Archiwa tagu: Javier Botet

Umarł Ridley Scott, niech żyje Ridley Scott [„Obcy: Przymierze”, 2017]

     Statek-arka „Przymierze” zmierza w kierunku Origae-6, pozasłonecznej planety o niemal ziemskiej sile ciężkości i atmosferze. Na pokładzie osadniczego pojazdu, poza załogą, znajduje się blisko dwa tysiące zahibernowanych kolonistów oraz kilkaset embrionów. W wyniku komplikacji ekspedycja trafia na nieznaną gwiezdną przystań, która, choć przypomina ziemię obiecaną, kryje potworną tajemnicę. Na pozornie wyludnionej planecie wykształtowała się obca forma życia, jakiej członkowie wyprawy nie widzieli nawet w najgorszych koszmarach. Spotkanie nieznanych sobie nawzajem ras może przeistoczyć się w nierówną walkę.

Covenant2

     „Obcy: Przymierze” – premiera bezprecedensowa, quasi-sequel, który u niejednego kinomana zatrzymał oddech. Rezurekcja najsłynniejszego kosmity dziesiątej muzy zajęła Ridleyowi Scottowi dłuższą chwilę. W czasach, gdy mocarne serie filmowe co rusz są rebootowane, powrót Obcego na kinowe ekrany wydaje się jednak logicznym posunięciem. Dzięki scenariuszowi współautorstwa Johna Logana Obcy nie tylko został przywrócony do życia, ale i odzyskał świetną formę. Ekranowe harce neo- i protomorfów nie stanowią może głównego punktu odniesienia dla fabuły „Przymierza”, z pewnością sprawią natomiast, że w oku ciut starszych widzów zakręci się nostalgiczna łza.

Czytaj dalej Umarł Ridley Scott, niech żyje Ridley Scott [„Obcy: Przymierze”, 2017]

Krótka piłka: „Baba Jaga” [2016]

     Gdyby poplątać odrobinę tropy fabularne w nowym filmie Caradoga Jamesa, „Don’t Knock Twice”, można by uformować horror premierowo pokazywany już rok czy dwa lata temu. Szykowana do wydania w polskich kinach „Baba Jaga” (nim poczniecie narzekać na tłumaczenie tytułu, obejrzyjcie, proszę, sam film) tematycznie związania jest ze świetnymi „Under the Shadow” i „Babadookiem” oraz mniej udanym „The Monster” Bryana Bertino. Rys scenariusza do złudzenia przypomina historie przedstawione w pozycjach wyżej wymienionych: zdana tylko na siebie matka cierpliwie stara się odbudować więź w wyalienowanym (tu: niegdyś porzuconym) dzieckiem. Zaletą wszystkich z podanych filmów pozostaje przekonujące aktorstwo. Katee Sackhoff i Lucy Boynton nie tworzą w „Don’t Knock Twice” ról życia, lecz grają całym sercem, emanują nieoczywistym, nieprzesłodzonym urokiem, jakiego brak wielu ekranowym duetom matka-córka. Poza aktorską chemią projekt Jamesa oferuje niewiele. „Baba Jaga” wyewoluowała na kanwie skryptu tak pospolitego, że przyprawiającego o ból zębów. Twist towarzyszący scenie finałowej może niektórych widzów poruszyć, lecz bynajmniej nikim nie wstrząśnie; przede wszystkim okazuje się jedynym pamiętnym momentem 95-minutowego materiału. Choć „Don’t Knock Twice” przeciągany bywa niemiłosiernie, nadal ma w ofercie kilka przyprawiających o dreszcze niespodzianek, takich jak choćby sekwencja objawienia się Baby Jagi na komisariacie. Pytanie tylko, czy warto zaprzątać sobie nimi głowę, gdy na horyzoncie pojawia się coraz więcej lepszych, oryginalniejszych straszaków.

babajaga2

4 i pol

Krótka piłka: „Obecność 2” [2016]

     Przez kilkanaście dobrych minut wierzyłem, że „Obecność 2” to usprawniona kontynuacja dochodowego blockbustera sprzed lat trzech – jeden z tych horrorowych sequeli (wcale nie tak nielicznych), które okazują się lepsze niż ich poprzednicy. Moje uznanie kulminację osiągnęło podczas sceny z udziałem Very Farmigi, gdy Lorraine Warren „mierzy się” z przerażającym malowidłem. Szybko jednak wróciłem na właściwe sobie tory percepcyjne, a finalną oceną, jaką filmowi przyznałem, okazało się sześć i pół punktu na dziesięć możliwych. Drugą „Obecność” postrzegam tak samo, jak niemal wszystkie straszaki Jamesa Wana – jako rozrywkę na wysokim poziomie, ale nie mistrzostwo w swoim gatunku, obraz udany bardziej niż nieudany, za to gorliwie obstający przy dolegliwej sztampie. Doceniam umiejętność reżysera do rozpalenia w dziecięcych aktorach ogniska żarliwej ekspresji, doceniam jego oko do szczegółów – w „Obecności 2” każdy najdrobniejszy rekwizyt scenograficzny zdaje się być tchnięty jakąś nieziemską siłą. Mimo wszystko nadal nie stawiam Wana pośród królów horroru; widzę w nim zdolnego rzemieślnika. Sequel „Obecności” straszy, gdy powinien, lecz jest też wyrazem niedojrzałego samouwielbienia. Ponad dwie godziny spędzone z jump scare’ami potrafią najzwyczajniej w świecie zmęczyć.

     O „Obecności 2”, jak i dziesiątkach innych tegorocznych horrorów więcej przeczytacie już za dwa tygodnie: na blogu pojawi się wtedy, tradycyjnie, wyczerpujące podsumowanie roku pod kątem kina gatunkowego. Bądźcie czujni!

conj2-2

6 i pol