Archiwa tagu: Callie Hernandez

Smells like mind f*cking. [„Tajemnice Silver Lake”, 2018]

     David Robert Mitchell powrócił. Jego poprzedni film, „Coś za mną chodzi”, okazał się hitem − zarówno w kinach, jak i na prestiżowych festiwalach dookoła świata. W Cannes zdobył nominację do nagrody przyznawanej przez stowarzyszenie krytyków. Nie powinien dziwić więc fakt, że z kolejnym projektem reżysera wiązano wielkie nadzieje. „Tajemnice Silver Lake” są trudniejsze w odbiorze niż „It Follows”: trwają prawie dwie i pół godziny, za sprawą eksperymentalnej formy wprowadzają zamęt. Mimo to, nie chcecie nowej produkcji Mitchella przegapić. To film frapujący i wieloaspektowy, przy napisach końcowych krzyczący o kolejny seans.

SilverLake2

     Los Angeles. Sam (Andrew Garfield), 30-letni obibok żywcem wyjęty ze slackerowych komedii, poszukuje swojej pięknej sąsiadki (Riley Keough). Dziewczyna przepadła jak kamień w wodę: pewnego wieczoru flirtowała z Samem, a nazajutrz opuściła okolicę bez słowa. Bezrobotny mężczyzna rozpoczyna śledztwo, które poprowadzi go najmroczniejszymi zaułkami Miasta Aniołów. W świecie, gdzie może wydarzyć się wszystko, nie ma miejsca na strach. Zew przygody sprawi, że Sam zupełnie zatraci się w swych ślepych poszukiwaniach. Zabawa w detektywa zainteresuje go bardziej niż jego własna, pusta egzystencja.

Czytaj dalej Smells like mind f*cking. [„Tajemnice Silver Lake”, 2018]

Niezły młyn. [„Endless”, 2017]

     Aaron i Justin byli przed laty członkami sekty. Udało im się wyrwać spod kontroli przywódców i zaczęli normalne życie w dużym mieście. Ciężka przeszłość wywarła jednak piętno na ich psychice. Teraz bracia otrzymują tajemnicze nagranie video, wysłane przez dawną przyjaciółkę. By rozszyfrować jego znaczenie, bohaterowie muszą powrócić na stare śmieci. To, co spotka ich w położonej na pustkowiu wiosce, niejednemu zjeżyłoby włos na głowie…

Endless2

     Wielokropek nie sugeruje, że zostają bohaterowie świadkami straszliwych zdarzeń. „Endless”, jak na horror, nie jest straszny − niemal zupełnie też nie intryguje. Pomysł na film wydaje się świeży i niekonwencjonalny: w scenariuszu nie brakuje ostrych, zaskakujących zakrętów, za każdym z nich stoi zaś znak zapytania. Aaron Moorhead i Justin Benson − twórcy świetnego „Spring” − uderzają w lovecraftowskie klimaty oraz z upodobaniem epatują nas enigmą. Powinien więc „Endless” okazać się horrorem ciekawym − z punktu fabularnego i wizualnego − ale tak nie jest. Cytaty z Lovecrafta to ładne ozdobniki, które nie budują filmu narratorsko: są wzniosłe, lecz puste. Brakuje też projektowi hipnotyzującej finezji, która ze „Spring” uczyniła mocne osiągnięcie horrorowego art-house’u.

Czytaj dalej Niezły młyn. [„Endless”, 2017]

Umarł Ridley Scott, niech żyje Ridley Scott [„Obcy: Przymierze”, 2017]

     Statek-arka „Przymierze” zmierza w kierunku Origae-6, pozasłonecznej planety o niemal ziemskiej sile ciężkości i atmosferze. Na pokładzie osadniczego pojazdu, poza załogą, znajduje się blisko dwa tysiące zahibernowanych kolonistów oraz kilkaset embrionów. W wyniku komplikacji ekspedycja trafia na nieznaną gwiezdną przystań, która, choć przypomina ziemię obiecaną, kryje potworną tajemnicę. Na pozornie wyludnionej planecie wykształtowała się obca forma życia, jakiej członkowie wyprawy nie widzieli nawet w najgorszych koszmarach. Spotkanie nieznanych sobie nawzajem ras może przeistoczyć się w nierówną walkę.

Covenant2

     „Obcy: Przymierze” – premiera bezprecedensowa, quasi-sequel, który u niejednego kinomana zatrzymał oddech. Rezurekcja najsłynniejszego kosmity dziesiątej muzy zajęła Ridleyowi Scottowi dłuższą chwilę. W czasach, gdy mocarne serie filmowe co rusz są rebootowane, powrót Obcego na kinowe ekrany wydaje się jednak logicznym posunięciem. Dzięki scenariuszowi współautorstwa Johna Logana Obcy nie tylko został przywrócony do życia, ale i odzyskał świetną formę. Ekranowe harce neo- i protomorfów nie stanowią może głównego punktu odniesienia dla fabuły „Przymierza”, z pewnością sprawią natomiast, że w oku ciut starszych widzów zakręci się nostalgiczna łza.

Czytaj dalej Umarł Ridley Scott, niech żyje Ridley Scott [„Obcy: Przymierze”, 2017]

Found footage 3.0. [„Blair Witch”, 2016]

     Gdy James Donahue trafia w sieci na klip rzekomo kręcony w niesławnych lasach opodal Burkittsville, jest w szoku. Dałby sobie uciąć rękę, że na ułamek sekundy pojawia się w nim jego siostra Heather, która dwadzieścia lat temu przepadła bez śladu. Heather wyruszyła w okolice Burkittsville, chcąc zrealizować dokument o legendarnej wiedźmie. Dopięła swego, lecz szokujące, odnalezione w niejasnych okolicznościach nagranie ma – zdaniem wielu – stanowić spojrzenie na ostatnie momenty jej życia. James nie daje wiary tym spekulacjom. Zbiera ekipę bliskich przyjaciół i podąża do Maryland. Ukochana chłopaka, Lisa, widzi w tej wyprawie punkt wyjścia dla własnego filmu dokumentalnego. Mroczne lasy, w których na przestrzeni dekad dochodziło do zaginięć i rytualnych mordów, przyprawiają bohaterów o zimny dreszcz. Jak się okazuje, nie bez powodu.

blairwitch3

     Kiedy w 1999 roku „The Blair Witch Project” wchodził na ekrany kin, stanowiło to wydarzenie bez precedensu. Horrorowi niezależnemu, kosztującemu sześćdziesiąt tysięcy marnych dolców zapewniono wtedy kampanię reklamową, która zapisała się w kartach historii kinematografii. Skromny projekt found footage miał przedstawiać historię autentyczną, grający w nim „aktorzy” mieli być od dawna martwi. Widzowie kupili tę bajkę, a film zainkasował w sumie ćwierć miliarda dolarów; Eduardo Sánchez i Daniel Myrick wiedzieli, jak pociągać za marketingowe sznurki. Wyreżyserowany przez Adama Wingarda „Blair Witch” – bodaj najgorętsza premiera trwającego roku – także zagościł w kinach w atmosferze sporego zaskoczenia. Nikt nie spodziewał się, że drugi sequel kultowego horroru (pierwszego nie warto wspominać…) kiedykolwiek ujrzy światło dzienne. Zwłaszcza, że studio Lionsgate do ostatnich chwil obstawało przy promocji nie „Blair Witch”, a „The Woods”, pod jakim to tytułem trzymano kontynuację w tajemnicy.

Czytaj dalej Found footage 3.0. [„Blair Witch”, 2016]