Archiwa tagu: erotyka

Fritz Honka kontra świat. [„Złota Rękawiczka”, 2019]

     Fritz Honka był nieobliczalnym zabójcą, przed którym w latach siedemdziesiątych drżały kobiety z Hamburga. Mężczyzna nie stronił od mocnych alkoholi i chętnie odwiedzał lokalny bar, mieszczący się w dzielnicy czerwonych latarni. Poznawał tam starsze prostytutki, które zwabiał potem do swej meliny – wiele z nich już nigdy jej nie opuściło. Historię straszliwych zbrodni opisał w książce „Der goldene Handschuh” Heinz Strunk, a na jej podstawie powstał film Fatiha Akina o tym samym tytule, w którym zdeprawowanego mordercę gra Jonas Dassler.

GoldenGlove2

     Nie jest tajemnicą, że Honka wyładowywał na kobietach swoje frustracje, wynikające z niskiego wzrostu, impotencji i karykaturalnej brzydoty. Z kolei Dassler to konwencjonalnie przystojny aktor, któremu z łatwością można nadać łatkę amanta. Trzeba przyznać, że charakteryzatorzy, pracujący z Akinem, spisali się na medal. Twarz 23-letniego Dasslera postarzała się o jakieś dwie dekady; oszpecono ją połamanym, kartoflanym nosem i zepsutym, hakowatym uzębieniem. Bulasty garb upodabnia zaś Honkę do Dzwonnika z Notre-Dame. Imponuje też w „Złotej Rękawiczce” przestrzeń planu zdjęciowego, skrupulatnie wystrojona, by mogła przypominać wszystkie te miejsca, w których bywał w przeszłości morderca. Choć może „wystrój” to kiepsko dobrane słowo. Akin zamyka nas w dusznych, ciasnych pomieszczeniach, gdzie unosi się fetor porozwalanych na podłodze butelek, płynów ustrojowych, sforsowanych ciał. Dziewięćdziesiąt procent filmu toczy się między ścianami, z których brud zeskrobać można co najwyżej łopatą.

Czytaj dalej Fritz Honka kontra świat. [„Złota Rękawiczka”, 2019]

Toksyczny mężczyzna i dom, który płacze. [„Dziewczyna z trzeciego piętra”, 2019]

     Po latach udanej kariery producenta filmowego Travis Stevens postanowił usiąść w fotelu reżysera. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. W przeszłości pracował Stevens nad „We Are Still Here”, „68 Kill” czy „Naprawdę straszną śmiercią” – śmiało można więc powiedzieć, że zna się na indie horrorach i wie, czego oczekują ich odbiorcy. „Dziewczyna z trzeciego piętra”, zupełnie jak pierwszy z wymienionych tytułów, redefiniuje horror o nawiedzonym domu. W debiucie reżyserskim Stevensa wiktoriańska posiadłość potraktowana zostaje jak uczestniczka dramatu, bohaterka sama w sobie. Można ją zranić – rozpruwając elewację – i usłyszeć jej płacz.

DziewczynaZ3Pietra-4

     Dom ma szemraną przeszłość i budzi niepokój lokalnych mieszkańców. Mimo to zagnieżdża się w nim nasz główny (anty)bohater: Don Koch, grany przez byłego wrestlera C.M. Punka. To postać moralnie ambiwalentna, pełna ułomności i ograniczeń, często budząca odrazę. Don podejmuje się odrestaurowania posiadłości, która od lat pogrąża się w ruinie. Chce przygotować ją na przyjazd ciężarnej żony, nie wyobraża sobie, że ktoś mógłby mu pomóc. Własnymi rękoma odświeża przegniłe pomieszczenia, naprawia instalację wodną. Szybko okazuje się, że zabytkowy budynek naznaczony został paranormalnym piętnem i nie podda się remontowi bez „walki”.

Czytaj dalej Toksyczny mężczyzna i dom, który płacze. [„Dziewczyna z trzeciego piętra”, 2019]

Neonowy bad trip. [„Ekstaza” aka „Bliss”, 2019]

     „Midsommar” doczekał się poważnego rywala w walce o tytuł najlepszego horroru roku – mowa o „Ekstazie”, nowej propozycji od Joe Begosa. Który z tych tytułów jest lepszy? Widzowie będą mogli przekonać się w najbliższy piątek, gdy ruszy kolejna edycja Fest Makabry. O ile „Midsommar”, zgodnie ze swoim polskim podtytułem, toczy się wyłącznie w biały dzień, o tyle „Ekstaza” koncentruje naszą uwagę na pejzażach nocnego miasta, które nigdy nie śpi. Poznajemy dziewczynę, która przeistacza się w wampirzycę, a objawy dziwnej „choroby” przypominają następstwa nałogu narkotykowego. Punkt wyjścia dla fabuły jest więc identyczny, jak w „Uzależnieniu” Ferrary, chociaż filmowi bliżej do „Driller Killera”.

Bliss-1

     Dezzy (Dora Madison) mieszka w Los Angeles i zarabia na życie jako malarka. Znana jest z sugestywnych, nierzadko makabrycznych prac, które szalenie interesują lokalnych art dealerów. Niemoc twórcza oznacza dla młodej artystki życie w ubóstwie – Dezzy nie może więc pozwolić sobie na brak natchnienia. Ugryziona przez kochankę, bohaterka zaczyna odczuwać nietypowy rodzaj głodu. Pragnie krwi i ludzkiego mięsa. Narkotyczne tripy nie pomagają jej uciec od problemu: przeciwnie, tylko nasilają dziki apetyt. Jednocześnie postępują prace Dezzy nad monumentalnym malowidłem. Gdy opętana zrywem twórczym malarka chwyta za pędzel, zacierają się granice między tym, co prawdziwe, a urojone.

Czytaj dalej Neonowy bad trip. [„Ekstaza” aka „Bliss”, 2019]

„I take love seriously, you know?” [„Wściekłość”, 1977]

     David Cronenberg nie zawsze uchodził za wieszcza kina kanadyjskiego. W połowie lat siedemdziesiątych był eksperymentatorem i twórcą undergroundowych kuriozów. Miał na koncie trzy filmy fabularne, które zwróciły na siebie uwagę samego Martina Scorsese, ale zupełnie nie zainteresowały widzów. Reżyser zyskał rozgłos dopiero w roku 1977, kiedy ekrany światowych kin zapałały jego „Wściekłością”. Pomimo mieszanych recenzji film zyskał status kultowego, a z biegiem lat został nawet poddany analizom akademickim. Cielesny horror i sceny tryskające płynami ustrojowymi wchodzą tu w klincz z alegoryczną formułą.

Rabid1977-1

     Na planie „Wściekłości” spotkali się prowokatorzy: Cronenberg oraz aktorka Marilyn Chambers, znana przede wszystkim jako gwiazda porno. Świeżo po występie w „Behind the Green Door” (najbardziej artystycznym filmie XXX wszech czasów) Chambers zapragnęła dowieść, że stać ją na więcej. Że ma nie tylko piękne ciało, ale też duszę artystki. Choć „prawdziwego” aktorstwa ledwo posmakowała, jej rola we „Wściekłości” do dziś pozostaje pamiętna.

Czytaj dalej „I take love seriously, you know?” [„Wściekłość”, 1977]

Jaki film śni się po nocach Joelowi Coenowi i Tomowi Saviniemu? [„Koszmar”, 1981]

     „Gdyby nowojorska policja chciała zgarnąć grasujących po mieście psycholi i degeneratów, podejrzewam, że znalazłaby ich wszystkich na nocnym pokazie «Koszmaru»”. Takie komplementy prawił Romano Scavoliniemu i jego filmowi jeden z dziennikarzy „New York Postu” jesienią 1981 roku. Na ekranach wybranych kin amerykańskich ukazał się wówczas horror „Nightmare” – alternatywnie znany jako „Nightmares in a Damaged Brain” – i natychmiast ściągnął na siebie złość krytyków. To historia obłąkanego mężczyzny (Baird Stafford), który poddany zostaje prototypowej metodzie leczenia. Wskutek nie do końca bezpiecznej terapii jego paranoja tylko się nasila i wreszcie „bohater” chwyta za nóż. Postanawia złożyć wizytę byłej żonie, która znalazła pocieszenie w ramionach innego faceta.

Nightmare-1981-2

     „Koszmar” owiany jest wyjątkowo złą sławą: w Wielkiej Brytanii zasilił nawet listę tak zwanych „video nasties”, a swemu dystrybutorowi przysporzył kłopotów natury prawnej. Odpowiedzialny za rozpowszechnianie filmu wydawca trafił do więzienia na kilka miesięcy, bo nie chciał ukrócić materiału o garstkę, nomen omen, koszmarnych scen. Tak narodziła się legenda horroru, który legendarny chyba wcale nie miał być, bo powstał za przysłowiowe grosze, a w kinach zadebiutował dość pośpiesznie – goniąc za sukcesem „Piątku, trzynastego” i innych dziełek typu slash-and-hack. Zarzucić można filmowi mizoginiczne traktowanie postaci kobiecych, celebrację dosadnej przemocy, fatalne aktorstwo. Ustępują z ust odtwórców – zwłaszcza epizodystów – śmiesznie dukane dialogi, które są poniżej wszelkiej krytyki („now he’s on the loose and killing people – and we can’t have that!”). Do tego kolejne akty oddzielane są za pomocą teatralnych plansz ze wskazówkami jak np. „Dzień pierwszy”, „Dzień ostatni”. Nad efektami specjalnymi „Koszmaru” pracował domniemanie wielce ceniony charakteryzator Tom Savini. Później wielokrotnie zaprzeczał swemu udziałowi w procesie twórczym, a gotowy projekt porównał nawet do… fekaliów. Jego zapewnieniom przeczą zdjęcia z planu, przedstawiające osobniczego wąsacza tuż obok realistycznie ludzkiej kukły.

Czytaj dalej Jaki film śni się po nocach Joelowi Coenowi i Tomowi Saviniemu? [„Koszmar”, 1981]

Człowiek psu wilkołakiem. [„Zły wpływ księżyca”, 1996]

     „Zły wpływ księżyca”, czyli ten film, w którym Michael Paré daje popis swoich umiejętności i przyćmiewa obecnych na planie towarzyszy. Może to brzmieć jak wyrażenie sprzeczne, bo od lat oglądamy brooklyńskiego gwiazdora w szalenie kiepskich produkcjach („Abattoir”, „Seed: Skazany na śmierć”). Paré nie należy do hollywoodzkiej ekstraklasy, ale kiedy ma z czym – i kim – pracować, ekran należy do niego. Dowiódł temu w „Księżycu 44” Rolanda Emmericha i „Przekleństwach niewinności” – pełnometrażowym debiucie Sofii Coppoli. Prawdziwy pazur pokazał jednak w „Złym wpływie księżyca”, zresztą całkiem dosłownie. Horror Erica Reda powstał w 1996 roku i z biegiem lat zestarzał się całkiem szlachetnie. Opowiada o fotoreporterze, który podczas wizyty w Nepalu zostaje zadrapany przez wilkołaka. W ten sposób rodzi się w mężczyźnie zew krwi.

badmoon2

     „Zły wpływ księżyca” rozpoczyna się z przytupem. Paré uprawia seks z partnerującą mu pięknością. Jako fotograf Ted, a może też w rzeczywistości – scena wręcz kipi od autentycznego erotyzmu, a aktor wydaje się niczym nieskrępowany. Kochankowie tak bardzo pochłonięci są igraszkami, że ledwo zauważają bestię, która ładuje im się do namiotu. Red nie pozostawia szerokiego pola dla naszej wyobraźni: kończą się akty miłosne, a zaczynają te masakryczne. Wilkołak dosłownie rozdziera ukochaną Teda swymi łapskami, a jemu samemu rozszarpuje pierś. W powietrzu latają płyny ustrojowe i mięso, ale bohaterowi udaje się chwycić za strzelbę. Po oddaniu strzału głowa drapieżnika eksploduje w efekcie slow motion.

Czytaj dalej Człowiek psu wilkołakiem. [„Zły wpływ księżyca”, 1996]