Archiwa tagu: body horror

Kobieto, pokaż pazur! [„XX”, 2017]

     Mniej więcej rok temu w serwisach VOD zagościł „Southbound”, horror o strukturze antologicznej, zaskakująco wyważony i efektywny. Z siedmiorga jego reżyserów aż sześcioro dysponowało chromosomem X – na planie zdjęciowym filmu jedyną postawioną za kamerą kobietą była Roxanne Benjamin. Męskiej dominacji nad kinem grozy sprzeciwili się producenci ze stajni Magnet Releasing, odpowiedzialnej między innymi za brutalne widowisko „Oczy matki”. Najnowsza dystrybuowana przez Magnet produkcja, horrorowa antologia „XX”, czterem artystkom dała szanse pokazać, na co je stać.

xx-3

     Jedną z tych reżyserek jest właśnie Benjamin. Jej short, „Don’t Fall”, składa się na 80-minutowy, feministyczny projekt, dążący do równouprawnienia kobiet w świecie kina, do zerwania z marginalizacją. W „Don’t Fall” czworo młodych przyjaciół biwakuje pośród gór na strzeżonej pustyni. Przyjaciele szybko przekonują się, dlaczego podziwianie uroków natury jest w tej okolicy zabronione: pech chce, że odkrywają indiańskie malowidła, a w konsekwencji uwalniają antyczne zło. Benjamin nakręciła krótki metraż, który przykuwa uwagę, lecz sprawia zarazem wrażenie wydłużonego trailera. Spowite zmierzchem ustronie wygląda tu znajomo, a nawet rutynowo. Młoda reżyserka bez skrępowania uderza w ekranowe klisze, co fortunniej wyszło jej przy realizowaniu „Southbound”. „Don’t Fall” prezentuje się nieźle, lecz traci na gołosłownym, jakby z nagła urwanym scenariuszu.

Czytaj dalej Kobieto, pokaż pazur! [„XX”, 2017]

Absurda. [„Antibirth”, 2016]

     Młodzi reżyserzy dmuchają często na zimne – aby nie podpaść widzom i nie zawieść oczekiwań producentów wolą kręcić filmy ugrzecznione, by nie napisać bezpieczne. Inaczej swój debiut zaplanował krnąbrny Amerykanin Danny Perez, dotychczas znany jako autor teledysków. Jego pierwszy pełny metraż, „Antibirth” – w lipcu pokazany widzom Nowych Horyzontów – przenosi nas do świata rozdygotanych teleewangelistów, pstrych maskotek faszerujących kobiety narkotykami, porodów wydających na świat same tylko głowy. Nazwanie „Antibirth” filmem oryginalnym byłoby sporym niedopowiedzeniem. Perez skonstruował celuloidową bombę, której wybuchu nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

antib2

     Jak każdy materiał wybuchowy, jest „Antibirth” kompletnie nieobliczalny. Główną bohaterkę filmu, Lou (Natasha Lyonne, „All About Evil”), poznajemy, gdy atakuje powietrze zaciśniętą pięścią w rytm punkowego brzmienia. Kobieta mieszka w baraku, nie cierpi dorosłego życia, a dni spędza najchętniej na ładowaniu w siebie środków odurzających. Jej najlepszymi przyjaciółkami są fajka wodna oraz odrobinę lepiej zorganizowana życiowo Sadie (Chloë Sevigny, „AHS”). Nędzarska idylla kończy się, gdy ciało Lou zaczyna nabierać ekstremalnie brzemiennych kształtów. Wiele wskazuje na to, że w przeciągu tygodnia narkomanka zostanie matką. Jest tylko jeden problem: Lou od miesięcy nie zaznała miłosnego uniesienia.

Czytaj dalej Absurda. [„Antibirth”, 2016]

Demon wewnętrzny. [„Shelley”, 2016]

     Słońce leniwie prześwituje przez martwe gałęzie, które nawet nie próbują kołysać się na wietrze. W otchłani lasu mnożą się drzewa ciemne jak smoła. Wreszcie w kadrze pojawia się też milczący świadek nadchodzących zdarzeń – rozległe wiejskie jezioro, nad wyraz spokojne, przerażająco niewzburzone. „Shelley” Aliego Abbasiego urzeka naturalizmem, jakiego nie widujemy we współczesnym horrorze często. Film rozpoczyna się jak „Królowa Ziemi”: słusznie zapowiada, że cisza śródleśnego miejsca akcji kontrastować będzie z wewnętrznymi wojnami bohaterów. Potem upodabnia się jeszcze do „The Witch” – najlepszego, jak dotąd, tegorocznego straszaka, w którym budowanie grozy ani w jednej scenie nie zostało sprowadzone do taktyki powszechnie znanej jako „jump scare”. „The Witch” był dziełem bezbłędnym. W przypadku „Shelley”, filmu uduchowionego i pięknie wykadrowanego, reżyserskie potyczki burzą w pewnym momencie ciekawą wizję, krzywdzą całość.

shelley1

     Dania. Dom Louise i Kaspera odwiedza rumuńska imigrantka, Elena. Młoda dziewczyna ma pomóc pracodawcom w utrzymaniu porządku, w codziennych zajęciach i dotrzymaniu towarzystwa. Małżonkowie mieszkają w posiadłości na odludziu i żyją według własnych, niekonwencjonalnych zasad: nie korzystają z dóbr technologii, sami hodują i przygotowują swoje jedzenie. Louise jest kobietą bezpłodną, ubolewającą nad wydarzeniami z przeszłości, w tym nad przedwczesną utratą córki. Młodsza Elena samotnie wychowuje syna, a do Skandynawii wyjechała w pogoni za pieniądzem. W akcie desperacji Louise zawiązuje z Eleną pakt: zapłaci jej odpowiednio dużą sumę za zapłodnienie wspomagane, donoszenie ciąży oraz urodzenie dziecka.

Czytaj dalej Demon wewnętrzny. [„Shelley”, 2016]

Siostry Soska opowiadają o remake’u „Wściekłości” Davida Cronenberga

     Choć remaki uznanych horrorów nie cieszą się szczególną aprobatą, media z zaciekawieniem przyglądają się postępowi prac nad projektem „Rabid”, znajdującym się w rękach sióstr Jen i Sylvii Soska. Film stanowił będzie nową wersję klasycznego shockera „Wściekłość”, który w drugiej połowie lat 70. wyreżyserował David Cronenberg („Mucha”, „Nagi lunch”). Obraz otworzył młodemu Kanadyjczykowi drzwi do światowej kariery, a dziś uchodzi za kultowy body horror. Główna bohaterka filmu, uległszy wypadkowi, zapada w śpiączkę. Poddana zostaje eksperymentalnemu leczeniu, które – choć wybudza ją z miesięcznego snu – wznieca w niej też łaknienie ludzkiej krwi.

rabid1

     W wywiadzie udzielonym witrynie scifinow.co.uk bliźniaczki Soska opowiedziały, jakie są ich własne oczekiwania wobec remake’u, a także zasugerowały, czego oczekiwać mogą zainteresowani. Jen, dość przewrotnie, wyznała, że doskonałymi kandydatkami na stanowisko reżyserskie czyni ją i jej siostrę niechęć w stosunku do remake’ów.

Czytaj dalej Siostry Soska opowiadają o remake’u „Wściekłości” Davida Cronenberga

Krótka piłka: „Bite” [2015]

     Poprzedni projekt Chada Archibalda, „The Drownsman” – choć niektórym widzom mógł wydać się udanym throwback horrorem – nie wykorzystał w pełni swojego potencjału, irytował pasywnością. Goszczący obecnie na platformach VOD „Bite” przejawia podobną apatię i winić należy za to reżysera. Do perfekcji doszlifował Archibald w swoim filmie efekty specjalne i scenografię: plan zdjęciowy zamieniono w wiarygodnie oślizgłe owadzie gniazdo, praktyczność efektów ożywia natomiast w pamięci wspomnienie po „Musze” Cronenberga. Realizm wizualny nie przekłada się, niestety, na autentyczność scenariusza; w tym znalazło się miejsce dla kilku logicznych wpadek (bohaterowie nie wydają się być prawie w ogóle poruszeni przeistoczeniem mieszkania Casey w robacze legowisko). Kuleje też naturalność dialogów Archibalda, a jego poczucie humoru kiepsko współgra z melancholijną pracą operatorską (którą, na marginesie, można uznać za zaletę). Archibald wykazuje brak autokontroli, jego „Bite” na równi chce być szokującym monster movie, jak i horrorem dramatycznym, swego rodzaju psychologicznym studium kobiety. Za same ambitne zapędy należy postawić reżyserowi dużego plusa, choć ta dwubiegunowość nie zjedna sobie wszystkich kinomanów. Bliżej „Bite” do potwornego body horroru niż do obrazu o egzystencjalnych znojach, co – koniec końców – podnosi jego ogólną wartość. Jako film, w którym bohaterka stopniowo przeinacza się w robala, „Bite” spełnia swoją koronną rolę: wzbudza obrzydzenie.

bite15

5 i pol

Unholy days. [„Holidays”, 2016]

     „Holidays” pojawił się nagle, lecz niekoniecznie po diable. Oficjalny zwiastun filmu – antologii grozy – w sieci zadebiutował dokładnie na miesiąc przed wydaniem materiału finalnego i udało mu się wkraść w łaski zainteresowanych za sprawą ciekawej wizji oraz dynamicznego montażu. Po premierze w serwisach VOD światło dzienne unaoczniło, że nie jest „Holidays” dziełem wolnym od błędów. Nie wszystkie nowelki, które składają się na ogół projektu, wywiązały się z zadań nań nałożonych. Większość na szczęście tak.

holidays3

     W „Holidays” sztab związanych z kinem grozy filmowców przygląda się mrocznej stronie świąt oraz przewartościowuje folklor i tradycje. Wertując kalendarz najważniejszych dni w ciągu roku, dowiadujemy się, że za każdą szumną lub skromną uroczystością kły szczerzy na nas zło. W Walentynki uczennica liceum poznaje, jak cienka jest granica dzieląca miłość od szaleństwa. Z innymi problemami boryka się irlandzka nauczycielka, która w Dzień Świętego Patryka pada ofiarą potwornej klątwy. W Wigilię Paschalną ciekawska dziewczynka spotyka na swojej drodze cierniem ukoronowanego zająca wielkanocnego, w Dni Matki i Ojca chęć zrodzenia potomstwa oraz odnalezienia rodzica sprowadza na bohaterów nieszczęścia. Zgubne okazują się także trzy końcoworoczne noce: halloweenowa, bożonarodzeniowa i sylwestrowa.

Czytaj dalej Unholy days. [„Holidays”, 2016]