Archiwa tagu: Euro horror

Szyk, sznyt, przeklęta sukienka. [„In Fabric”, 2018]

     Dentley & Soper’s nie jest zwykłym domem towarowym. To imperium wysokiej klasy mody, swoich klientów rozpieszczające doskonałym krojem i elegancką galanterią. Tutejsze przymierzalnie górnolotnie określono jako „Strefę Transformacji”, a ekspedientki żyją po to, by obsługiwać gości sklepu – i szeptać im do uszu egzaltowane frazy. Niczym Alicja z Krainy Czarów gubi się w D&S samotna matka, Sheila (Marianne Jean-Baptiste), poszukująca idealnego przyodzienia na romantyczne tête-à-tête. Pod swoje skrzydła bierze interesantkę panna Luckmoore (Fatma Mohamed) – najbardziej ekscentryczna ze sklepowych.

InFabric1

     „In Fabric” w reżyserii Petera Stricklanda w całości utkany został z surrealizmu i atmosfery magiczności, a Luckmoore to najciekawsza postać w całym filmie. Kobieta bez ustanku operuje wyolbrzymionymi gestami, porusza się w sposób teatralny, ponadto przejawia skłonność do komicznego chwilami manieryzmu: urywają się z jej ust słowa „większe od rzeczywistości” i stanowczo niepasujące do kontekstu sytuacji. Gdy Sheila postanawia zmierzyć najładniejszą z kiecek – właściwie główną bohaterkę filmu – sprzedawczyni wygłasza jednym ciągiem: „garderoba oczekuje twojej wizyty; stań się jednym z suknią, zjednajcie się w chwili czystego cudu”.

Czytaj dalej Szyk, sznyt, przeklęta sukienka. [„In Fabric”, 2018]

Reklamy

Let the festivities begin. [„Midsommar. W biały dzień”, 2019]

     Ari Aster szybko powrócił na ekrany ze swoim nowym filmem: jego pełnometrażową pierwocinę, „Dziedzictwo. Hereditary”, wprowadzono do kin niewiele ponad rok temu. W swoim debiucie przedstawił reżyser historię rodzinnej tragedii, której bogowie przypisali bardzo złowrogi cel – i „Midsommar” poniekąd rozpoczyna się nawiązaniem do tego filmu. Główna bohaterka, Dani Ardor (Florence Pugh), traci rodziców i siostrę, cierpiącą na zaburzenia afektywne-dwubiegunowe. Sama też zaczyna borykać się z problemami natury emocjonalnej, jest przekonana, że została na świecie sama. Ważną rolę w jej życiu pełni już tylko Christian (Jack Reynor) – oschły i zdystansowany chłopak, którego stać wyłącznie na puste obietnice. Para wyrusza do Szwecji, by tam odwiedzić osadę, z której pochodzi ich wspólny kolega. Położona z dala od cywilizacji wioska zamieszkana jest przez tajemniczy kult.

MidsommarWBialyDzien3.jpg

     Czarna rozpacz łykającej leki psychotropowe Dani przypomina rozterki, z jakimi w „Hereditary” mierzyła się Toni Collette. Oba filmy garściami czerpią ze stylistyki folk horroru – ten nowszy, oczywiście, bardziej, bo jeszcze przed premierą obwołano go jako połączenie „Wicker Mana” oraz „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”. „Dziedzictwo” mieszało grozę z dramatem rodzinnym, a w „Midsommar” przeplatają się horror i dramat post-breakupowy. Wątek folklorystyczny zarysowany został zgodnie z klasycznymi wzorcami: członkowie wioski Hälsingland żyją w harmonii z naturą, ale ich ziemskie szczęście okupione jest brutalnymi rytuałami, które amerykańscy turyści poznają dopiero po przybyciu na miejsce. Jako horror wpisuje się „Midsommar” w nurt filmów o strasznej Europie, gdzie cudzoziemcy wiecznie ściągają na siebie kłopoty: dwa lata temu prąd ten dopłynął do Skandynawii i w efekcie powstał „Rytuał” Davida Brucknera – którego tytuł mówi sam za siebie. Ważniejszy pozostaje jednak wątek toksycznego związku między Dani a Christianem. Dziewczyna z trudem zwraca na siebie uwagę ukochanego, który lepiej odnajduje się wśród kumpli ze studiów. „Midsommar” to film o jednostronnej potrzebie empatii i próbie przebicia wewnętrznej tarczy, jaką osłaniają się niektórzy mężczyźni. Nieszczęsna Dani przekonuje się, że związek z Christianem jest równie martwy, jak jej rodzice.

Czytaj dalej Let the festivities begin. [„Midsommar. W biały dzień”, 2019]

Nonsense nuns. [„Herezja”, 2018]

     Jeżeli film dłuży się i przeciąga przy zaledwie osiemdziesięciu minutach, można śmiało mówić o porażce reżysera. Czasem zdarza się, że reżyser stawiający pierwsze kroki w swoim fachu kręci straszliwego gniota, a potem odbudowuje swój wizerunek w oczach widzów. U Paula Hyetta sprawa wygląda trochę inaczej: jego poprzedni horror, „Howl”, okazał się całkiem strawny, a nowsza „Herezja” wywołuję masę negatywnych odczuć. Warto przy tym wspomnieć, że począwszy od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych pracuje Hyett jako charakteryzator i specjalista od FX. Branżowe doświadczenie nie nauczyło go chyba zbyt wiele: „Herezja” to film nieudolny, amatorski i ślamazarny, a przy tym okraszony chyba najszpetniejszymi efektami specjalnymi, jakie dane mi było zobaczyć od kilku dobrych miesięcy.

Herezja4

     Akcja „Herezji” toczy się w siedemnastowiecznej Anglii. Podejrzana o kontakt z diabłem Persefona (Hannah Arterton) ma zostać stracona na stosie, ale zostaje zbawiona przez tajemniczą Matkę Przełożoną (Clare Higgins). Ta zabiera dziewczynę do swego zakonu i zapoznaje ją z grupą upadłych grzesznic. Mniszki mają na nowo odnaleźć w sobie sprzymierzenie z Bogiem, co wcale nie jest łatwe: ich wybawicielka wykazuje skłonność do sadyzmu. Persefonie zaczyna objawiać się tragicznie zmarła matka. Czy w kamiennym klasztorze kryją się demony?

Czytaj dalej Nonsense nuns. [„Herezja”, 2018]

When a man kills a woman. [„Nowojorski rozpruwacz”, 1982]

     Kiedy w 1982 roku Lucio Fulci powrócił ze swoim nowym filmem, natychmiast został on owiany złą sławą. „Nowojorski rozpruwacz” debiutował na ekranach w atmosferze skandalu, zresztą uzasadnionego. To kolejny horror, w którym maestro złego smaku używa sobie na bezbronnych kobietach. W filmie pod nóż tytułowego oprawcy trafiają wyłącznie atrakcyjne blondynki. Żadna z nich nie ginie szybko i bezboleśnie, bo nie w tym tkwi, według Fulciego, zabawa.

NYRipper-1

     „Nowojorski rozpruwacz” to horror o wyjątkowo slasherowej estetyce, stworzony jakby na eksport, z myślą o amerykańskiej widowni. Nie brak tu jednak charakterystycznego dla reżysera upodobania do sadyzmu – którego w takim „Halloween” na przykład nie uświadczymy. To, oczywiście, dwie różne produkcje, a i Fulciego nijak nie da się porównać z Johnem Carpenterem – skarbem narodowym USA. W Nowym Jorku grasuje wyjątkowo bezlitosny zabójca, który rozpruwa swoje ofiary przy użyciu noża kuchennego. Jego zbrodnie ściągają sen z powiek zmęczonemu życiem detektywowi Williamsowi: tak porywistej rzezi miasto nie doświadczyło od dawna. By powstrzymać impulsywnego psychopatę, porucznik nawiązuje współpracę z doskonale wykwalifikowanym psychoanalitykiem.

Czytaj dalej When a man kills a woman. [„Nowojorski rozpruwacz”, 1982]

Klątwa pokoleń. [„Ciemno, prawie noc”, 2019]

     Dolny Śląsk wciąż szczerzy na widzów swoje kły. Jedenaście lat po premierze „Pory mroku” – straszydła Grzegorza Kuczeriszki, realizowanego częściowo w Kotlinie Kłodzkiej – do łask wraca wałbrzyska groza. To w tym mieście osadzona jest akcja nowego filmu Borysa Lankosza, „Ciemno, prawie noc” – wzorowanego na bestsellerze Joanny Bator o identycznym tytule. Niestrudzona dziennikarka Alicja Tabor (Magdalena Cielecka) przybywa do Wałbrzycha, by zbadać sprawę dzieci, które z dnia na dzień przepadły bez śladu. Wychowała się tu, lecz z prowincją od lat nie ma żadnego związku – między innymi z powodu kiepsko gojących się traum. Kobieta rozmawia z bliskimi zaginionych i przekonuje się, że pozornie uśpione miasto skrywa wiele tajemnic. Na swojej drodze spotyka zdeformowanego niemotę, który zawzięcie próbuje podsunąć jej niezrozumiałą wskazówkę: „szukaj niekochanych”. To nie będzie zwykły reportaż…

CiemnoPrawieNoc1

     Książkowy pierwowzór Bator stanowi połączenie niekonwencjonalnego kryminału oraz powieści gotyckiej i wyróżniony został Nagrodą Literacką „Nike”. Adaptacja Lankosza też miesza gatunki i tropy, ale nie korzysta z prostych paradygmatów. Można w przypadku filmu mówić o nagromadzeniu wzorców i wyrazów, które raz do siebie przystają, a kiedy indziej – zupełnie nie, bo wydają się sprzeczne. Przenika się tu wiele stylistyk, całość ciężko jednoznacznie zdefiniować. „Ciemno, prawie noc” staje się miejskim mitem, psychologicznym dreszczowcem, wreszcie mrocznym kryminałem, obfitującym w tyleż przysadziste, co niekiedy mało wiarygodne plot twisty. Reżyser nie chce, by film został zaszufladkowany i prawda jest taka, że najprostsze epitety wcale się go nie trzymają. Nie sposób jednak pewnych klasyfikacji uniknąć. Sporo mówi się w „Ciemno, prawie noc” o demonach – chyba nie do końca wewnętrznych – które potrafią przechodzić przez ściany i zagnieżdżają się w naszych ciałach. Film nosi znamiona baśni, ale grimmowskiej w najbardziej dorosłym znaczeniu, stroniącej od happy endu.

Czytaj dalej Klątwa pokoleń. [„Ciemno, prawie noc”, 2019]

„It’s not your boy”. [„The Hole in the Ground”, 2019]

     Dzieci. Czasem spoglądamy im prosto w oczy i wydają nam się zupełnie obce. Młodość jest ulotna, a dojrzewanie to proces ciągłej przemiany – czasem przytłaczającej. Co jednak, gdy nasz syn całkiem już nie przypomina siebie samego? Z podobnym, choć straszliwszym problemem mierzy się Sarah O’Neill (Seána Kerslake) – bohaterka filmu „The Hole in the Ground” w reżyserii Lee Cronina. Sarah, samotna matka, sprowadza się z synkiem na prowincję. Potrzebuje nowego startu, ale nad jej życiem zaczyna władać paranormalna siła. Zamiast szansy na poskładanie swojej codzienności do kupy, otrzymuje kobieta kolejny cios od losu.

HitG2

     Nowy dom O’Neillów stoi u progu gęstego lasu. W nim zaś ukształtowało się rozłożyste, enigmatyczne zapadlisko. Nie wiemy, co w sobie kryje, zawsze jednak budzi spory niepokój, za pomocą kosmicznego kształtu. Choć głęboki, werteb nie pomieściłby w sobie zmartwień, jakie zaprzątają głowę Sarah. Cronin przygląda się w „The Hole in the Ground” matczynym lękom, próbuje zgłębić tematykę rodzicielstwa w chwili bezdennego kryzysu. Film ogląda się jak pęknięty portret familijny: w małym Chrisie (James Quinn Markey) stale narasta pociąg do zła, co znacząco odbija się na jego zatroskanej matce. Chłopiec staje się bowiem powłoką dawnego siebie – taką, która kryje demoniczną istotę. Wśród inspiracji, które bez reszty pochłonęły Cronina – dodać warto, że jest „The Hole…” horrorem odtwórczym – znalazły się „Inwazja porywaczy ciał”, „Babadook” oraz nowelka Johna Connolly’ego „The New Daughter”.

Czytaj dalej „It’s not your boy”. [„The Hole in the Ground”, 2019]