Archiwa tagu: halloween

Strach się bać

     Przeniesienie do świata filmu magii prozy Stephena Kinga to wymagający wyczyn i każdy fan horroru wie, że dotychczas tym czarem swoje dzieła natchnęli nieliczni reżyserzy. Mick Garris, choć nie jest ani De Palmą, ani tym bardziej Kubrickiem, często stawia czoła mistrzowi literackiej grozy. Po „Lunatykach” czy telewizyjnej „Autostradzie strachu” rozczarował widzów raz jeszcze, w 2004 roku adaptując „Jazdę na kuli”.

     Film opowiada dokładnie tę historię, co powieść Kinga pod tym samym tytułem. Poznajemy Alana (Jonathan Jackson), studenta Uniwersytetu Maine, artystę i outsidera, niezdrowo zaprzątniętego życiem pozagrobowym i myślami suicydalnymi. Chłopak dowiaduje się, że jego samotna matka trafiła do szpitala po wylewie. Do oddalonej o kilkadziesiąt mil lecznicy bohater usiłuje dostać się autostopem. Po drodze poznaje pomocnych kierowców – ludzi intrygujących, ekscentrycznych, a czasem i podejrzanych…

Czytaj dalej Strach się bać

Antologia strachu

     Był „REC”, było „Paranormal Activity” oraz inne produkcje inspirowane stylistyką wymienionych filmów. Found footage jako sposób filmowej narracji nigdy przed końcówką lat dwutysięcznych nie znajdował się w centrum uwagi twórców kina grozy, choć taki „Cannibal Holocaust” to przecież horror archaiczny. Teraz dobrze straszący reżyserzy czują się zobowiązani dostarczyć swojej widowni opowieść z nurtu found footage. Skutek przedstawienia filmu kręconego „od ręki” nie może być neutralny – efekty albo do widza przemawiają, albo nie. „V/H/S” jest nie tylko sugestywny; to pierwszoligowy horror i jedno z ciekawszych przedsięwzięć 2012 roku.

     Grupka oprychów, z upodobaniem nagrywająca swoje wykroczenia, ma za zadanie wykraść kolekcję tajemniczych kaset wideo. W tym celu włamują się do domu ekscentrycznego starszego mężczyzny. Choć zlecenie wydaje się proste, do łatwych nie należy. Starzec, który domniemanie nie żyje, pojawia się i znika, a kamera bandytów zaczyna rejestrować coraz dziwniejsze sytuacje. Są jeszcze upiorne kasety magnetowidowe. Każdy nośnik odsłania przed widzem mrożącą krew w żyłach historię – sytuację realną. Nowelki składają się na cały „package film”.

Czytaj dalej Antologia strachu

Zły skręt. Prosimy o powrót!

     O „Drodze bez powrotu 5” nie można napisać wiele dobrego. Ba, o tym filmie w ogóle ciężko się rozpisać. Najnowszy obraz Declana O’Briena nie jest kreatywny i uparcie podąża tropem wcześniejszych dokonań reżysera, a więc trzeciej i czwartej odsłony popularnej sagi. Powraca lichej próby gore i wyolbrzymiona do potęgi głupota. Profanacja trwa w najlepsze…

     Całą żółć, która psuła radość z projekcji ostatnich sequeli oryginalnego „Wrong Turn”, znajdziecie tutaj. Jeśli bardzo udana „Droga bez powrotu 2” podniosła serii poprzeczkę, „trójka” tylko ją pogrążyła. „Wrong Turn 5” natomiast zdaje się powielać wszystkie wady swoich poprzedników i lepi z nich coś na oślep. Powstaje bardzo niekształtna horrorowa masa; jeśli ciasto, to tylko zakalec.

Czytaj dalej Zły skręt. Prosimy o powrót!

Dążąc za monety blaskiem…

     Tytuł recenzji nie jest przypadkowy. Powszechnie wiadomo, że czwarta odsłona halloweenowej serii powstała w celach mocno komercyjnych. Twórcy przywrócili postać Michaela Myersa, mordercy odzianego w strój bywalca zakładu psychiatrycznego. Czy wyszło im to na dobre?

     Zarys fabuły jest całkiem przewidywalny. W dżdżystą noc, tuż przed niekoniecznie radosnym świętem duchów, dochodzi do mordu – funkcjonariusze ze szpitala w Smith’s Grove eskortują obłąkanego mordercę karetką; przez niego też zostają zabici. Ów szaleniec to Myers – przez dekadę przetrzymywany w Ridgemont Federal Sanitarium. Psychopata powraca do Haddonfield, gdzie zamieszkuje młoda Jamie Lloyd, jego siostrzenica, tak więc córka (rzekomo) zmarłej Laurie Strode. Jamie dorasta w rodzinie zastępczej i boryka się z problemami codzienności; jest prześladowana przez rówieśników, rozpaczliwie poszukuje troski i uczucia, które niespodziewanie zostały jej odebrane. Doświadcza również wizji, w których objawia jej się wuj Michael. Wkrótce ma stanąć z nim oko w oko.

Czytaj dalej Dążąc za monety blaskiem…

„Demons… Not so smart”

     O ile wydany bezpośrednio na rynek DVD remake horroru z lat osiemdziesiątych nie zawsze musi okazać się całkowitym nieporozumieniem (patrz April Fool’s Day), o tyle publikowany z pominięciem dystrybucji kinowej remake autorstwa Adama Gierascha i Jace’a Andersona nie ma szans na bycie przyzwoitym filmem. Night of the Demons trzyma kaleki poziom wielu innych niskobudżetowych obrazów wyżej wymienionych, kpiąc sobie raz po raz ze smaku i przyzwoitości widza.

     Historia jest błaha i głupkowata – trudno w końcu po horrorze o nocy demonów oczekiwać skomplikowanej fabuły i zagmatwania wątków. Rzecz dzieje się w Luizjanie. Scena otwierająca film, nakręcona w tonacji taniej sepii, rozgrywa się w roku 1925 w rezydencji państwa Broussard. Młoda kobieta popełnia samobójstwo, skacząc z balkonu z pętlą wokół szyi, domniemanie w ucieczce przed zagrożeniem. Jej ciało zostaje zdekapitowane. Mało wyszukaną opowiastką od tej pory straszą się lokalne dzieciaki, przypisując zajściu paranormalny podtekst. Dekady później w domu Broussardów odbywa się przyjęcie, którego pomysłodawczynią jest ekscentryczna Angela. Grupka nieszczęśników zostaje omyłkowo zamknięta w opuszczonej posiadłości. Decydują się na podróż po piwnicy…

Czytaj dalej „Demons… Not so smart”

Keczupowe lata osiemdziesiąte

     Muszę przyznać, że z dużym dystansem podchodziłem do tego tytułu – kultowego w pewnych kręgach, zresztą cieszącego się popularnością zasłużenie, lecz nadal naiwnego i oferującego znacznie mniej niż chciałoby się oczekiwać. Podobnie jak znakomita większość filmów grozy doby lat 80. ubiegłego stulecia, „Noc demonów” to dzieło oryginalne inaczej, przepojone kliszami i rutyną. Jednak – a niech mnie – błaha historia w wydaniu niezbyt wziętego twórcy Kevina Tenneya okazuje się mieć na tyle silny potencjał, że i obok jej niedostatków przechodzi się obojętnie.

     „Noc demonów” to film afabularny. Bynajmniej nie pozbawiony akcji jak ambitniejsze dokonania Bruno Dumonta czy Jamesa Benninga, jednak wyraźnie nie stawiający na swojej treści akcentu. W tym uznanym horrorze, stawianym często za kwintesencję kina grozy sprzed ponad dwóch dekad, dyskusyjna linia fabularna stanowi pretekst do wrzucenia widza prosto w wir uproszczeń, nonsensu i kołtunerii, z których zbudowany jest cały projekt. Rzec, że „Night of the Demons” dotyczy grupki młodych, uwięzionych na chybionym przyjęciu rozgrywającym się w nawiedzonym domu, to wypowiedzieć się na temat fabuły wyczerpująco. Demony w niestarannej charakteryzacji, trzydziestoletni licealiści i radosny absurd wypełniają intrygę przez blisko półtorej godziny.

Czytaj dalej Keczupowe lata osiemdziesiąte