Archiwa tagu: Kaiju

Umarł król. [„Godzilla II: Król potworów”, 2019]

     Michael Dougherty nigdy dotąd nie podpadł widzom, umieszczając swoje nazwisko pod wyreżyserowanym filmem. Jego „Upiorna noc halloween” to wśród miłośników grozy low-keyowy klasyk, a „Krampus. Duch świąt” wyśniony został przez fanów Joe Dantego z czasów artystycznej świetności. Jeszcze miesiąc temu imię Dougherty’ego kojarzyło się jednoznacznie pozytywnie, ale teraz na portfolio reżysera pojawia się pierwsza skaza. „Godzilla II: Król potworów” – sequel przeboju kinowego z 2014 roku – nie sprawia wrażenia projektu powstałego z pasji, jest bowiem prosty i nader bezpiecznie prowadzony, a bez ryzyka nie ma zabawy. Powstało kino mdlące, boleśnie studyjne, przede wszystkim łechtające gusta niedzielnego kinomana.

Zilla3

     Dosłownie tłumacząc fragment wypowiedzi Dougherty’ego, reżyserując „Króla potworów”, chciał on „obudzić w Godzilli boga” („to put back the God in Godzilla”). Nie do końca się to udało. W finale japońskiemu tytanowi hołdują wszyscy jego przeciwnicy, a bohater grany przez Kena Watanabe co rusz zachwyca się nad prehistorycznymi gigantami, obwołując je jako „pierwszych wiekuistych”, ale modły lepiej zachować już dla tōhōwskich łobuziaków sprzed połowy wieku. Horror(ek) o Godzilli z lat pięćdziesiątych, choć nadgryziony przez ząb czasu, sprawia wrażenie dużo bardziej błyskotliwego niż nowa odsłona MonsterVerse. „Król potworów” to film rozwleczony do granic możliwości, a przy tym niewybrednie napisany, usłany infantylnymi one-linerami i niewykorzystujący potencjału swych aktorów. Łba takiego władcy nie powinna przystrajać żadna korona.

Czytaj dalej Umarł król. [„Godzilla II: Król potworów”, 2019]

Dead in the water. [„The Meg”, 2018]

     Gdzieś opodal Rowu Mariańskiego spustoszenie sieje potężny, prehistoryczny megalodon. Choć słuch miał po nim zaginąć niemal milion lat temu, grupa nieszczęśników przekona się o jego morderczej sile. Mierzący ponad osiemnaście metrów rekin − największy drapieżnik oceanu − nie spocznie dopóki nie zaspokoi swego wybujałego głodu. Wojnę potworowi wypowiada komandor Jonas Taylor (Jason Statham) − obcesowy twardziel, który od swojej brody odpaliłby zapałkę, a i przerośniętej, spodoustej rybie przywali, jak zajdzie taka potrzeba.

TheMeg2

     „The Meg” nie stanie się niechlubnym klasykiem kina − takim, za jaki uchodzi dziś „Piekielna głębia”. Jest to film równie absurdalny, ale nie tak charyzmatyczny; widza zajmuje raczej incydentalnie, pomimo swego popcornowego ukierunkowania. Wszyscy lubimy uciec czasem w świat nieprawdopodobnych istot, piastujących władzę w morskich otchłaniach, w których płetwę zanurzyłby jedynie szorstki twardziel, jak Statham. Niestety, „The Meg” ze skwapliwym eskapizmem ma niewiele wspólnego i zbyt często prowokuje u oglądającego atak ziewania. Film jest zbyt familijny, brakuje w nim rozlewu krwi, który starszą o osiem lat „Piranię 3D” uskrzydlił (w kilku scenach całkiem dosłownie). Być może Eli Roth, którego pierwotnie sadzano na reżyserskim krześle, wykrzesałby z tej opowieści więcej.

Czytaj dalej Dead in the water. [„The Meg”, 2018]

Bajki robotów. [„Pacific Rim: Rebelia”, 2018]

     Olbrzymie potwory „Kaiju” sprawiły, że świat dotknięty został piętnem chaosu. Do życia w takich realiach doskonale przystosował się Jake Pentecost (John Boyega) − pilot Jaegerów, syn wybitnego żołnierza. Jake to kryminalista, który otrzymuje od rządu propozycję: jeśli obiecuje kontynuować dzieło swojego ojca i dołączy do Eskadry Obronnej Pan-Pacific, nie trafi do pudła. Czy krnąbrny bohater − w którego żyłach płynie ferwor walki − stoczy pojedynek z gigantycznymi monstrami?

PRUprising3

     Warto napisać wprost: „Pacific Rim: Rebelia” to film znacznie słabszy niż jego prequel z 2013 roku. Guillermo del Toro nigdy nie pojawił się na planie zdjęciowym projektu, który finalnie przejął reżyser-debiutant, Steven S. DeKnight. Zamiast tego, rozpoczął prace nad „Kształtem wody”, co − jak wiemy − wyszło mu na zdrowie. „Rebelia” nie jest tak stylowa, jak pierwszy „PR” − brakuje jej choćby lovecraftowskiej ikonografii. Niestety, nie tylko. Zadziwiająco rzadko dochodzi w filmie do konfrontacji „Kaiju” vs. bohaterscy Ziemianie, a widowiskowość nielicznych scen akcji i tak kuleje (ciężko wyrwać widza z ospałego letargu, kiedy postaci o takich imionach, jak Amara Namani nijak nie wpisują się w wizerunek ekranowego bad assa). Na wielu poziomach jawi się „Rebelia” jako wydmuszka.

Czytaj dalej Bajki robotów. [„Pacific Rim: Rebelia”, 2018]