Archiwa tagu: gore

Zwycięski powrót

          „Friday the 13th” to więcej niż saga horrorów. To marka, renoma, producencki geniusz. Krytycy nie zostawiali na filmach z serii suchej nitki, a jednak przebojowa formuła krwawych slasherów przywracała Jasona Voorheesa do kin regularnie co rok. Do roku 2009 płodny cykl doczekał się dwunastu odsłon. Duża w tym zasługa reżysera Steve’a Minera, którego „Piątek, trzynastego II” do dziś pozostaje bardzo udanym sequelem.

friday2machete

     Nieszczęsnej Alice Hardy (Adrienne King), jedynej ocalałej z masakry dokonanej przez Pamelę Voorhees nad jeziorem Crystal, niedługo dane jest cieszyć się z życia. Dziewczyna zostaje zamordowana we własnym domu, zadźgana szpikulcem do lodu. Czy zdeformowany synalek pani Voorhees żyje i łaknie zemsty za śmierć matki? Przekonają się o tym młodzi dydaktycy, przygotowujący otwarcie obozu letniskowego po drugiej stronie kryształowej tafli.

Czytaj dalej Zwycięski powrót

Nurse fatale

             Narracja żywcem wyjęta z filmu noir, zabójczo czarny humor, pikanteria i kicz kina sexploitation. „Nurse 3D”, czwarty film fabularny w reżyserii Douglasa Aarniokoskiego, to pozycja dziwaczna i prowokacyjna; obraz, który z czystym sumieniem polecić można zdrowo zdystansowanym (i zdrowo trzepniętym) miłośnikom filmowej eksploatacji.

nurse

     Abby Russell (Paz de la Huerta), psychopatyczna pielęgniarka, wykorzystuje swój seksapil, by odwrócić uwagę od morderczej natury. Za dnia dziewczyna z oddaniem poświęca się chorym. Nocą przeistacza się w pragnącą krwi femme fatale i z zamiłowaniem pozbawia życia zdradzających swoje kobiety mężczyzn. Przekonana o męskiej bezużyteczności, Abby postanawia uwieść urodziwą koleżankę z pracy, Danni (Katrina Bowden). Gdy spotyka się z odrzuceniem, morduje jej niewiernego ojczyma. Tak uruchamia się spirala seksu i przemocy, która zamienia życie Danni w piekło.

Czytaj dalej Nurse fatale

„The south will rise again!”

         Pierwsze pełnometrażowe dzieło Tima Sullivana, krwistą czarną komedię „2001 Maniacs”, można polecać i odradzać, chwalić i besztać, kochać i nienawidzić. To jeden z tych filmów, które nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie, a zarazem ten typ horroru, na którego temat fani grozy mają wyrobioną, żelazną opinię. Obraz nakręcono jako luźny remake kultowego horroru Herschella Gordona Lewisa „Two Thousand Maniacs!” z lat sześćdziesiątych.

2001m

     Grupa napalonych uczniaków gubi się na prowincji Georgii podczas wyprawy z okazji ferii wiosennych. Trafiają na wiejską społeczność, której przewodzi niepokojąco towarzyski burmistrz Buckman (w tej roli Robert Englund). Młodzi imprezowicze z miejsca zostają zaproszeni do zabawy – okazuje się, że w odizolowanej osadzie wystawiane jest przyjęcie na cześć poległych w wojnie secesyjnej. Wieśniacy traktują studentów jak panów wszechrzeczy, płaszcząc się przed nimi i poniżając. Są w stanie zrobić wszystko, by uśpić czujność gości i móc… pożreć ich w całości.

Czytaj dalej „The south will rise again!”

„It’ll be a killer party!”

            Ciekaw jestem, jak Amerykanie – niewzruszeni prześmiewcy wszystkiego, co kanadyjskie – reagowali na spektakularne dokonania swoich sąsiadów w dziedzinie filmowego horroru. Bez wątpienia, w latach 70. i 80. tym obszarem kinematografii władali między innymi twórcy z Kanady. Tak jak książki nie oceniamy po okładce, filmu nie należy krytykować na podstawie narodowości reżysera. A już na pewno, kiedy nosi on tak sensacyjny tytuł jak „Happy Birthday to Me”.

happy_birthday_to_me

     Gwiazdka telewizji Melissa Sue Anderson występuje tu jako Virginia „Ginny” Wainwright, uczennica ekskluzywnej szkoły, mająca za sobą traumatyczne przeżycia. Groźny wypadek zmusił ojca bohaterki do poddania córki eksperymentalnej terapii medycznej. Kuracja spowodowała u niej tymczasową utratę pamięci. Teraz, na kilka dni przed osiemnastymi urodzinami, dziewczyna zaczyna odzyskiwać utracone wspomnienia. W tym samym czasie giną szkolni przyjaciele Ginny, mordowani jeden po drugim. Krwawe wydarzenia budzą w Virginii impulsy, jakich wolałaby nie znać. Policja prowadzi śledztwo w sprawie zabójstw; ich sprawca zostanie jednak ujawniony dopiero podczas makabrycznego przyjęcia urodzinowego.

Czytaj dalej „It’ll be a killer party!”

„Sure is a funky old house, ain’t it?”

            Stare horrory od zawsze przykuwały uwagę hollywoodzkich wyjadaczy, a nowe wersje znanych filmów grozy kręcono już w latach pięćdziesiątych. Jednak to u progu nowego milenium wybuchł boom na remake’i. Protoplastą znanego dziś aż za dobrze zabiegu adaptowania wizji innych twórców był William Malone, który jesienią 1999 roku wydał swój najpopularniejszy film, „Dom na Przeklętym Wzgórzu”.

hohh

     „Dom…” zapożycza elementy fabuły ze słynnego horroru Williama Castle’a o tym samym tytule, choć cała historia ulega zmianom. Oto ekscentryczny miliarder Steven Price (Geoffrey Rush) decyduje się urządzić przyjęcie-niespodziankę dla swojej kapryśnej małżonki (Famke Janssen). Miejscem imprezy zostaje położony przy nadmorskim wzniesieniu budynek, który siedemdziesiąt lat temu służył za mordownię, pozorowaną na szpital psychiatryczny. Bankiet przewiduje grę o grube pieniądze, w której udział weźmie piątka nieznanych sobie śmiałków – wszystko ku uciesze bogaczy. Radość uczestników przyjęcia trwa do momentu, kiedy okazuje się, że były szpital nawiedzany jest przez niegdyś zakatowanych pacjentów.

Czytaj dalej „Sure is a funky old house, ain’t it?”

A date to remember

           Gdy w 1980 roku na ekranach kin debiutował pamiętny „Piątek, trzynastego” Seana S. Cunninghama, towarzyszyła mu atmosfera zgorszenia obyczajowego. Film, pełen efektów gore, bez skrępowania epatował obrazami otwartej przemocy. Krytycy nie kryli nienawiści wobec produkcji Cunninghama, a wielu z nich okrzyknęło ją jako sezonowy przebojów – filmidło, które przepadnie bez echa.

kbaconf13

     Jednak „Piątek, trzynastego” nie umarł i w krótkim czasie zainicjował obszerną, wieloletnią serię horrorów. Zgromadził też armię fanów, zarobił krocie oraz wpisał się w księgi historii amerykańskiej popkultury.

Czytaj dalej A date to remember