Archiwa tagu: Clive Barker

„We own this film now”: wywiad z Halem Masonbergiem

        Każdy, kto uważnie śledzi tego bloga, zna historię kultowego w swój nietypowy sposób horroru „The Plague” (2006). W skrócie: projekt Hala Masonberga, bardzo utalentowanego i zaangażowanego reżysera, na etapie produkcji został mu dosłownie wyrwany z rąk. Producenci odarli Hala z wolności twórczej i pozbawili go prawa głosu w tak istotnych procesach jak casting czy montaż filmu. W opublikowanym dziś na łamach witryny horror-punks.com wywiadzie Masonberg zdradza wstrząsające szczegóły z planu „Plague”. Przytacza też historie hollywoodzkich zgrzytów, opowiada o odebranych marzeniach, przejawia niesamowitą pasję do kina. „The Plague: Writers & Director’s Cut”, wersja odpowiadająca wizji Masonberga, istnieje, lecz możliwość jej dystrybucji pozostaje zablokowana.

     Cały wywiad można znaleźć pod danym linkiem.

plague06

Nadzieja zasypia ostatnia

          Hollywoodzkie wytwórnie filmowe są bezduszne i konsumpcjonistyczne, a na drodze do podniesienia profitu uciekną się do najbardziej niehonorowych manewrów. Boleśnie przekonał się o tym pochodzący z New Jersey ambitny reżyser, Hal Masonberg, który w roku 2006 wydał swój debiutancki film pełnometrażowy. Niedola, jaką zgotowano horrorowi „The Plague”, jest co najmniej przygnębiająca.

     W 1983 roku świat obiega bezwzględna plaga. Wszelkie dzieci poniżej dziewiątego roku życia zapadają w śpiączkę. Przez najbliższą dekadę każdy poczęty potomek rodzi się w stanie katatonii. Gdy po dziesięciu latach młodzi budzą się i wstają z łóżek, nikt nie jest szczęśliwy. Ofiary podejrzanej epidemii kierowane są przez jeden tylko cel – chcą zabić wszystkich dorosłych.

Czytaj dalej Nadzieja zasypia ostatnia

Fanfary dla słodkiego

     Zdarza mi się pomiatać latami dziewięćdziesiątymi jako dekadą upadku kina grozy. W końcu przodujące horrory z tego okresu to pastisze lub w najlepszym razie detektywistyczne thrillery – bez wątpienia filmy znamienite, choć jednocześnie odpowiedzialne za odejście co bardziej krwistych i jaskrawych horrorów na regały wypożyczalni kaset wideo. Trafił się jednak w tej dobie wyzbycia i pogardy straszak pełną gębą. Nie stworzył go David Fincher, ani Jonathan Demme. Craven też nie jest jego autorem. „Candymana”, o którym mowa, wyreżyserował Bernard Rose.

     Chicago. Studentka socjologii Helen Lyle (Virginia Madsen) zbiera materiały do pracy doktorskiej na temat miejskich legend. Nasunięty zostaje jej prawdziwy smaczek – poznaje legendę Candymana (Tony Todd). Daniel Robitaille, bo tak brzmi imię mitycznego, był synem czarnoskórego niewolnika. Jako wzięty artysta tworzył portrety dla bogaczy. Świat burżuazji sprzyjał Danielowi tak dalece, że mężczyzna zakochał się w arystokratce. Ojciec panienki wymierzył mu straszliwą karę, a malarz zmarł w bólach. To nieczysta śmierć nadała mu pseudonim. Od dziesięcioleci Candyman, upiór w długim płaszczu, z ciętym hakiem zastępującym dłoń, nawiedza okolice Cabrini Green, slumsów zamieszkałych przez Afroamerykanów. Helen wierzy w naukę, nie w murzyńskie podania, jest nieustraszona. Gdy tylko posuwa się o jeden krok wprzód za dużo, Candyman zaczyna ją nawiedzać.

Czytaj dalej Fanfary dla słodkiego

„What’s your pleasure, sir?”

     W roku 2012 zdawać by się mogło, że twórcy horroru odsłonili przed widownią już wszystkie karty – fakt ten sprawia wrażenie szczególnie oczywistego z punktu widzenia osoby jakieś dwie trzecie życia zaabsorbowanej kinem grozy. Strach, niepokój i wstręt dziesiąta muza przedstawiała już na wszelkie sposoby. Są jednak mniej i mizerniej eksplorowane motywy dla horroru charakterystyczne – jak piekło. Nie ukazano wielu naprawdę przyzwoitych wizji piekła w tym osobliwym gatunku filmu (poniekąd imponują „Ukryty wymiar” czy tajski „Narok”), jest jednak obraz sugestywny i surowy, prawdziwie diabelski. Jego tytuł to „Hellraiser”.

     Clive Barker stworzył horror totalny, który nie postarzał się ani trochę i lata po premierze działa na publikę tak samo jak w 1987. Larry i Julia Cottonowie wprowadzają się do domu na londyńskich przedmieściach. Zakładają, że największym wyzwaniem, jakie postawi przed nimi posiadłość, będzie gruntowny remont. Okazuje się inaczej, a w życie bohaterów wkraczają Cenobici, istoty z piekielnego wymiaru, z lubością zadające ból rasie ludzkiej. Jest też zamieszkujący strych, częściowo martwy Frank – zaginiony przed laty brat Larry’ego, który za pomocą kochanicy Julii usiłuje powrócić do żywych. Dom idealny zamienia się w łzawy przybytek.

Czytaj dalej „What’s your pleasure, sir?”

Mocnymi słowami o „Hellraiserze III”

     Ja naprawdę lubię kiczowate kino. Zmierzyłem się z włoskimi interpretacjami mitologii nordyckiej („Troll 2”), filmowymi natarciami rozwścieczonych warzyw („Atak pomidorów zabójców”) czy dorobkami bezspornie słabych reżyserów, jak nieodżałowany Ed Wood. Świętą skarbnicą złych filmów pozostaje grupa sequeli najbardziej kultowych horrorów. „Hellraiser III: Piekło na ziemi” zajmuje w owym zbiorze zaszczytne miejsce produkcji miernej i w tej miernocie prawdziwie ujmującej.

     Zdecydowanie jest to kino grozy z niższej półki. Niby upchnięty do dystrybucji kinowej (nie uwierzę dopóki wehikuł czasu nie zabierze mnie do roku 1992 i nie przekonam się o kinowym przeznaczeniu „Hellraisera III” na własne oczy), film przedstawia się z każdej strony charakterystycznej dla horrorów direct-to-video – tak więc od dupy strony.

Czytaj dalej Mocnymi słowami o „Hellraiserze III”

Piekielnie typowy sequel

     Clive’a Barkera nigdy za wiele – jak się okazuje, w każdej postaci. Pisarz grozy, po którego literaturę sięgają fani makabry dookoła świata, udowodnił, że jest równie utalentowanym autorem, co i sprawnym filmowcem, a nawet game designerem. Artysta fantastyczny, w każdym znaczeniu. Funkcja Anglika przy realizacji „Wysłannika piekieł 2” jest mocno zawężona (powierzono mu produkcję wykonawczą); wielka to szkoda, że współczesny mistrz horroru zaledwie maczał przy tym sequelu palce.

     Obraz zaczyna najlepsze ujęcie z oryginału „Hellraisera”, właśnie reżyserowanego przez Clive’a Barkera: częściowo porozrywany hakami, zawieszony na łańcuchach mężczyzna w ekstazie oblizuje zdeformowane usta i jęczy „Jesus wept” (Jezus zapłakał). Tony Randel przywraca w „Wysłaniku piekieł 2” tę straszliwą poezję, ale tylko częściowo. Na pewno zaś nie podołał uczynieniu z drugiej części cyklu o Cenobitach dzieła równie harmonijnego jak barkerowski klasyk.

Czytaj dalej Piekielnie typowy sequel