Archiwa tagu: home invasion

„Discretion is the name of the game”. [„13 kamer”, 2015]

          Premiera kinowa: 28 grudnia.

     Gerald (Neville Archambault) − mężczyzna o martwym spojrzeniu i wiecznie rozdziawionej gębie − zajmuje się wynajmem nieruchomości. Właśnie znalazł parę nowych klientów. Claire i Ryan (Brianne Moncrief, PJ McCabe) spodziewają się potomka, a w domu na przedmieściach próbują przygotować się do rodzicielstwa. Ciężarna kobieta nie podejrzewa, że mąż-krawaciarz zdradza ją ze swoją asystentką. To jednak najmniejszy z problemów, jakie powinny niepokoić małżonków. Niepozorny i małomówny Gerald jest tak naprawdę maniakiem seksualnym, a całe mieszkanie naszpikował ukrytymi kamerami, by przyglądać się codziennym poczynaniom swoich najemców. Gdy Ryan i Claire opuszczają gniazdo, dochodzi w nim do obleśnych rytuałów.

13-kamer2

     „13 kamer” to film o dość wątłym scenariuszu i mało efektownym finale, ale jego pierwszy akt jest o tyle ciekawy, że przyciąga uwagę jednocześnie nas odstręczając. Duża w tym zasługa głównego antagonisty, granego przez Archambaulta. Jego karykaturalny manieryzm pomylić można z zaburzeniem psychoruchowym: widzimy mężczyznę, który ciągnie za sobą nogi niczym zombie i przemawia głosem truposza, martwego od dobrych kilku lat. Gdy Gerald przygląda się półnagiej Claire na trzynastu monitorach, siedząc w swojej przyciemnionej melinie, jego zwilżone śliną usta przybierają kształt perfekcyjnego okręgu. Powiekami nie mruga ani razu, bo hipnotyzuje go skóra lokatorki. Gerald to skończony creep, a po scenie lizania przez niego szczoteczki do zębów (nie swojej, rzecz jasna) już nigdy nie będziecie tacy sami.

Czytaj dalej „Discretion is the name of the game”. [„13 kamer”, 2015]

Reklamy

Blood is in my eyes and nothing is rhyming. [„Mandy”, 2018]

     Podobnie jak w „The Wicker Man”, Nicolasowi Cage’owi znów przyszło zmagać się z morderczym kultem. Jego bohater dostaje w kość, ale tym razem nie pozostaje nikomu dłużny. Red Miller to bowiem mężczyzna o dzikich popędach i pierwotnym instynkcie, który za zabójstwo ukochanej odegra się nawet osławionym brutalom. Po drodze sporo wycierpi, ale osiągnie swój cel i rozpęta piekło na ziemi. Dźwignią, która wprawi w ruch jatkę, całą machinę szaleństwa, będzie energia id Reda − jego impulsywność, chęć natychmiastowego zaspokojenia animalnych potrzeb… „Mandy” przystrojona została po królewsku − czemu zawdzięczamy poetycką formę jej realizacji − ale przede wszystkim jest to film o przekraczaniu granic zwierzęcości, które tkwią w każdym z nas. Ten prymitywny pierwiastek odkrywa w sobie protagonista grany przez Cage’a − aktora głęboko wierzącego, że to w amoku tkwi metoda na sukces. Panos Cosmatos znów stworzył kawał obłędnego kina niezależnego i uwierzcie − chcecie się z nim zmierzyć.

Mandy2

     Warto zaznaczyć, że „Mandy” nie sprosta wszystkim gustom: przede wszystkim ma łechtać upodobania miłośników groteski. Film miesza ze sobą art house i grindhouse, jednak nawet średnio przytomny widz zauważy, jak bliskie są Cosmatosowi midnight movies. To właśnie pociąg do brutalności, typowej kinu exploitation, odcisnął na „Mandy” wyraźniejsze piętno. Tytułowa bohaterka ginie spalona żywcem, a Red musi się temu przyglądać. Przeprowadzona zostaje specyficzna forma gwałtu. Mężczyzna, jak w horrorach rape and revenge, odnajduje w sobie siłę i wyrusza na polowanie. Kulminacją jego bezkompromisowych łowów będzie walka na piły mechaniczne, a później − mord przy użyciu gołych rąk. „Mandy” to projekt przejaskrawiony, napędzany zarówno patosem, jak i chorym dowcipem. Zajmujący jest absurd, którym Cosmatos operuje z dużą wprawą. Nie tylko utrata wybranki prowokuje w Redzie agresję: błędnie pozostawiony przy życiu brodacz dokonuje też pomsty za ulubioną koszulkę, która w toku gwałtu została porwana. By zwiększyć swoje szanse na efektywną rzeź, samodzielnie odlewa wielki, metalowy topór. „Mandy” to gorączkowy sen każdego fana „seansów o północy”, a zarazem solidne kino autorskie.

Czytaj dalej Blood is in my eyes and nothing is rhyming. [„Mandy”, 2018]

Niewarte ugryzienia. [„Bad Apples”, 2018]

     Halloween. Dwie czternastolatki zakładają na twarze upiorne maski i ruszają w miasto. Już przy narodzinach spotkała je wielka tragedia − ktoś mógłby wręcz powiedzieć, że bliźniaczki od początku dotknięte były jakimś mrocznym piętnem. Znudzone spokojnym życiem u boku wiecznie nieobecnego ojca, bohaterki chwytają za noże. Zamiast wykrajać dynie, będą szlachtowały przypadkowe ofiary.

BadApples2

     Niskobudżetowy slasher „Bad Apples” nawet przy innych niskobudżetowych slasherach prezentuje się dość kulawo. „Hayride” i jego sequel wyglądają przy filmie Bryana Coyne’a jak hollywoodzka pierwsza liga − śmierdzą grubymi pieniędzmi, chociaż powstały za kilkadziesiąt tysięcy dolarów. W „Bad Apples” jedną z bardziej imponujących scen ma być ta, w której Richard Riehle przebity zostaje… jankeską flagą. Nie jest to moment ani szczególnie patriotyczny, ani antyamerykański; nie stanowi komentarza politycznego. Razi za to jakością wykonania, bo pod truchłem Riehle’a zbierają się kałuże ciemnopomarańczowej „krwi”.

Czytaj dalej Niewarte ugryzienia. [„Bad Apples”, 2018]

„He just wants to play with dolls”. [„Ghostland”, 2018]

     Pascal Laugier znów to zrobił. Dokładnie dziesięć lat po premierze kontrowersyjnego „Martyrs. Skazani na strach” ponownie zamknął niewinne dziewczęta w piwnicy i poddał je ostrym torturom. Pamiętam, że po obejrzeniu jego opus magnum nie mogłem dojść do siebie przez dobry tydzień: tak bestialski, odbierający wiarę w dobro był to film. „Pech” chce, że pozostają produkcje Laugiera świetnie skonstruowane, zaskakujące w swym okrucieństwie. Nie nazwiemy ich zwykłymi shockerami, bo to znaczące niedopowiedzenie. Jakkolwiek niepokojące nie byłyby fantazje 46-letniego Francuza, talentu reżyserskiego odmówić mu nie można.

Ghostland2

     Nowy projekt Laugiera, „Ghostland”, porusza się na dwóch płaszczyznach narracyjnych − przeskakuje pomiędzy snem a rzeczywistością, między przeszłością a chwilą aktualną. Beth (Emilia Jones) i Verę (Taylor Hickson) poznajemy, gdy wraz z matką wprowadzają się do wiejskiego domu, odziedziczonego po ekscentrycznej ciotce. Posiadłość szpecą setki upiornych, mechanicznych lalek, które wyskakują zza luster i wydają z siebie transylwańskie wręcz chichoty. Beth, fanka Lovecrafta i aspirująca pisarka, dowiaduje się, że w okolicy grasują mordercy. Choć nowiny te mogłyby stanowić dla niej literackie natchnienie, na obracanie piórem nie ma czasu: późną nocą do drzwi byłych mieszczanek pukają bowiem nieznajomi. Spotkanie przyniesie bardzo drastyczne skutki…

Czytaj dalej „He just wants to play with dolls”. [„Ghostland”, 2018]

„There ain’t no why to evil”. [„Psychopaths”, 2017]

     Z kiepsko strzeżonego szpitala dla obłąkanych wydostaje się kilkoro pacjentów. Są to jednostki nie tylko chore umysłowo, ale też śmiertelnie niebezpieczne. Pewne małe, kalifornijskie miasteczko przykryły już nocne chmury. Czas, by rozpętało się prawdziwe piekło…

Psychopaths2017-2

     „Psychopaths”, najnowszy straszak Mickeya Keatinga, swoją premierę zaliczył okrągły rok temu, na festiwalu w Tribece, ale serwisy VOD zaatakował dopiero niedawno. W filmie Keating przemawia niskim głosiwem Jeffa Daniela Phillipsa, który pełni rolę wszechwiedzącego narratora. Z offu padają łamiące czwartą ścianę słowa: „wybaczcie, jeśli bezinteresowna przemoc kole Was w oczy, a historię uważacie za pełną niejasności”. Wiele mówią one o charakterze projektu, który urzeka czystym szaleństwem oraz intrygującym manieryzmem.

Czytaj dalej „There ain’t no why to evil”. [„Psychopaths”, 2017]

Total extermination of the heart. [„Nieznajomi: Ofiarowanie”, 2018]

     Czteroosobowa rodzina – matka, ojciec i dwoje dzieci – przybywa do Gatlin Lake, gdzie mieści się osiedle kempingowe. Błogi wypoczynek w letniskowym kurorcie stanie się walką na śmierć i życie. Okazuje się, że trójka uzbrojonych napastników wymordowała wszystkich miejscowych wczasowiczów, a Kinsey (Bailee Madison) i jej najbliżsi mają stanąć w kolejce pod nóż. Noc jest młoda. I będzie krwawa… Nie spodziewałem się, że „Nieznajomi: Ofiarowanie” przypadną mi do gustu. To przecież sequel filmu sprzed dziesięciu lat, który przeszedł przez wyjątkowo skwarne piekło developmentowe. A jednak zdołał Johannes Roberts nakręcić wyjątkowo efektowny horror, który po trosze stanowi zgrabną kontynuację pierwszych „Nieznajomych”, a po części jawi się jako twór autonomiczny, dumny z własnej inności.

StrangersPreyAtNight2

     Tym różni się „Ofiarowanie” od swojego poprzednika, że nie jest pełnym suspensu thrillerem. W filmie znalazło się kilka sekwencji okrutnego, psychologicznego zastraszania, choć tytułowych nieznajomych częściej widzimy w akcji – i to całkiem dosłownej. Kontynuacja jest bardziej dynamiczna niż prequel, bywa soczyście sensacyjna, chwilami wręcz wykrzyczana. Oryginał z 2008 roku wielu krytyków uznało za intymną, ale burzliwie emocjonującą odtrutkę na splat-packową ekstremę. W sequelu kameralność schodzi na drugi, może nawet piąty plan, a Roberts korzysta z innych niż Bertino środków wyrazu. Jego projekt to rasowy, ejtisowy slasher – o intensywnej barwie i bardzo „kompaktowym” scenariuszu.

Czytaj dalej Total extermination of the heart. [„Nieznajomi: Ofiarowanie”, 2018]