Archiwa tagu: Euro horror

♫ How I hate going out in the storm. [„Let It Snow”, 2020]

Mia (Ivanna Sakhno) i Max (Alex Hafner), młodzi Amerykanie uwielbiający jazdę na desce snowboardowej i freeride, przybywają do Gruzji, by spędzić święta Bożego Narodzenia w odległym górskim kurorcie. Jak podkreśla mężczyzna, właśnie tu można liczyć na w pełni ustronną zabawę i najsilniejszy zastrzyk adrenaliny. Młoda para czarteruje prywatny helikopter, by dostać się na jeden z najbardziej niebezpiecznych szczytów – wcześniej ostrzegano turystów, by unikali miejsca jak ognia, bo miłośnicy zimowych wrażeń tajemniczo w nim znikają. Nieoczekiwanie na odludziu pojawia się on: zamaskowany maniak na skuterze śnieżnym, w ręku trzymający naostrzoną siekierę. Rozpoczyna się rozpaczliwa walka o…

…Przetrwanie – sami dobrze wiecie. „Let It Snow” w reżyserii Ukraińca, Stanisława Kaprałowa, to film bazujący jakby na podręczniku fundamentaliów gatunkowych. Ot, kolejny przykryty białym puchem horror stalk n’ slash – teoretycznie podobny do „Hotelu zła” czy „In 3 Tagen bist du tot 2”, ale dużo gorszy. Wątpię, by na Ukrainie zrobił wrażenie (niedawno pokazano go na kijowskim festiwalu „Mołodist”), nawet pomimo Sakhno, której rola przodująca całkiem się udała. Pochodzący z Dniepru Kaprałow wie co nieco o kinie grozy – stąd nawiązania do gnijącej baby oraz ciągłej pracy, braku zabawy ze „Lśnienia” – ale w starciu z tym konkretnym projektem zabrakło mu wyobraźni. Może następnym razem wyjdzie to lepiej.

Czytaj dalej ♫ How I hate going out in the storm. [„Let It Snow”, 2020]

Ostatni dom. [„The Owners”, 2020]

Nie wszystko jest białe lub czarne, a antybohater czasem potrafi stać się ofiarą, zdaną na łaskę niepozornego do niedawna kata. Oglądając „The Owners”, nowy horror Juliusa Berga, zdobędzie się Wam na rozmowy z małym ekranem. „Psst, bando nastoletnich łobuzów! Zabierajcie cztery litery w troki i żwawym krokiem maszerujcie do domu, bo doktorek o dziadkowym głosie ewidentnie ma problemy z gniewem.”

W „The Owners” czworo chłystków postanawia obrobić posiadłość pełną upiornych niespodzianek. Zgodnie z tradycją thrillerów typu „włamałeś się do złego domu”, Gaz i członkowie jego ekipy wpadają w pułapkę bez wyjścia, zgubieni przez własną chciwość i butę. Wiejska willa, należąca do lekarza i chorej na demencję małżonki, staje się miejscem walki dwóch pokoleń – to starsze, ku zaskoczeniu rzezimieszków, ma w sobie tyle ikry, by odwrócić sytuację na swoją krwawą korzyść.

Czytaj dalej Ostatni dom. [„The Owners”, 2020]

„Host” [2020] – krótko o internetowym fenomenie lockdownowego horroru

     Grupa przyjaciółek organizuje seans spirytystyczny za pomocą komunikatora do wideorozmów. Niewinna zabawa otwiera ezoteryczną bramę, przez którą ze świata demonów do równoległego wkrada się złowroga istota.

Host2020-2

     Czy „Host” to horror równie przełomowy, jak sugerują zagraniczne opinie? Jeśli już, to tylko częściowo. Gatunkowi „pulpitowego” found footage można zarzucić bowiem wiele, ale nie jakieś szczególne nowatorstwo, a i same detale fabuły mocno przywodzą tu na myśl „The Collingswood Story”. Wyróżniają film wykonane metodą DIY efekty specjalne oraz popisy kaskaderskie aktorów, którzy kręcili „Host” zdalnie, z własnych domów. Gwoli przypomnienia: horror Roba Savage’a powstał w okresie surowego lockdownu, w całości zrealizowany podczas konferencji na Zoomie. W ciągu kilku tygodni udało się napisać, a potem spreparować dobrze wyglądający, niegłupi film w sam raz pod platformę streamingową (Shudder) – wszystko to przy niemal zerowym budżecie.

Czytaj dalej „Host” [2020] – krótko o internetowym fenomenie lockdownowego horroru

Feelin’ yummy. [„Klinika grozy”, 2019]

     Alison wybiera się w podróż do kliniki chirurgii plastycznej, położonej gdzieś w Europie Wschodniej. Towarzyszą jej fajtłapowaty chłopak oraz matka, miłośniczka faceliftingu. Bohaterka zmaga się z nietypowym problemem: ma zbyt wyraźny biust, którego rozmiar zwraca niechcianą uwagę zwłaszcza młodych mężczyzn. Postanawia poddać się operacji pod czujnym okiem doktora Krawczyka – prowincjonalnego specjalisty od upiększana kobiet z defektami ciała. Szwendając się po ośrodku, ukochany Alison, Michael, zauważa nagą dziewczynę, przywiązaną do łóżka grubymi pasami. Ponieważ boleściwie pojękuje, decyduje się ją oswobodzić. Nie wie, że pacjentka jest nosicielką groźnego wirusa, który szybko opanuje całą klinikę.

Yummy4

     „Klinika grozy” zapowiadana była jako pierwszy flamandzki film o zombie. Niektórzy podadzą tu wprawdzie komedię grozy „Rabid Grannies” z 1988 roku, ale przynależność tej pozycji do wspomnianego podgatunku jest dyskusyjna. Reżyser Lars Damoiseaux nie przepisuje kanonu opowieści o żywych trupach na nowo, za co jednak trudno go obwiniać. „Klinika…” ma bowiem urok dawnych filmów spod szyldu Tromy, a powstała w stylu charakterystycznym dla młodego Petera Jacksona. Na planie zdjęciowym przelano dosłownie oceany gore’u.

Czytaj dalej Feelin’ yummy. [„Klinika grozy”, 2019]

Lesbijki piją krew i zjadają mizoginów. [„Vampyres”, 1974]

     Była już mowa o gejowskich fetyszach i biseksualnych namiętnościach, teraz przyszła pora odsłonić literę „L” akronimu LGBTQ. „Vampyres” José Ramóna Larraza to film, który nie mógłby zostać pominięty w pride’owym przeglądzie horrorów, choć warto zaznaczyć, że do najdumniejszych momentów queerowego kina grozy raczej mu daleko. Jest na pewno czołowym przedstawicielem nurtu sexploitation, który skupiał się na ukazaniu wampiryzmu przez pryzmat lesbijskich żądz – wbrew pozorom ten niszowy, zdawałoby się, kierunek zdominował scenę horroru w latach siedemdziesiątych.

Vampyres1974-03

     To pionierstwo nie musi jednak oznaczać, że „Vampyres” to film szczególnie udany. Przeciwnie: Larraz postanowił zbudować go na gołych ciałach, merytorycznie nie jest on zbyt rzetelny, ani umiejętnie zharmonizowany. Muszę przyznać, że mam problem z „Vampyres” na kilku różnych poziomach. Bo z jednej strony okraszony jest film przyjemnym dla oczu i uszy retro vibe’m, a z drugiej sprawia wrażenie nadto archaicznego. Bo swoim wampirzycom dał reżyser pełną kontrolę nad mężczyznami, ale jednocześnie przedstawił je jako dewiantki. Praca kamery upodabnia film do koronnych pozycji europejskiego art-house’u, ale wyrafinowane kadry są raczej osłodą, wyrwaną z nierównej, chwilami gorzkiej całości.

Czytaj dalej Lesbijki piją krew i zjadają mizoginów. [„Vampyres”, 1974]

Czarna wdowa i Chrystus w seksownym speedo. [„Czwarty człowiek”, 1983]

     Filmy Paula Verhoevena z końca lat siedemdziesiątych, „Ślepy traf” i „Namiętność Kate”, spotkały się z mocno mieszanym odbiorem holenderskich krytyków. Zarzucano im płytkość, co reżyser wziął mocno do siebie: na tyle, że postanowił nakręcić projekt dużo bardziej przenikliwy, dający możliwość rozwiniętej interpretacji. W efekcie powstał hiperrzeczywisty dreszczowiec „Czwarty człowiek”, w którym realizm zastąpiony zostaje znakami umownymi i metafizyczną złudą, a świat przedstawiony podporządkowany jest doznaniom zmysłowym – nie obowiązują w nim zasadniczo prawa logiki.

DeVierdeMan2

     W „Czwartym człowieku” biseksualny pisarz Gerard Revé (Jeroen Krabbé) przybywa do nadmorskiego miasteczka, by dać wykład w klubie literackim. Mężczyzna szybko zwraca uwagę miejscowej kusicielki o androgynicznym typie urody. Christine (Renée Soutendijk) od razu przechodzi do ataku: chce przespać się z prozaikiem i nie spocznie, póki nie dopnie swego. Erotyczna przygoda przynosi zaskakujące następstwa. Gerard odkrywa, że kochankiem Christine jest seksowny robotnik, wcześniej widziany na dworcu amsterdamskim. „Muszę go mieć, choćby miało mnie to zabić”, rzuca, spoglądając na zdjęcie, i zaklina tym samym rzeczywistość. Christine potraktuje słowa pisarza całkiem na poważnie.

Czytaj dalej Czarna wdowa i Chrystus w seksownym speedo. [„Czwarty człowiek”, 1983]