Archiwa tagu: Keanu Reeves

All that she wants. [„The Bad Batch”, 2016]

     Keanu Reeves jako wąsaty baron narkotykowy, kanibale-kulturyści, kwasowe halucynacje na spalonej słońcem pustyni. Idiosynkatyczny neowestern „The Bad Batch” w reżyserii Any Lily Amirpour uderza nie tyle oryginalną koncepcją, co umiejętną żonglerką kultowymi ikonami. Grana przez Suki Waterhouse Arlen, poddana amputacji nogi i przedramienia przez teksańskich ludożerców, to wykapana Cherry Darling z pamiętnego „Planet Terror”. Jej droga ku zemście równie dobrze mogłaby stanowić oś konstruktywną scenariusza tarantinowskiego. Jednak Arlen nie jest maszyną do zabijana à la Beatrix Kiddo; to valley girl, która znalazła się w złym miejscu, o złej porze. Jej postać skłonna jest tak do brutalnych, ryzykownych posunięć, jak i infantylnych miłostek.

BadBatch2

     W „The Bad Batch” grindhouse’owa eksploatacja i romantyczne uniesienia idą ramię w ramię w gatunkowym marszu. Prędzej niż dzikim, postapokaliptycznym horrorem okazuje się jednak drugi film Amirpour zajmującą historią miłosną, bardziej ekscentryczną niż miałką, bo kreowaną między ciekawymi indywiduami. Ona jest więc zbłąkaną kaleką z sercem wielkim jak dzwon. On (drętwy Jason Momoa) – mięśniakiem o duszy artysty, „ojcem” i „wdowcem”, upodlonym imigrantem. Ona zabiła jego kobietę, członkowie jego szajki pożarli jej kończyny. „Bad Batch” nie jest w pełni udanym studium postaci: Amirpour kwestie jak, przykładowo, ostracyzm czy zaburzenia psychiczne poddaje tylko pobieżnej dyskusji. Tracą na tym barwne postaci drugoplanowe, których potencjał zostaje niewykorzystany (Giovanni Ribisi jako krzyczący wariat, magnetyzujący Jim Carrey jako pustelnik-niemowa). Bohaterowie „Bad Batch” na pewno nie wpiszą się w poczet legendarnych figur kina tak, jak zrobiła to „Dziewczyna, która wraca nocą sama do domu”.

Czytaj dalej All that she wants. [„The Bad Batch”, 2016]

Reklamy

Under the neon skin. [„Neon Demon”, 2016]

     Jesse (Elle Fanning), szesnastoletnia sierota marząca o zaistnieniu w modelingu, pojawia się w Los Angeles. Dziewczyna jest cnotliwa, naiwna, słodka jak deser; zdawać mogłoby się, że tyleż słoneczne, co zgniłe Miasto Aniołów pożre ją żywcem i wypluje jej kościec. Nic bardziej mylnego. Jesse rozpala swoją obecnością nawet najmroczniejsze, najbardziej szemrane atelier, zyskuje uznanie fotografów, a z czasem staje w centrum uwagi świata modelek. Popularność konkurentki psuje szyki grupce okrutnych, dwudziestoparoletnich piękności, które miesiące świetności mają już za sobą. Między młodymi kobietami narasta eufemiczny konflikt, stanowiący pożywkę dla neonowego demona.

tnd3

     Czy tytułowy „The Neon Demon” jest choćby spirytualnym bohaterem najnowszego filmu Nicolasa Windinga Refna – ciężko powiedzieć. Równie bardzo jak niezmaterializowanym, aluzyjnym bytem może okazać się metaforą dla utraty niewinności i zdziczenia wśród ludzi. Siła pierwszego w karierze Refna horroru tkwi w jego elastyczności: duński reżyser nie steruje widzem jak marionetką, pozwala mu odebrać film na wielu płaszczyznach, usnuć własną interpretację przedstawionej historii. „Neon Demon” może stanowić przewrotne, neopogańskie spojrzenie na opowieść Kopciuszka. Może, lecz nie musi.

Czytaj dalej Under the neon skin. [„Neon Demon”, 2016]