Archiwa tagu: Euro horror

Forever and ever. [„Koko-di Koko-da”, 2019]

     Pogrążeni w żałobie Tobias i Elin wyruszają pod namiot, aby zbliżyć się do siebie i spróbować uratować rozpadające się małżeństwo. Na miejscu, zamiast wyczekiwanej sielanki, zastają troje cyrkowych artystów, którzy wciągają ich w wir okrucieństwa, upokorzeń i psychicznego terroru (opis dystrybutora).

Koko-di Koko-da1

     Europejskie kino artystyczne słynie z filmów, które łamią tradycje narratologiczne, i „Koko-di Koko-da” Johannesa Nyholma wpisuje się w ten nurt. Historia rozpoczyna się w sposób dobrze znany – oto para małżonków popada w rozpacz po śmierci córki – ale fabuła szybko przyjmuje nielinearną trajektorię. Nyholm opowiada swój horror metodą, jakiej nie wypracował jeszcze żaden inny reżyser: niby przyjmuje konwencję snu we śnie, ale to nie do końca to, niby zapętla senne majaki i mówi o kontrolowaniu nocnych złudzeń, ale właśnie – akcent pada na słowo „niby”. Szwedzki artysta (twórca krótkometrażowego „Olbrzyma”) nie przestrzega klasycznych reguł narracyjnych. Jego film to surrealny obraz rodzicielskiego piekła na ziemi; historia, w której bohaterowie kierują się przeczuciami, a nie rozumem – dają się porwać własnemu strachowi i próbują się z nim skonfrontować. To w tym kluczu należy „Koko-di Koko-da” odczytywać.

Czytaj dalej Forever and ever. [„Koko-di Koko-da”, 2019]

Z wódką we krwi. [„Zdychaj, tatulku!”, 2018]

     Petersburg. Matwiej (Aleksandr Kuźniecow) puka do drzwi szanowanego detektywa. Za plecami chowa młotek, ale nie jest pewnym siebie zbirem – potwornie zżera go stres, ma wątpliwości natury moralnej. Ukochana zleciła mu zabójstwo własnego ojca, który miał molestować ją za młodu. Andriej (Witalij Chajew) wpuszcza chłopaka córki do środka, a jego żona oferuje młodemu kawę. Intencje Matwieja szybko wychodzą na jaw. Okazuje się, że policjant jest przygotowany na wizytę oprycha dużo bardziej, niż ten mógłby zakładać.

ZTatulku3

     W „Zdychaj, tatulku!” – pełnometrażowym debiucie Kiriłła Sokołowa – mieszają się ze sobą kiczowaty slapstick oraz krwawa stylistyka splattera. Z minuty na minutę do ekstremum nakręca się spirala przemocy, czego przypieczętowaniem może być scena, w której bohaterowi wypadają z jamy brzusznej jelita. Może, ale nie musi – „Zdychaj, tatulku!” to ciąg drastycznie brutalnych scen, powiązanych ze sobą cienką nicią fabuły. Każdy znajdzie tu coś obrzydliwego. Sokołow wprowadza do scenariusza galerię postaci drugoplanowych, a większość z nich to niezgrabne karykatury, których jedynym celem istnienia jest efektowny skon. Gdy któryś z uczestników akcji ginie, reżyser nie pozostawia reszcie ani chwili na zbędne sentymenty – masakra toczy się dalej.

Czytaj dalej Z wódką we krwi. [„Zdychaj, tatulku!”, 2018]

Szyk, sznyt, przeklęta sukienka. [„In Fabric”, 2018]

     Dentley & Soper’s nie jest zwykłym domem towarowym. To imperium wysokiej klasy mody, swoich klientów rozpieszczające doskonałym krojem i elegancką galanterią. Tutejsze przymierzalnie górnolotnie określono jako „Strefę Transformacji”, a ekspedientki żyją po to, by obsługiwać gości sklepu – i szeptać im do uszu egzaltowane frazy. Niczym Alicja z Krainy Czarów gubi się w D&S samotna matka, Sheila (Marianne Jean-Baptiste), poszukująca idealnego przyodzienia na romantyczne tête-à-tête. Pod swoje skrzydła bierze interesantkę panna Luckmoore (Fatma Mohamed) – najbardziej ekscentryczna ze sklepowych.

InFabric1

     „In Fabric” w reżyserii Petera Stricklanda w całości utkany został z surrealizmu i atmosfery magiczności, a Luckmoore to najciekawsza postać w całym filmie. Kobieta bez ustanku operuje wyolbrzymionymi gestami, porusza się w sposób teatralny, ponadto przejawia skłonność do komicznego chwilami manieryzmu: urywają się z jej ust słowa „większe od rzeczywistości” i stanowczo niepasujące do kontekstu sytuacji. Gdy Sheila postanawia zmierzyć najładniejszą z kiecek – właściwie główną bohaterkę filmu – sprzedawczyni wygłasza jednym ciągiem: „garderoba oczekuje twojej wizyty; stań się jednym z suknią, zjednajcie się w chwili czystego cudu”.

Czytaj dalej Szyk, sznyt, przeklęta sukienka. [„In Fabric”, 2018]

Let the festivities begin. [„Midsommar. W biały dzień”, 2019]

     Ari Aster szybko powrócił na ekrany ze swoim nowym filmem: jego pełnometrażową pierwocinę, „Dziedzictwo. Hereditary”, wprowadzono do kin niewiele ponad rok temu. W swoim debiucie przedstawił reżyser historię rodzinnej tragedii, której bogowie przypisali bardzo złowrogi cel – i „Midsommar” poniekąd rozpoczyna się nawiązaniem do tego filmu. Główna bohaterka, Dani Ardor (Florence Pugh), traci rodziców i siostrę, cierpiącą na zaburzenia afektywne-dwubiegunowe. Sama też zaczyna borykać się z problemami natury emocjonalnej, jest przekonana, że została na świecie sama. Ważną rolę w jej życiu pełni już tylko Christian (Jack Reynor) – oschły i zdystansowany chłopak, którego stać wyłącznie na puste obietnice. Para wyrusza do Szwecji, by tam odwiedzić osadę, z której pochodzi ich wspólny kolega. Położona z dala od cywilizacji wioska zamieszkana jest przez tajemniczy kult.

MidsommarWBialyDzien3.jpg

     Czarna rozpacz łykającej leki psychotropowe Dani przypomina rozterki, z jakimi w „Hereditary” mierzyła się Toni Collette. Oba filmy garściami czerpią ze stylistyki folk horroru – ten nowszy, oczywiście, bardziej, bo jeszcze przed premierą obwołano go jako połączenie „Wicker Mana” oraz „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”. „Dziedzictwo” mieszało grozę z dramatem rodzinnym, a w „Midsommar” przeplatają się horror i dramat post-breakupowy. Wątek folklorystyczny zarysowany został zgodnie z klasycznymi wzorcami: członkowie wioski Hälsingland żyją w harmonii z naturą, ale ich ziemskie szczęście okupione jest brutalnymi rytuałami, które amerykańscy turyści poznają dopiero po przybyciu na miejsce. Jako horror wpisuje się „Midsommar” w nurt filmów o strasznej Europie, gdzie cudzoziemcy wiecznie ściągają na siebie kłopoty: dwa lata temu prąd ten dopłynął do Skandynawii i w efekcie powstał „Rytuał” Davida Brucknera – którego tytuł mówi sam za siebie. Ważniejszy pozostaje jednak wątek toksycznego związku między Dani a Christianem. Dziewczyna z trudem zwraca na siebie uwagę ukochanego, który lepiej odnajduje się wśród kumpli ze studiów. „Midsommar” to film o jednostronnej potrzebie empatii i próbie przebicia wewnętrznej tarczy, jaką osłaniają się niektórzy mężczyźni. Nieszczęsna Dani przekonuje się, że związek z Christianem jest równie martwy, jak jej rodzice.

Czytaj dalej Let the festivities begin. [„Midsommar. W biały dzień”, 2019]

Nonsense nuns. [„Herezja”, 2018]

     Jeżeli film dłuży się i przeciąga przy zaledwie osiemdziesięciu minutach, można śmiało mówić o porażce reżysera. Czasem zdarza się, że reżyser stawiający pierwsze kroki w swoim fachu kręci straszliwego gniota, a potem odbudowuje swój wizerunek w oczach widzów. U Paula Hyetta sprawa wygląda trochę inaczej: jego poprzedni horror, „Howl”, okazał się całkiem strawny, a nowsza „Herezja” wywołuję masę negatywnych odczuć. Warto przy tym wspomnieć, że począwszy od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych pracuje Hyett jako charakteryzator i specjalista od FX. Branżowe doświadczenie nie nauczyło go chyba zbyt wiele: „Herezja” to film nieudolny, amatorski i ślamazarny, a przy tym okraszony chyba najszpetniejszymi efektami specjalnymi, jakie dane mi było zobaczyć od kilku dobrych miesięcy.

Herezja4

     Akcja „Herezji” toczy się w siedemnastowiecznej Anglii. Podejrzana o kontakt z diabłem Persefona (Hannah Arterton) ma zostać stracona na stosie, ale zostaje zbawiona przez tajemniczą Matkę Przełożoną (Clare Higgins). Ta zabiera dziewczynę do swego zakonu i zapoznaje ją z grupą upadłych grzesznic. Mniszki mają na nowo odnaleźć w sobie sprzymierzenie z Bogiem, co wcale nie jest łatwe: ich wybawicielka wykazuje skłonność do sadyzmu. Persefonie zaczyna objawiać się tragicznie zmarła matka. Czy w kamiennym klasztorze kryją się demony?

Czytaj dalej Nonsense nuns. [„Herezja”, 2018]

When a man kills a woman. [„Nowojorski rozpruwacz”, 1982]

     Kiedy w 1982 roku Lucio Fulci powrócił ze swoim nowym filmem, natychmiast został on owiany złą sławą. „Nowojorski rozpruwacz” debiutował na ekranach w atmosferze skandalu, zresztą uzasadnionego. To kolejny horror, w którym maestro złego smaku używa sobie na bezbronnych kobietach. W filmie pod nóż tytułowego oprawcy trafiają wyłącznie atrakcyjne blondynki. Żadna z nich nie ginie szybko i bezboleśnie, bo nie w tym tkwi, według Fulciego, zabawa.

NYRipper-1

     „Nowojorski rozpruwacz” to horror o wyjątkowo slasherowej estetyce, stworzony jakby na eksport, z myślą o amerykańskiej widowni. Nie brak tu jednak charakterystycznego dla reżysera upodobania do sadyzmu – którego w takim „Halloween” na przykład nie uświadczymy. To, oczywiście, dwie różne produkcje, a i Fulciego nijak nie da się porównać z Johnem Carpenterem – skarbem narodowym USA. W Nowym Jorku grasuje wyjątkowo bezlitosny zabójca, który rozpruwa swoje ofiary przy użyciu noża kuchennego. Jego zbrodnie ściągają sen z powiek zmęczonemu życiem detektywowi Williamsowi: tak porywistej rzezi miasto nie doświadczyło od dawna. By powstrzymać impulsywnego psychopatę, porucznik nawiązuje współpracę z doskonale wykwalifikowanym psychoanalitykiem.

Czytaj dalej When a man kills a woman. [„Nowojorski rozpruwacz”, 1982]