Archiwa tagu: erotyka

Motocykliści, kajdanki i upiory z szafy. [„Hellbent”, 2004]

     Rok 2004 nie zapisał się w kartach filmowego horroru jako szczególnie pamiętny. Gdzieś pomiędzy „Krwawą masakrą w Hollywood” Tobiego Hoopera a kingowską „Jazdą na kuli” do kin wszedł jednak tytuł, który z perspektywy lat jawi się jako fenomen – przynajmniej we własnej specyfice. Niskobudżetowy „Hellbent” w reżyserii Paula Etheredge’a-Ouztsa dumnie zapowiadany był jako pierwszy slasher o tematyce gejowskiej. To przodownictwo jest kwestią dyskusyjną; choćby „Blady strach” (2003) wyprzedzał wydany przez here! projekt zarówno na gruncie podgatunkowym, jak i tematycznym. Dziś w obrębie queer horroru „Hellbent” pozostaje bodajże najbardziej cenionym dokonaniem. Dr. Claire Sisco King napisała na jego temat 21-stronicową pracę naukową. Etheredge powiedział kiedyś, że „filmy stanowią odzwierciedlenie kultury, w jakiej się je tworzy”. I faktycznie, „Hellbent” przepojony jest kulturą queer – w najlepszym tych słów znaczeniu.

Hellbent01

     Jeszcze przed wejściem na plan zdjęciowy Etheredge zadeklarował, że w jego filmie pojawią się upiory, motocykliści, kajdanki, ostre imprezy i słodki seks. Gdyby akcję „Hellbent” osadzono w Boreville w stanie Nebraska, reżyser mógłby nie sprostać temu zadaniu. Na szczęście bohaterami filmu są mieszkańcy gejowskiej stolicy Los Angeles. W halloweenową noc grupa atrakcyjnych przyjaciół wybiera się do jednego z najgorętszych klubów w West Hollywood. Wszyscy są napaleni, spijają litry alkoholu i bawią się, jakby nie było jutra. Szampańskim swawolom przygląda się Diabeł z gołym torsem, w ręku trzymający piekielnie ostry sierp.

Czytaj dalej Motocykliści, kajdanki i upiory z szafy. [„Hellbent”, 2004]

Reklamy

„I know jiu titsu!” [„Wtf!”, 2017]

     Rachel (Callie Ott) wyszła cało z masakry, której nie przeżyli jej przyjaciele. W śródleśnej chatce nastolatków zaatakował psychopatyczny morderca, a dziewczynie, jako jedynej ocalałej, udało się wygrać walkę o życie. Te doświadczenia sprawiły, że obecnie Rachel jest kłębowiskiem nerwów. By zaczerpnąć odrobiny relaksu, bohaterka zabiera się z grupą znajomych z college’u poza miasto. Okazuje się, że organizator wyprawy ma klucze do willi zmarłego wuja. Niestety, posesja mieści się w samym sercu ciemnego, chłodnego lasu. Rachel obawia się, że raz jeszcze stanie w samym centrum okrutnej rzezi. Nie wie jeszcze, że jej lęki wcale nie są irracjonalne.

wtf2

     „Wtf!” w reżyserii Petera Herro to nie tylko najgłupiej zatytułowany film ever (like, srsly, ever!), ale też murowany gość przeglądów badziewia wszelakiego, w tym list najgorszych horrorów roku. Niech Was nie zmyli ciekawy pomysł scenarzystów na fabułę. Intrygujący punkt wyjścia dla wydarzeń ekranowych nie jest w stanie uchronić „Wtf!” przed ostateczną klęską. Bezapelacyjną porażkę tego offowego slashera przypieczętowuje zwłaszcza finał, zamieniający mózg w wodę. W ostatniej scenie filmu podważone zostają wszelkie prawa logiki i zdrowego rozumowania, a widz zdaje sobie sprawę, że zsumowana wartość IQ tercetu scenarzystów nie może składać się na liczbę trzycyfrową. Kulminacja „Wtf!” dumnie zdobi szczyt wysypiska piętrzących się wad, błędów ideowych oraz reżyserskich blamaży.

Czytaj dalej „I know jiu titsu!” [„Wtf!”, 2017]

Giallo kryształowe. [„Ptak o kryształowym upierzeniu”, 1970]

     Rzym. Pochodzący z Ameryki pisarz, Sam Dalmas (Tony Musante), przechadza się ulicami wieczorową porą. Nagle zostaje świadkiem brutalnej szarpaniny: w galerii sztuki rudowłosa kobieta atakowana jest przez mężczyznę w czarnych rękawiczkach i wielkich, ciemnych okularach. Ofiara, choć dźgnięta nożem, nie odnosi większych obrażeń. Sam zmuszony zostaje jednak do pozostania we Włoszech: jego plany powrotu za ocean spalają na panewce, a on sam, jako świadek nagłośnionego przez media przestępstwa, trafia w sam środek kryminalnej łamigłówki. Sam jest coraz bardziej zaintrygowany poszukiwaniami miejskiego rzeźnika. Wpada nawet na trop krwawego malowidła, które może pomóc w ustaleniu tożsamości zbrodniarza. Im bliżej jest rozwiązania niebezpiecznej zagadki, tym większe są szanse, że zamordowana zostanie jego ukochana, Giulia (Suzy Kendall).

TheBirdWithCrystalPlumage1

     „Ptak o kryształowym upierzeniu”. Niezłomny klasyk horroru włoskiego, który od lat rozkochuje kolejne pokolenia kinomanów w twórczości Dario Argento. Kiedyś pochodzący z Wiecznego Miasta maestro grozy uznawany był za geniusza, zresztą nie bez powodu. Scenariusz „Ptaka” Argento napisał w trakcie pięciu dni. Najnowsze jego dokonania nie przyprawiają już o zawrót głowy – prędzej powodują ciężkie nudności i krwawienie oczu… Pomijając jednak kwestię obecnej formy artystycznej reżysera, nie da się zaprzeczyć, że ma on za sobą piękną karierę. „Ptak o kryształowym upierzeniu” to nie tylko film godny podziwu – to jeden z najlepszych debiutów pełnometrażowych w historii.

Czytaj dalej Giallo kryształowe. [„Ptak o kryształowym upierzeniu”, 1970]

Midnight movie extravaganza. [„68 Kill”, 2017]

     O, słodka inspiracjo. Na „68 Kill” – drugi film fabularny wyreżyserowany przez wziętego scenarzystę Trenta Haagę – radykalnie wpłynęły dokonania maestra Tarantino oraz Richarda Batesa Jr. („Trash Fire”). Quentin, jak to Quentin, swoim upodobaniem do groteski i celuloidową deformacją świata rzeczywistego zaraził dziesiątki młodych postmodernistów. Haaga jest jednym z tych aspirujących mistrzów kina: twórcą bawiącym się nawiązaniami do kultury masowej, umiejętnie operującym pastiszem, progresyjnie nabierającym świadomości reżyserskiej. „68 Kill”, projekt opowiedziany ciętym językiem, przy wsparciu kąśliwego humoru, typowego dla Batesa Jr., sprawia chwilami wrażenie, jakby patronat artystyczny sprawował nad nim reżyser „Wściekłych psów”. Zarówno „Reservoir Dogs”, jak i „68 Kill” to filmy neo-heist, w których zwroty akcji są zaskakujące, a scena kulminacyjna jest wręcz zabójcza. Jednak rozlew krwi okazuje się nie być jedynym „motywem” interesującym Haagę. Równie mocno, jak gorefesty, a może i bardziej, interesuje reżysera dynamika męsko-żeńska.

68Kill-2

     W „68 Kill” pierdołowaty kanalarz Chip (Matthew Gray Gubler) przedstawiony zostaje jako ubezwłasnowolniony pionek kobiecych zagrywek. Ukochana Liza (AnnaLynne McCord) traktuje go jak seksualnego niewolnika, podczas stosunków przydusza go i leje po twarzy, a wreszcie wymusza na nim, by pomógł jej skraść fortunę należącą do bogatego „klienta” – w istocie kochanka. Monikę (Sheila Vand), ekspedientkę o aparycji Lydii Deetz, także kręci BDSM, jednak w odmianie ekstremalnej. Kobieta okrada Chipa, potem go knebluje i poddaje serii „erotycznych” tortur, mających spełnić jej chore marzenia. Jest jeszcze Violet (Alisha Boe), która, choć nie przejawia skłonności sadystycznych, i tak wystarczająco mąci biedakowi w głowie. Trzy relacje, trzy temperamenty, trzy kobiety, dla których Chip jest jedynie uległym przydupasem. Próba sił chromosomów XX i XY nigdy nie była tak… nierówna.

Czytaj dalej Midnight movie extravaganza. [„68 Kill”, 2017]

Dwadzieścia trupów w półtorej godziny. [„Piątek, trzynastego V: Nowy początek”, 1985]

     Przed kilkoma laty Tommy Jarvis (John Shepherd) przeżył spotkanie z Jasonem Voorheesem. Mało tego – udało mu się wyrwać z rąk psychopaty maczetę i wymierzyć sprawiedliwość. W rezultacie Jason trafił tam, gdzie jego miejsce: do piachu. Teraz chłopak jest u schyłku swoich nastoletnich lat. Trauma z przeszłości odcisnęła na jego mózgu trwałe piętno. Tommy błąka się między ośrodkami dla trudnej młodzieży, by wreszcie przybyć do śródleśnego zakładu w Pinehurst. Trafia pod opiekę Pam Roberts (Melanie Kinnaman), która zajmuje się resocjalizacją zaburzonych i nieprzystosowanych młodziaków. Gdy jednak Tommy pojawia się w Pinehurst, w okolicy zaczyna dochodzić do brutalnych morderstw. Czyżby stał za nimi legendarny oprawca w masce hokeisty? A może Jarvis śni na jawie i w chorych majakach ukazują mu się zabójstwa upozorowane przez umysł?

Friday the 13th V-Eddie

     Postawmy sprawę jasno i nie owijajmy niczego w spoiler alert(!)y: w „Piątku, trzynastego V: Nowym początku” nie zabija Jason. To fakt powszechnie znany i bardzo często wymierzany w stronę reżysera, Danny’ego Steinmanna, jako zarzut. Jednakże wymierzany niepotrzebnie. Co z tego, że w „piątce” kwiat amerykańskiej młodzieży wybija inny obłąkaniec (mianowicie Roy Burns, mszczący się za śmierć syna niczym Pamela Voorhees)? Duch Jasona był obecny na planie zdjęciowym filmu i jest widny w scenariuszu. W niektórych scenach postaci niemal „zarażane” są typowym dla antybohatera amokiem. Gdy tylko w zwidach Tommy’ego pojawia się Jason, chłopak zaczyna zachowywać się jak czub – wariuje na potęgę i okłada nieprzyjaciół ciosami, jakich nie powstydziłby się zawodowy karateka. Ważniejsze pozostaje, oczywiście, metodyczne podejście Roya do krzywdzenia innych. Facet zna się na rzeczy i ma łeb pełen chorych pomysłów. „Nowy początek” pozostaje więc zharmonizowany z poprzednimi, dużo mniej karconymi „Piątkami”. Nie jest żadną abominacją.

Czytaj dalej Dwadzieścia trupów w półtorej godziny. [„Piątek, trzynastego V: Nowy początek”, 1985]

O mięsie gnijącym. [„We Are the Flesh” aka „Tenemos la carne”, 2016]

     Meksyk, czas postapokalipsy. Obłąkany Mariano (Noé Hernández) znajduje schronienie w na wpół zrujnowanym budynku, w którym usiłuje wywęszyć ostatki pożywienia i powoli traci ostatki rozumu. Okazuje się, że obiekt zamieszkuje rodzeństwo, Fauna (María Evoli) i Lucio (Diego Gamaliel). Nowo przybyły podporządkowuje sobie młodszych towarzyszy, a z czasem staje się ich przodownikiem, niejako autorytetem. Zapewnia, że pomoże im przetrwać koniec świata, wciągając ich zarazem w niebezpieczną, chorą grę.

WeAreTheFlesh2

     W przeciągu ostatniego roku „We Are the Flesh”, ledwo fabularny splot surrealnych, erotycznych i niepokojących obrazów, obdarzony został dużą estymą. Najwięksi wieszczowie meksykańskiego kina, Alejandro González Iñárritu, Alfonso Cuarón i Carlos Reygadas, zachwalali projekt jako geniusz sztuki eksperymentalnej. Faktycznie, film Emiliano Rochy Mintera okazuje się wspaniałym okazem celuloidowej transgresji, brzydzącej się tradycją, a piękno postrzegającej przez pryzmat brudnego tabu. W przeszłości Rocha Minter odprawiony został z trzech kolejnych szkół, w których chciał uczyć się fachu reżysera. „We Are the Flesh”, debiut pełnometrażowy dwudziestoparoletniego Meksykanina, jest wyrazem jego autonomizmu i próżności.

Czytaj dalej O mięsie gnijącym. [„We Are the Flesh” aka „Tenemos la carne”, 2016]