Archiwa tagu: duch

Życie jak film. [„Nightmare Cinema”, 2018]

     Infantylnie śmieszna i przeszywająco upiorna, superkrwawa i telewizyjnie zachowawcza. Taka właśnie jest antologia „Nightmare Cinema”, w której Mickey Rourke wciela się w postać podejrzanego Kinooperatora. Na jego sali pokazywane są filmy zadziwiająco osobiste i odzwierciedlone w rzeczywistości: przekonuje się o tym grupa nieszczęśników, na ekranie oglądających właściwie siebie samych. Brzmi to wszyscy bardzo surrealistycznie, choć całość jest mniej wydumana niż na przykład „The Theatre Bizarre” z 2011 roku.

NightmareCinema4

     „Nightmare Cinema” to efekt współpracy pięciu skrajnie różnych reżyserów, między innymi Ryūheia Kitamury i Joe Dantego. Historie średnio przystają do siebie nawzajem, a przeplatający kolejne segmenty wątek Kinooperatora jawi się jako pomysł nierozwinięty, umieszczony w filmie z konieczności (ktoś przecież musi wyświetlać bohaterom ich własne koszmary na dużym ekranie). W anglojęzycznych recenzjach filmu często przewija się zwrot „mixed bag” i myślę, że dużo mówi on tym, czy udało się twórcom skleić tych kilka opowiastek, nadając im zwarty kształt. Dwa segmenty są udane, reszta – nie do końca.

Czytaj dalej Życie jak film. [„Nightmare Cinema”, 2018]

Reklamy

You don’t read the book, the book reads you. [„Upiorne opowieści po zmroku”, 2019]

     Znaczna część „Upiornych opowieści po zmroku” – nowego horroru wyprodukowanego przez Guillermo del Toro – toczy się w okresie halloweenowym. Z jednej strony żałuję, że film nie nawiedzi kin, gdy na zewnątrz hula dżdżysty, jesienny wiatr, z drugiej zaś rozumiem tę decyzję, bo w sierpniu przed dużym ekranem często zasiadają widzowie młodsi. „Upiorne opowieści…” to adaptacja serii książek, które w latach osiemdziesiątych zapewniły nieprzespane noce niejednemu kilku-, kilkunastolatkowi. W Stanach premiera ekranizacji jest wydarzeniem bez precedensu: powieści Alvina Schwartza stanowią tam dziedzictwo kulturowe i stawiane są na równi z bestsellerami R. L. Stine’a. Film może więc okazać się wielkim sukcesem kasowym. Nie wiem, czy polskim widzom udzieli się ta gorączka – gdybym miał zakładać, powiedziałbym, że nie. „Opowieści” mogą spodobać się dzieciakom jako dobry przykład „gateway horroru” – czyli grozy kontrolowanej, z kategorią „PG-13”. Do nich produkcja jest kierowana przede wszystkim. Starszym odbiorcom zagra zaś w sercu nostalgia za dawną epoką i klasykami spod szyldu Amblina.

ScaryStories4

     Rok 1968, Mill Valley w stanie Pensylwania. Grupa nastolatków, z aspirującą pisarką Stellą (Zoe Colletti) na czele, spędza wspólnie noc halloween. Przyjaciele trafiają do domu Bellowsów, który stoi pusty od dziesięcioleci i uchodzi za nawiedzony. Zapędzeni do piwnicy przez szkolnego prześladowcę, odkrywają księgę pełną opowieści z dreszczykiem – według wierzeń każde słowo spisano ludzką krwią. Stella chowa wolumin do torby i przemyca go do domu. Jeszcze nie wie, że grabież rozzłości martwą właścicielkę książki, która zrobi wszystko, by nie tylko dzieciaki nastraszyć, ale też dać im nauczkę.

Czytaj dalej You don’t read the book, the book reads you. [„Upiorne opowieści po zmroku”, 2019]

Mary idzie na żery. [„Ulice strachu: Krwawa Mary”, 2005]

     Zarówno pierwsze, jak i drugie „Ulice strachu” były meta-horrorami, które najlepiej odczytuje się w ironicznym kluczu. Nie tylko pobrzmiewało w nich echo Cravenowskiego „Krzyku” – w swej intertekstualności były to pozycje równie udane. Drugi z tych filmów pojawił się na ekranach jesienią 2000 roku, debiutując z pozycji pierwszej w amerykańskim box-office’ie. Potem wydarzyła się rzecz niezrozumiała: Sony zawiesiło prace nad kolejnym sequelem na kilka dobrych lat. Trzecie „Ulice strachu” – opatrzone podtytułem „Krwawa Mary” – wprowadzono do dystrybucji ukradkiem, tylko na rynek DVD, jakby był to powód do wstydu. Film znacznie różni się od swoich poprzedników: elementy kina stalk n’slash zamieciono w nim pod dywan, a wyeksponowano wątek nadnaturalny. Próba wskrzeszenia trochę już zapomnianej serii okazała się nieudana. „Krwawa Mary” to bowiem niezdarnie poskładany do kupy potworek, nijak nietrafiony piorunem błyskotliwości.

UrbLegBloodyMary1

     Akcja rozpoczyna się pod koniec lat sześćdziesiątych. Tytułowa Mary to licealistka, która świętuje noc balu maturalnego w towarzystwie przyjaciół. W wyniku nieporozumienia dochodzi do tragicznego wypadku, w którym dziewczyna umiera – a tak przynajmniej wydaje się jej ukochanemu. Nastolatek – szkolny gwiazdor futbolu – umieszcza „zwłoki” Mary w metalowej skrzyni, z której nie ma ucieczki… Historia tej nocy staje się miejską legendą, ale grupa przyjaciółek jest pewna, że ma też swoje drugie dno. Bohaterki postanawiają przywołać ducha Mary przy pomocy specjalnego zaklęcia. Nie wiedzą, że obudzą mściwą zmorę.

Czytaj dalej Mary idzie na żery. [„Ulice strachu: Krwawa Mary”, 2005]

Do trzech razy sztuka. [„Annabelle wraca do domu”, 2019]

     Dopiero co gościliśmy w kinach Chucky’ego, a na horyzoncie już pojawił się kolejny horror o morderczej lalce: mowa oczywiście o „Annabelle wraca do domu”. Zabawki opętane przez diabelskie moce są w tym roku bardzo trendy, czemu dowodzi też inna nadchodząca premiera, „Brahms: The Boy 2” (na ten sequel będziemy musieli zaczekać do grudnia). Powtarzalność wcale nie musi być dla kina grozy ułomnością. Wystarczy wspomnieć pozycje, które okazały się sukcesem, choć zbudowano je na kanwie najprostszych motywów: „Pyewacket”, „Terrifier”, nawet „Nieznajomych: Ofiarowanie”. Seria „The Conjuring” też żongluje sprawdzonymi schematami i zaskarbiła sobie tytuł jednej z najbardziej dochodowych w swym gatunku. Pięć lat temu widzieliśmy pierwszą „Annabelle”, a przed dwoma laty – jej bardziej udaną kontynuację. Stara maksyma mówi: do trzech razy sztuka. Niestety, tym razem czarodzieje z Warner Bros. raczej nikogo nie nastraszą.

AnnabelleComesHome1

     Prolog „Annabelle wraca do domu” budzi apetyt na pełnokrwisty, dosadny horror. Po ekranie spływają wielkie, karminowe litery, składające się na tytuł filmu i chwilę później mkniemy już samochodem przez ciemną, spowitą w mgle drogę. Za kierownicą siedzi Ed Warren, tuż obok – jego żona Lorraine (niezmiennie: duet Patrick Wilson-Vera Farmiga). Para nieustraszonych demonologów wraca do domu z nowym nabytkiem: tytułową lalką. Gdy okazuje się, że przeklęta kukła potrafi kontrolować otaczającą ją przestrzeń, Ed niemal ginie w wypadku. Warrenowie zamykają Annabelle w szklanej gablocie, święcą jej sarkofag przy pomocy egzorcysty, a swojej córce zakazują schodzenia do piwnicy. Judy (Mckenna Grace) pilnie przestrzega rodzicielskich nakazów, ale jej opiekunki mają inne plany. Pod nieobecność Warrenów chcą obejrzeć pokój potworności, gdzie ukryte są nawiedzone przedmioty z całej Ameryki. Jak wiadomo, ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

Czytaj dalej Do trzech razy sztuka. [„Annabelle wraca do domu”, 2019]

Gorączka prerii. [„Wiatr”, 2018]

     Swoją pierwszą fabułę, „Wiatr”, reżyserka Emma Tammi osadziła w dziewiętnastowiecznej Ameryce. To era formowania dzisiejszego mocarstwa − nader znojna i katorżnicza. Na dziewiczych, wyalienowanych polach uprawy zamieszkują Macklinowie: dominujący Isaac (Ashley Zukerman) i jego obrotna żona Lizzy (Caitlin Gerard). Jednak małżonek bywa w wiejskiej chacie tylko gościem, a jego kobieta pozostawiona zostaje sama sobie. Bohaterka coraz częściej zaczyna słyszeć diabelskie odgłosy, a z czasem doświadcza też omamów wzrokowych. Co tylko, jeśli nie są to przywidzenia?

Wiatr-2

     Film łączy ze sobą podgatunki Weird Westu i folk horroru, przez co wielu widzom jednoznacznie skojarzy się z „Czarownicą” Roberta Eggersa. Odcięte od cywilizacji miejsce akcji sprawia, że mierzą się bohaterowie „Wiatru” z podobnymi problemami, co Thomasin i jej rodzina; w pewnym momencie wprowadza reżyserka nawet demonicznego, białego kozła. Produkcja Eggersa, choć silnie niepokojąca, była też podświadoma, zbudowana w oparciu o siłę sugestii. Tammi również sugeruje, że w otoczeniu Lizzy dzieje się coś straszliwego − bo pokazuje to raczej rzadko − ale „Wiatr” wydaje się filmem mniej kompletnym, przeciągniętym i zwyczajnie niewciągającym. Jego slow-burnowa forma zakrawa na odrobinę zbyt spowolnioną; całość bliższa jest horrorowi Treya Shultsa „To przychodzi po zmroku”, który tonął w nadmiernej apatii.

Czytaj dalej Gorączka prerii. [„Wiatr”, 2018]

Rozmowa o śmierci. [„Smętarz dla zwierzaków”, 1989]

     W latach osiemdziesiątych hollywoodzcy filmowcy podjęli próbę zekranizowania wszystkich najważniejszych pozycji w dorobku Stephena Kinga. Trend ten utrzymywał się jeszcze przez kolejną dekadę, choć nad adaptacjami ciążyła swego rodzaju klątwa: większość była bowiem pomiatana przez dziennikarzy, a i widzowie kręcili nosem na „Dzieci kukurydzy” czy „Kosiarza umysłów”. Źle oceniono też „Smętarz dla zwierzaków” w reżyserii Mary Lambert. W „The Washington Post” czyniono wręcz sugestie, że projekt jest dyletancki, z miejsca stracony − przy użyciu tyleż kąśliwej, co absurdalnej parafrazy „dog on arrival”… Horror nie cieszył się przed trzydziestoma laty taką reputacją, jak dziś; wybitne „Lśnienie” też nie uchroniło się przed złośliwymi docinkami i zyskało nominację do Złotej Maliny. „Smętarz…” ma nad wieloma kingowskimi ekranizacjami tę przewagę, że wiernie adaptuje literacki pierwowzór. Nawet zdjęcia do filmu postanowiono realizować w górzysto-leśnym stanie Maine.

PetSem3

     Creedowie − rodzice oraz dwójka dzieci − przybywają na prowincję i próbują dostosować się do nowych warunków. Sielankowo wcale nie jest. Młody lekarz Louis dostaje pracę na kampusie uniwersyteckim i już pierwszego dnia musi operować ofiarę nieszczęśliwego postrzału. Jego żona Rachel zmaga się z dawnymi traumami, a parę malców fascynuje lokalna legenda o cmentarzysku dla pupili. Okazuje się, że tytułowy „smętarz” postawiono niedaleko domu bohaterów. Znikąd wyłania się Jud Crandall − mieszkający w pobliżu starzec, który zdobywa serca sąsiadów przy pomocy wrodzonej charyzmy. Mężczyzna ostrzega Creedów przed cmentarzykiem: jak mantrę powtarza, że martwi powinni zostać martwi. Nie jest to bowiem zwykłe miejsce pochówku: zakopane głęboko pod ziemią ciała wracają do życia, na skutek indiańskiego czaru. Wkrótce dochodzi do tragedii, w której ginie trzyletni Gage…

Czytaj dalej Rozmowa o śmierci. [„Smętarz dla zwierzaków”, 1989]