Archiwa tagu: Claudio Fragasso

Zła strona kina: filmy Bruno Matteiego, które warto znać

              Osiemdziesiąt cztery lata kończyłby wczoraj Bruno Mattei, gdyby nie jego nagła śmierć w maju 2007 roku. Wielu z Was z pewnością zada sobie fundamentalne pytanie: kim, do cholery, był Bruno Mattei? Był, uwierzcie lub nie, pokładem olbrzymich zdolności i kunsztu, utalentowanym jednak nie w tworzeniu dobrego lub choćby niezłego kina, a kina obmierźle syfiatego. Do historii przeszedł jako jeden z najgorszych reżyserów świata, włoski Ed Wood. W tytule, jakim go napiętnowano, jest sporo krzywdy, zwłaszcza biorąc pod uwagę działalność takich współczesnych „mistrzów”, jak Uwe „F*ck you all” Boll. Niemniej filmografia Matteiego nie pozostawia złudzeń: z grona pięćdziesięciu czterech produkcji reżyserowanych lub współreżyserowanych przez Włocha prawie każda uzyskała miażdżące opinie krytyków, a co druga określana bywa w pojedynczych (często przesadzonych) recenzjach najgorszym filmem wszech czasów.

bm

    By upamiętnić postać Matteiego, postanowiłem opracować krótki przegląd jego najbardziej „przystępnych” tworów. Wymienione poniżej tytuły, choć mierne technicznie i pozbawione walorów artystycznych, po dziś dzień zwracają uwagę co bardziej liberalnych fanów kina i stanowią o sławie, jaką na przestrzeni dekad zdobył włoski Ed Wood. Mattei potrafił bawić się filmem i my też powinniśmy!

Czytaj dalej Zła strona kina: filmy Bruno Matteiego, które warto znać

Krótka piłka: „Szczury: Noc grozy!”

         W filmografii Bruno Matteiego tytuł „Szczury: Noc grozy!” wyróżnia się na trzech płaszczyznach: jest ulubioną pozycją wśród fanów reżysera, jego najbardziej rozrywkowym filmem, a zarazem jednym z najbardziej bublowatych pod kątem technicznym. Przy okazji wydania „Szczurów” na rynku DVD/video Mattei przyznał, że chciałby nakręcić swoje filmy na nowo, jako że kuleją estetycznie. Niniejsza pozycja jest doskonałym tego obrazem – obrazem nędzy i rozpaczy. „Noc grozy!” wygląda tak, jak jej tytuł sugeruje: tandetnie i ultratanio. O ile na fakt kręcenia filmu w ruinach po scenografii innego obrazu można przymknąć oko, o tyle widok ewidentnie plastikowych, statycznych gryzoni „gnających” na taśmie transportującej to już szczyt wszystkiego. Bywa jednak jeszcze gorzej: przedstawione sytuacje pozbawione są znamion sensu i prowokują do zasłaniania twarzy w zażenowaniu, aktorzy nadekspresyjnie wygłaszają tępe jak pień kwestie, a angielski dubbing dobija całość niczym gwóźdź do trumny. Właśnie tym projektem, piętnastym w swojej karierze (na dobre rozpoczętej, nota bene, siedem lat przed wydaniem „Szczurów”), Bruno Mattei udowodnił, że zasługuje na miano włoskiego Eda Wooda. Jego reżyseria jest tak bardzo wypruta z profesjonalizmu, że fakt umiłowania „Nocy grozy!” przez rzesze nie dziwi w najmniejszym stopniu. „Szczury” to jeden z najszlachetniejszych filmów typu „so bad it’s good”.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

rats!

4

Inaczej niż zwykle. Bruno Mattei – urodzony, by truć.

     Znacie Bruno Matteiego? Mam nadzieję, że tak. Włoski reżyser trashowych pozycji wszelakich gatunków zasłynął takimi tytułami jak „Piekło żywych trupów”, „Szczury: Noc grozy!” czy „Holocausto porno”. Więcej niż horrorów stworzył jednak filmów akcji. I to jakich! Każdy, kto zaznajomiony jest z dylogią „Strike Commando”, wie, że Mattei to biedny czarodziej kina. Kina kategorii „Z”. W ramach drobnej promocji polecam swoją recenzję w serwisie filmweb.pl. Tekst dotyczy niszowego klasyku Matteiego, „Born to Fight”. Enjoy!

Untitled 1