Archiwa tagu: duch

Strzelając ślepakami. [„Winchester. Dom duchów”, 2018]

     Oliver Winchester, producent popularnego karabinu M1866, umiera. Pieczę nad jego pokaźną, kalifornijską willą przejmują kolejni krewni i wreszcie właścicielką posiadłości staje się Sarah Winchester (Helen Mirren) ekscentryczka zafascynowana spirytyzmem. Dziedziczka fortuny wierzy, że dom nawiedzają duchy osób rozstrzelanych z winchesterowskiego karabinu. Zleca więc rozbudowę rezydencji, chcąc uczynić z niej pułapkę na złe demony. Do San Jose przybywa psychiatra, doktor Eric Price (Jason Clarke), który ma ocenić stan zdrowia pani Winchester. Okazuje się, że kobieta wcale nie postradała zmysłów…

Winch2.jpg

     Akcja „Winchester. Domu duchów” toczy się w mrocznej, wiktoriańskiej posiadłości, a Mirren doskonale znamy z ultrabrytyjskich ról. Film nacechowany jest więc hammerowską poetyką, choć dziełem równie udanym, jak „Kobieta w czerni” czy nawet „Uśpieni” go nie nazwiemy. To mógł być co najmniej niezły horror neogotycki. Pomimo ciekawego miejsca akcji pozostaje jednak „Winchester” produkcją niewbijającą się w pamięć.

Czytaj dalej Strzelając ślepakami. [„Winchester. Dom duchów”, 2018]

Reklamy

Klucz do koszmaru. [„Ghost Stories”, 2017]

     „Dlaczego zawsze to ostatni klucz otwiera wszelkie zamki?” – pyta Mike Priddle, bohater filmu „Ghost Stories”, grany przez Martina Freemana. Jego pytanie ma wydźwięk i dosłowny, i metaforyczny, a przede wszystkim okazuje się początkiem szokującego epilogu. Obraz, reżyserowany przez duet Jeremy Dyson-Andy Nyman, ma w ofercie naprawdę przysadzisty plot twist, który bynajmniej nie powinien być spoilowany. W kluczowym dla filmu finale otwarte zostają wrota prawdziwej inwencji, a mnożące się enigmy narracyjne sprawiają, że widz – który dotąd wcale nie musiał piać z zachwytu – spogląda na całość pod innym kątem. „Ghost Stories” jest jak układanka; jak celuloidowe puzzle. To film świetnie opowiedziany, a przy tym imponujący od strony wizualnej.

GhostStories2

     Podbudową znakomitego finału są trzy kolejne historie, które bynajmniej nie powinny nikogo znużyć. Profesor Goodman (Nyman) ma rozwiązać kilka tajemniczych spraw, które w świetle nauki wydają się wręcz niepojęte. Spotyka trójkę mężczyzn, którzy w przeszłości byli uczestnikami wydarzeń paranormalnych. Prawda, kryjąca się za tymi incydentami, jest absolutnie porażająca. Goodman ma za sobą przytłaczające, nieszczęśliwe dzieciństwo – demony, z którymi walczy, nie są wymyślone. Jako chłopiec doświadczył też traumy, która odcisnęła trwałe piętno na jego życiu. Sytuacja sprzed lat – przez Goodmana zatrzaśnięta za tysiącami drzwi – dla fabuły filmu ma kategoryczne znaczenie.

Czytaj dalej Klucz do koszmaru. [„Ghost Stories”, 2017]

Zatoczyć krąg. [„Rings”, 2017]

     Julia martwi się o swojego chłopaka. Popadł on w obsesję na punkcie tajemniczej kasety wideo, która od dawna nosi legendarny status. Nastolatki wierzą, że jej obejrzenie może skutkować rychłą śmiercią z rąk demonicznego upiora, który wypełza z ekranu telewizyjnego. Julia postanawia przekonać się, dlaczego ukochany zaprząta sobie głowę starą taśmą. Jeszcze nie wie, że będzie żałowała tej decyzji.

rings1

     „Rings” to film znienawidzony na siłę, wcale niezgorszy. F. Javier Gutiérrez nadał swojemu sequelowi elegancję, jakiej nie powstydziłby się Gore Verbinski, a przede wszystkim zadbał, by jego widownia choć parę razy wzdrygnęła w fotelu na widok połamanej topielicy, Samary. Zabójcza scena, w której ikoniczna zmora wypełza z telewizora plazmowego, pokazuje, jak wiele lat minęło odkąd pierwszy amerykański „Ring” zawładnął umysłami fanów horroru. Dziś orientalne upiory oraz ich jankesie imitacje nie sprawiają już, że nerwowo zasłaniamy oczy dłońmi – dowiódł temu zwłaszcza ubiegłoroczny crossover, „Sadako vs Kayako” – ale sentyment do „Kręgu” pozostał w sercach wielu z nas. Gutiérrez zrobił, co w jego mocy, by utrzymać ten afekt przy życiu. Przez „Rings” nie przemawiają może dzika werwa i temperament; jest to film chłodny, aktorsko zbyt sztywny, frenetycznie zdigitalizowany. Mimo to, warto dać mu szansę, choćby dla kilku sugestywnie diabolicznych scen pomsty zza wodnego grobu. Największym plusem „Rings” pozostaje jego pozbawiony happy endu finał – bynajmniej niezapowiadający zbędnej kontynuacji.

Czytaj dalej Zatoczyć krąg. [„Rings”, 2017]

Co za dużo… [„Słudzy diabła”, 2017]

     „Słudzy diabła” są tym typem filmu grozy, w którym znajdziemy dosłownie wszystkie podgatunkowe lejtmotywy. Znalazło się w nowej opowieści Joko Anwara miejsce dla długowłosych, J-horrorowych upiorów, wystrojonych na czarno, zakapturzonych satanistów oraz żywych trupów, uparcie ciągnących za sobą połamane nogi. Nie brakuje w filmie paranormalnych objawień rodem z „Obecności”, opętańczych spazmów wpośród białej pościeli, odgłosów nie z tego świata. Chwilami stają się „Słudzy diabła” horrorem bipolarnym i zwyczajnie „przedobrzonym” – zupełnie, jak „Lament” w reżyserii Hong-jin Na. Co za dużo, to niezdrowo.

SludzyDiabla1

     Wśród bohaterów filmu znajdziemy indywidua o ciekawie zarysowanych sylwetkach i wysokiej skłonności do poświęceń. Sporo uwagi poświęcono w „Sługach…” tradycji rodzinnej oraz bratersko-siostrzanej więzi, okrutnie testowanych przez diabelskie moce. Wewnętrzny rozwój bohaterów jest dla indonezyjskiego reżysera równie istotny, jak budowanie grozy – konstrukcja odbywa się, niestety, przy użyciu stępionych narzędzi. Film bywa frapujący, ale zbyt statecznie oparto go na jump scare’owych ceremoniałach. Metody straszenia uznać można za podręcznikowe, a upodobanie Anwara do strzelb Czechowa, bardziej niż wyrazem miłości wobec narracji literackiej, wydaje się dążeniem do efekciarstwa. Patenty i sztuczki, zdobiące fabułę, opóźniają filmowe zakończenie co najmniej o kwadrans. W rezultacie jawią się „Słudzy diabła” jako horror przeciągnięty lub – jeśli wolicie – niespieszny.

Czytaj dalej Co za dużo… [„Słudzy diabła”, 2017]

No one is sejf. [„Sejf”, 2017]

     Do niezbyt zasobnego banku wkracza ekipa najbardziej nieprofesjonalnych, najgorzej zorganizowanych rabusiów pod słońcem. Kryminaliści, dowodzeni przez wyrachowaną Leah (Francesca Eastwood), liczą na szybki zarobek, ale zostają wyrolowani przez tyleż niepozornego, co sprytnego pracownika (James Franco). Mężczyzna opowiada im o milionach dolarów, zamkniętych w skrzętnie zaszytym sejfie. Pech chce, że pancerna kasa zlokalizowana jest w ciemnej, zaskakująco krętej piwnicy – poniekąd labiryncie, skrywającym makabryczny sekret. Pogoń za pieniądzem przeobrazi się w ucieczkę przed wkurzonymi duchami.

sejf2

     „Sejf” rozpoczyna tragiczny, komputerowo zaprojektowany prolog – nota bene, od ręki sprzedający najmożniejsze plot twisty, jakimi usłano scenariusz. Film sprawia wrażenie żywcem wyjętego z ramówki telewizji Puls – nie zdziwcie się, jeśli za kilka miesięcy stanie się stałym punktem jej programu. Brakuje Danowi Bushowi zmysłu artystycznego i poczucia estetyki – jego projekt wykonany został siermiężną ręką, opiera się na grafomańskim montażu oraz mało skondensowanej narracji. Zaburzona jest w filmie nawet struktura trzech aktów, choć najsurowsze cięgi powinien reżyser zebrać za przewidywalność, która ciąży nad jego dziełem niczym widmo z najnudniejszego koszmaru.

Czytaj dalej No one is sejf. [„Sejf”, 2017]

Zimno wszędzie. [„Pamiętam cię”, 2017]

     W kościele położonym pośrodku niczego znalezione zostają zwłoki starszej kobiety, która postanowiła odebrać sobie życie. Psychiatra Freyr (Jóhannes Haukur Jóhannesson), okolicę zamieszkujący od niedawna, odkrywa, że samobójczyni miała obsesję na punkcie jego zaginionego synka. W międzyczasie trójka przyjaciół przybywa na odseparowaną od miasta wyspę, by odrestaurować opuszczoną posiadłość i otworzyć w niej pensjonat. Dom przesiąknięty jest nie tylko wilgocią, ale też jakąś kasandryczną tajemnicą. Otaczają go stare nagrobki, co zdaje się niepokoić jedynie Katrín (Anna Gunndís Guðmundsdóttir). Wkrótce zarówno na wyspie, jak i w miasteczku zaczyna dochodzić do nadnaturalnych zdarzeń.

PamietamCie2

     Wyblakłe, mgliste zdjęcia autorstwa Jakoba Ingimundarsona czynią z „Pamiętam cię” horror wspaniale melancholijny. Dziwi fakt, że nie powstało na terenie Islandii więcej filmów grozy: to przecież miejsce, jakiego nie ma nigdzie indziej na świecie, niesamowicie autonomiczne, rzewliwie wyizolowane. Zdjęcia Ingimundarsona wydają się zagadkowe i niejednoznaczne: operator pokazuje nam Islandię piękną, ale utrapioną, rozległą, terytorialnie niezbadaną, ale klaustrofobiczną. Kadry obrazu są tu ciężkie i finezyjne jednocześnie, bo i sam film, pomimo depresyjnej tematyki, jest wytworem wrażliwej duszy.

Czytaj dalej Zimno wszędzie. [„Pamiętam cię”, 2017]