Archiwa tagu: James Wan

Do trzech razy sztuka. [„Annabelle wraca do domu”, 2019]

     Dopiero co gościliśmy w kinach Chucky’ego, a na horyzoncie już pojawił się kolejny horror o morderczej lalce: mowa oczywiście o „Annabelle wraca do domu”. Zabawki opętane przez diabelskie moce są w tym roku bardzo trendy, czemu dowodzi też inna nadchodząca premiera, „Brahms: The Boy 2” (na ten sequel będziemy musieli zaczekać do grudnia). Powtarzalność wcale nie musi być dla kina grozy ułomnością. Wystarczy wspomnieć pozycje, które okazały się sukcesem, choć zbudowano je na kanwie najprostszych motywów: „Pyewacket”, „Terrifier”, nawet „Nieznajomych: Ofiarowanie”. Seria „The Conjuring” też żongluje sprawdzonymi schematami i zaskarbiła sobie tytuł jednej z najbardziej dochodowych w swym gatunku. Pięć lat temu widzieliśmy pierwszą „Annabelle”, a przed dwoma laty – jej bardziej udaną kontynuację. Stara maksyma mówi: do trzech razy sztuka. Niestety, tym razem czarodzieje z Warner Bros. raczej nikogo nie nastraszą.

AnnabelleComesHome1

     Prolog „Annabelle wraca do domu” budzi apetyt na pełnokrwisty, dosadny horror. Po ekranie spływają wielkie, karminowe litery, składające się na tytuł filmu i chwilę później mkniemy już samochodem przez ciemną, spowitą w mgle drogę. Za kierownicą siedzi Ed Warren, tuż obok – jego żona Lorraine (niezmiennie: duet Patrick Wilson-Vera Farmiga). Para nieustraszonych demonologów wraca do domu z nowym nabytkiem: tytułową lalką. Gdy okazuje się, że przeklęta kukła potrafi kontrolować otaczającą ją przestrzeń, Ed niemal ginie w wypadku. Warrenowie zamykają Annabelle w szklanej gablocie, święcą jej sarkofag przy pomocy egzorcysty, a swojej córce zakazują schodzenia do piwnicy. Judy (Mckenna Grace) pilnie przestrzega rodzicielskich nakazów, ale jej opiekunki mają inne plany. Pod nieobecność Warrenów chcą obejrzeć pokój potworności, gdzie ukryte są nawiedzone przedmioty z całej Ameryki. Jak wiadomo, ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

Czytaj dalej Do trzech razy sztuka. [„Annabelle wraca do domu”, 2019]

Upiorna panna młoda. [„Topielisko. Klątwa La Llorony”, 2019]

     Żyjemy w czasach, kiedy horror nie jest już gatunkiem błahym i pozbawionym ambicji − widzowie coraz częściej utożsamiają ekranową grozę z kinem zaangażowanym społecznie, diagnozującym patologie w relacjach międzyludzkich. Wciąż jednak nie brakuje straszaków lżejszego kalibru: takich, które przeciętnemu zjadaczowi popcornu wydadzą się znajome, proste w odbiorze, a i wywołają samoistne podskoki w fotelu, kiedy trzeba. Wszyscy lubimy odprężyć się przy niezobowiązującym filmie, fajnie tylko, gdyby został on zrealizowany z polotem, nie nużył po kwadransie spędzonym z bohaterami. „Topielisko. Klątwa La Llorony” niewiele ma wspólnego z lekką, filmową rozrywką. To horror do bólu sztampowy i przewidywalny, wprowadzający widza w dojmująco apatyczne stany. W najlepszym wypadku wzbudzi w Was obojętność.

Topielisko3.jpg

     O „Topielisku” zrobiło się głośno, gdy producenci powiązali tytuł z serią „Obecność” i jej spin-offami − to już szósty segment dochodowego cyklu. Sposób, w jaki nawiązuje Michael Chaves do warnerowego uniwersum, jest, niestety, banalny: w jednym tylko flashbacku przytoczona zostaje historia lalki Annabelle. Po ubiegłorocznej „Zakonnicy” twórcy dalej brną w odcinanie kuponów; tyle że upiorną siostrę oglądaliśmy w wymienionym horrorze co chwilę, a w „La Lloronie” wspominki opętanej zabawki nie mają właściwie żadnego znaczenia, nijak nie wpływają na fabułę. Fabułę nudną i przewałkowaną setki razy, warto dodać. Linda Cardellini gra tu udręczoną matkę, która zrobi wszystko, by uratować swoje dzieci przed złowieszczą siłą. Brzmi znajomo?

Czytaj dalej Upiorna panna młoda. [„Topielisko. Klątwa La Llorony”, 2019]

Krótka piłka: „Obecność 2” [2016]

     Przez kilkanaście dobrych minut wierzyłem, że „Obecność 2” to usprawniona kontynuacja dochodowego blockbustera sprzed lat trzech – jeden z tych horrorowych sequeli (wcale nie tak nielicznych), które okazują się lepsze niż ich poprzednicy. Moje uznanie kulminację osiągnęło podczas sceny z udziałem Very Farmigi, gdy Lorraine Warren „mierzy się” z przerażającym malowidłem. Szybko jednak wróciłem na właściwe sobie tory percepcyjne, a finalną oceną, jaką filmowi przyznałem, okazało się sześć i pół punktu na dziesięć możliwych. Drugą „Obecność” postrzegam tak samo, jak niemal wszystkie straszaki Jamesa Wana – jako rozrywkę na wysokim poziomie, ale nie mistrzostwo w swoim gatunku, obraz udany bardziej niż nieudany, za to gorliwie obstający przy dolegliwej sztampie. Doceniam umiejętność reżysera do rozpalenia w dziecięcych aktorach ogniska żarliwej ekspresji, doceniam jego oko do szczegółów – w „Obecności 2” każdy najdrobniejszy rekwizyt scenograficzny zdaje się być tchnięty jakąś nieziemską siłą. Mimo wszystko nadal nie stawiam Wana pośród królów horroru; widzę w nim zdolnego rzemieślnika. Sequel „Obecności” straszy, gdy powinien, lecz jest też wyrazem niedojrzałego samouwielbienia. Ponad dwie godziny spędzone z jump scare’ami potrafią najzwyczajniej w świecie zmęczyć.

     O „Obecności 2”, jak i dziesiątkach innych tegorocznych horrorów więcej przeczytacie już za dwa tygodnie: na blogu pojawi się wtedy, tradycyjnie, wyczerpujące podsumowanie roku pod kątem kina gatunkowego. Bądźcie czujni!

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

conj2-2

6 i pol