śródleśnej sesji fotograficznej, mającej przeobrazić się w koszmarny sen mieszczucha.

idila03

     Scenariusza praktycznie tu nie ma; odnieść można wrażenie, że Gorkič i członkowie jego ekipy kręcili „Killbillies” w oparciu o umiejętności improwizacyjne. Film uszyto z najbardziej oczywistych klisz, co gorsza takich, które nieznane są naiwnym postaciom. Gdy pośrodku głuszy żwawym krokiem człapią w stronę bohaterów zdeformowane leśne pokraki, u nikogo nie zapala się czerwona lampka ostrzegawcza. W konsekwencji miastowi głupcy trafiają pod ostrze wieśniackiej siekiery. W głowie reżysera świtają dwa hasła: masakra i kanibalizm. Nieszczęsne ofiary, w tym twardzielka Zina (Nina Ivanisin), jakimś cudem nigdy nie widziały jednak klasyków Cravena i Hoopera.

Czytaj dalej Wzgórza nie mają polotu. [„Killbillies” aka „Idila”, 2015]

Milczenie jest złotem. [„Hush”, 2016]

     Maddie (Kate Siegel) jest młodą, głuchoniemą pisarką. Mieszka w domu pośrodku niczego, a kontakt zdaje się utrzymywać jedynie z parą najbliższych przyjaciół. Pomimo niepełnosprawności, kobieta doskonale radzi sobie z najcięższymi wyzwaniami. Nie wie o tym szaleniec (John Gallagher Jr.), który widzi w Maddie doskonałą ofiarę psychologicznych gier i zastraszań. Uzbrojony w łuk maniak chce, by samotna mistrzyni pióra skuliła się przed nim w przerażeniu. Osaczona, kryjąca się w ciemnej posiadłości Maddie nie podda się jednak bez walki. Jej pisarskim modus operandi są twisty fabularne. Skutki starcia z chorym emocjonalnie łucznikiem okażą się bardziej niż zaskakujące.

hush03

     „Hush” już przed premierą uchodził za film skazany na sukces. Jego reżyserią zajął się Mike Flanagan, twórca eterycznej, niedopowiedzianej „Absentii” oraz inspirowanego sztuką Lovecrafta „Oculusa”. Obie pozycje zebrały świetne recenzje, a Flanagana z undergroundowego artysty przeobraziły w ulubieńca fanów kina gatunkowego. Pochodzący z Salem reżyser, choć wciąż zadziwia, kieruje się wyraźnym schematem koncepcyjnym. W jego filmach zło zarysowuje się jako nowotwór, na który nie ma lekarstwa. Na pytanie, dlaczego w ogóle istnieje, nie doszukamy się odpowiedzi. Te tropy znalazły swoje miejsce także w „Hush”, którego antybohater – brutalny zabójca – nie wykazuje żadnych motywów działania. Bezsens sytuacji, w jakiej przyszło znaleźć się Maddie, porywiście napędza grozę filmu.

Czytaj dalej Milczenie jest złotem. [„Hush”, 2016]

Found footage 3.0. [„Blair Witch”, 2016]

     Gdy James Donahue trafia w sieci na klip rzekomo kręcony w niesławnych lasach opodal Burkittsville, jest w szoku. Dałby sobie uciąć rękę, że na ułamek sekundy pojawia się w nim jego siostra Heather, która dwadzieścia lat temu przepadła bez śladu. Heather wyruszyła w okolice Burkittsville, chcąc zrealizować dokument o legendarnej wiedźmie. Dopięła swego, lecz szokujące, odnalezione w niejasnych okolicznościach nagranie ma – zdaniem wielu – stanowić spojrzenie na ostatnie momenty jej życia. James nie daje wiary tym spekulacjom. Zbiera ekipę bliskich przyjaciół i podąża do Maryland. Ukochana chłopaka, Lisa, widzi w tej wyprawie punkt wyjścia dla własnego filmu dokumentalnego. Mroczne lasy, w których na przestrzeni dekad dochodziło do zaginięć i rytualnych mordów, przyprawiają bohaterów o zimny dreszcz. Jak się okazuje, nie bez powodu.

blairwitch3

     Kiedy w 1999 roku „The Blair Witch Project” wchodził na ekrany kin, stanowiło to wydarzenie bez precedensu. Horrorowi niezależnemu, kosztującemu sześćdziesiąt tysięcy marnych dolców zapewniono wtedy kampanię reklamową, która zapisała się w kartach historii kinematografii. Skromny projekt found footage miał przedstawiać historię autentyczną, grający w nim „aktorzy” mieli być od dawna martwi. Widzowie kupili tę bajkę, a film zainkasował w sumie ćwierć miliarda dolarów; Eduardo Sánchez i Daniel Myrick wiedzieli, jak pociągać za marketingowe sznurki. Wyreżyserowany przez Adama Wingarda „Blair Witch” – bodaj najgorętsza premiera trwającego roku – także zagościł w kinach w atmosferze sporego zaskoczenia. Nikt nie spodziewał się, że drugi sequel kultowego horroru (pierwszego nie warto wspominać…) kiedykolwiek ujrzy światło dzienne. Zwłaszcza, że studio Lionsgate do ostatnich chwil obstawało przy promocji nie „Blair Witch”, a „The Woods”, pod jakim to tytułem trzymano kontynuację w tajemnicy.

Czytaj dalej Found footage 3.0. [„Blair Witch”, 2016]

Nowa fala terroru. [„Night of Fear”, 1972]

     W latach siedemdziesiątych kinematografia Australii przeżyła swoistą rewolucję. Po czasie niedostatku, jakim okazała się dekada poprzednia, australijski film odżył (w samym 1961 roku Australijczycy nakręcili zaledwie jeden projekt; dziesięć lat później tworzyli grubo ponad dwadzieścia produkcji jednorocznie). Płodność takich reżyserów jak Phillip Noyce, Bruce Beresford czy wreszcie Peter Weir napędzała przemiany kulturowe, jakie z perspektywy dziesięcioleci z łatwością można w tamtejszym kinie dostrzec. Renesans filmu australijskiego przede wszystkim wiązał się z wyostrzeniem zmysłu artystycznego co bardziej rezolutnych twórców, lecz był zarazem wynikiem gonitwy za jankeskim sukcesem. Na długo przed wydaniem zamerykanizowanego „Krokodyla Dundee” (i jego sequeli) nakręcony został niskobudżetowiec „Night of Fear” – horror łamiący tabu z gracją godną „Nocy żywych trupów”, który, jak na ironię, utorował ścieżkę dochodowym klasykom zza oceanu: „Teksańskiej masakrze…” czy „Ostatniemu domowi po lewej”.

NoF2

     Nie ma, oczywiście, dowodów na to, że Hooper i Craven zainspirowani zostali skromnym straszakiem Terry’ego Bourke’a; wzajemne podobieństwa pozostają jednak ewidentne. Trzon fabularny „Night of Fear” stawia wyraźnie konotacje między Leatherfacem a mieszkającym w ciemnym buszu Mężczyzną – bezimiennym wariatem, który żeruje na nieporadności okolicznych kobiet. W lasach otaczających chatę psychopaty gubi się zbłąkana bohaterka: lnianowłosa piękność w czerwonej sukience, która przypadkiem zjechała z głównej drogi i straciła orientację w terenie. Mężczyzna zrobi wszystko, by zachować miastową seksbombę u siebie; w porwaniach i uprzedmiotowieniu ma spore doświadczenie.

Czytaj dalej Nowa fala terroru. [„Night of Fear”, 1972]