Archiwa tagu: halloween

Cmentarz pogrzebanych nadziei. [„Smętarz dla zwierzaków II”, 1992]

     Witajcie w świecie, w którym bohaterowie bez zastanowienia mijają tabliczki z napisem wstęp wzbroniony i szlajają się po najupiorniejszych zakamarkach miasta, jakby nigdy nic – widzimy się w nim już po raz drugi. Po zaskakującym sukcesie „Smętarza dla zwierzaków” Paramount zlecił realizację sequela. Na stanowisko reżyserskie powróciła Mary Lambert, ale efekt jej pracy okazał się mniej zadowalający – do tego stopnia, że Stephen King całkowicie odciął się od filmu i nie chciał być z nim wiązany. Tam, gdzie pierwszy „Smętarz…” miał straszyć i niepokoić, kontynuacja próbuje obrzydzać. „Dwójka” z reguły bywa słabsza od oryginału i w tym przypadku schemat się sprawdza: to horror pełen przemocy, za to pozbawiony poezji.

PetSematary2-01

     Rolę przodującą powierzono nastoletniemu Edwardowi Furlongowi, który dopiero co debiutował w „Terminatorze 2: Dniu sądu”. Jego Jeff Matthews przenosi się ze słonecznego L.A. do skąpanego w smutku Ludlow – oczywiście w stanie Maine. Matka bohatera, popularna aktorka, zginęła na planie zdjęciowym nowego filmu grozy i Matthewsowie próbują rozpocząć wszystko od nowa. Ojciec-weterynarz otwiera klinikę dla czworonogów, a Jeff musi odpierać ataki szkolnych oprychów. Kiedy dowiaduje się o indiańskim cmentarzysku, gdzie pochowane ciała wracają do życia, w jego głowie roi się rozpaczliwy plan.

Czytaj dalej Cmentarz pogrzebanych nadziei. [„Smętarz dla zwierzaków II”, 1992]

Reklamy

„Does that sign say ‚Deathville’?” [„The Barn”, 2016]

     Rok 1989. Mieszkańcy Wheary Falls szykują się do obchodów święta halloween. Dla niektórych jest ono najbardziej plugawym spośród dni, bo przypomina o okrutnym morderstwie sprzed wielu lat. Inne podejście wykazują przyjaciele z liceum, Sam (Mitchell Musolino) i Josh (Will Stout), którzy − z racji wieku − gardzą już cukierkami, ale nigdy nie machną ręką na sąsiedzkie psikusy. W towarzystwie kilkorga przyjaciół kawalarze mają zamiar broić całą noc. Po zmroku grupa postanawia zatrzymać się przy opuszczonej stodole i urządzić popijawę. Nikt nie wie, że w rolniczej kanciapie czai się zło.

TheBarn2016 2

     Krew, bebechy, nagie cycki i dużo rock and rolla. Wszystkiego tego możecie spodziewać się po „The Barn” − mikrobudżetowym retro horrorze w reżyserii młodego zdolniachy, Justina M. Seamana. Film stara się odwzorować styl ejtisowych slasherów i spisuje się na tym polu doskonale. Seaman z dużą wprawą replikuje archaiczne rzemiosło: operując wyłącznie sztucznym oświetleniem, kamerą zoomując masakrowane ciała i teatralnie przerażone twarze. Przedstawia nam tercet antybohaterów − Boogeymana, Hollow Jacka i upiornego stracha na wróble − którzy zrobią wszystko, by zamienić halloween w piekło na ziemi.

Czytaj dalej „Does that sign say ‚Deathville’?” [„The Barn”, 2016]

„You don’t believe in the Boogeyman? You should”. [„Halloween”, 2018]

     Już w przyszłym tygodniu polskie kina nawiedzi reboot „Suspirii”. Obecnie ekrany należą jednak do Michaela Myersa, za sprawą którego widzom znów urywają się z gardzieli głośne okrzyki. Na sequel „Halloween” − a przy tym jedenastą odsłonę dochodowej serii − czekali wszyscy fani horroru. Opłaciło się powierzenie kontynuacji Jasonowi Blumowi − bo choć nie zmiecie ona nikogo z nóg, i tak wypadła naprawdę przyzwoicie. Blum obrał sobie za cel przywrócenie Myersa do życia po latach filmowych upokorzeń (takich, jak „Halloween: Resurrection”). W czołówce intensywnie pomarańczowym creditsom towarzyszy animacja mocno nadgniłej dyni, która powoli wraca do swej październikowej formy i odzyskuje dawną chwałę. To dokładnie ten sam lampion, który wykorzystany został w prologu oryginalnego „Halloween” (1978).

Halloween-2018-3

     Produkcja Bluma − reżyserowana przez Davida Gordona Greena − raczej nie zyska tak chwalebnego statusu, jak pierwowzór. John Carpenter nakręcił horror bezpretensjonalny, chwilami minimalistyczny, ale napędzany wrzącym suspensem. Green zadbał, by zawarto w sequelu przynajmniej kilka scen, które zjeżą widowni włos na głowie, ale sam film jest znacznie mniej ascetyczny. Cisza i prostota z dawnych lat w najnowszym „Halloween” wydaje się pokaleczona, co najbardziej akcentuje wątek Ranbira Sartaina (Haluk Bilginer) − doktora o podejrzliwym usposobieniu. To postać szalenie przerysowana, finalnie wręcz komiksowa; jej cele i motywacje są natomiast, na złość scenarzystom, do bólu przewidywalne. Poza Sartainem wprowadzono do skryptu wiele nowych postaci, między innymi rezolutną scene stealerkę Vicky (Virginia Gardner), która − niefortunnie − przekonuje się, że w niektóre miejskie legendy warto wierzyć. Przywróceni zostali też bohaterowie oryginału: w finale pojedynek z Myersem toczy jego największy wróg, Laurie Strode. Dla Jamie Lee Curtis to moment powrotu do świetności. By zmierzyć się z Michaelem, Laurie nie musiała wcale dorosnąć: już w pierwszym „Halloween” była bystra i dojrzała. Transformacja postaci ma inny wymiar − z damy w opałach staje się ona krzepkim bad assem.

Czytaj dalej „You don’t believe in the Boogeyman? You should”. [„Halloween”, 2018]

Niewarte ugryzienia. [„Bad Apples”, 2018]

     Halloween. Dwie czternastolatki zakładają na twarze upiorne maski i ruszają w miasto. Już przy narodzinach spotkała je wielka tragedia − ktoś mógłby wręcz powiedzieć, że bliźniaczki od początku dotknięte były jakimś mrocznym piętnem. Znudzone spokojnym życiem u boku wiecznie nieobecnego ojca, bohaterki chwytają za noże. Zamiast wykrajać dynie, będą szlachtowały przypadkowe ofiary.

BadApples2

     Niskobudżetowy slasher „Bad Apples” nawet przy innych niskobudżetowych slasherach prezentuje się dość kulawo. „Hayride” i jego sequel wyglądają przy filmie Bryana Coyne’a jak hollywoodzka pierwsza liga − śmierdzą grubymi pieniędzmi, chociaż powstały za kilkadziesiąt tysięcy dolarów. W „Bad Apples” jedną z bardziej imponujących scen ma być ta, w której Richard Riehle przebity zostaje… jankeską flagą. Nie jest to moment ani szczególnie patriotyczny, ani antyamerykański; nie stanowi komentarza politycznego. Razi za to jakością wykonania, bo pod truchłem Riehle’a zbierają się kałuże ciemnopomarańczowej „krwi”.

Czytaj dalej Niewarte ugryzienia. [„Bad Apples”, 2018]

Upiorny klaun powraca. [„Terrifier”, 2017]

     Gdy w 2013 roku w serwisach VOD zadebiutowała horrorowa antologia „All Hallows’ Eve”, krytycy zgodnie przyznali, że najciekawszą jej odsłoną jest nowela o tytule „Terrifier”. Dwudziestominutowy segment o zabójczych podbojach przerażającego klauna nakręcony został w zgodzie z grindhouse’ową estetyką i uczynił ze swojego antybohatera ikonę grozy w toku tłoczenia. Po pięciu latach „Terrifier” powrócił w wersji pełnometrażowej. Czy jest to udany comeback?

Terrifier4

     Noc halloween. Dawn (Catherine Corcoran) i Tara (Jenna Kanell, „Bye Bye Man”) próbują dostać się do domu, ale są zbyt pijane, by siadać za kierownicą. Udają się więc do opustoszałej pizzerii, w której przebywa jedynie mężczyzna w stroju klauna (David Howard Thornton). Groteskowy makijaż przebierańca budzi w Tarze niepokój, a jego martwe spojrzenie zdaje się ją wręcz plądrować. Wystraszone, dziewczęta czym prędzej gnają w stronę samochodu, który – jak się okazuje – ma przebite opony. Bohaterki wpadają w wir przerażających wydarzeń. Ten wieczór zostanie naznaczony krwawym piętnem.

Czytaj dalej Upiorny klaun powraca. [„Terrifier”, 2017]

Motocykliści, kajdanki i upiory z szafy. [„Hellbent”, 2004]

     Rok 2004 nie zapisał się w kartach filmowego horroru jako szczególnie pamiętny. Gdzieś pomiędzy „Krwawą masakrą w Hollywood” Tobiego Hoopera a kingowską „Jazdą na kuli” do kin wszedł jednak tytuł, który z perspektywy lat jawi się jako fenomen – przynajmniej we własnej specyfice. Niskobudżetowy „Hellbent” w reżyserii Paula Etheredge’a-Ouztsa dumnie zapowiadany był jako pierwszy slasher o tematyce gejowskiej. To przodownictwo jest kwestią dyskusyjną; choćby „Blady strach” (2003) wyprzedzał wydany przez here! projekt zarówno na gruncie podgatunkowym, jak i tematycznym. Dziś w obrębie queer horroru „Hellbent” pozostaje bodajże najbardziej cenionym dokonaniem. Dr. Claire Sisco King napisała na jego temat 21-stronicową pracę naukową. Etheredge powiedział kiedyś, że „filmy stanowią odzwierciedlenie kultury, w jakiej się je tworzy”. I faktycznie, „Hellbent” przepojony jest kulturą queer – w najlepszym tych słów znaczeniu.

Hellbent01

     Jeszcze przed wejściem na plan zdjęciowy Etheredge zadeklarował, że w jego filmie pojawią się upiory, motocykliści, kajdanki, ostre imprezy i słodki seks. Gdyby akcję „Hellbent” osadzono w Boreville w stanie Nebraska, reżyser mógłby nie sprostać temu zadaniu. Na szczęście bohaterami filmu są mieszkańcy gejowskiej stolicy Los Angeles. W halloweenową noc grupa atrakcyjnych przyjaciół wybiera się do jednego z najgorętszych klubów w West Hollywood. Wszyscy są napaleni, spijają litry alkoholu i bawią się, jakby nie było jutra. Szampańskim swawolom przygląda się Diabeł z gołym torsem, w ręku trzymający piekielnie ostry sierp.

Czytaj dalej Motocykliści, kajdanki i upiory z szafy. [„Hellbent”, 2004]