Archiwa tagu: Kim Henkel

Hipokryzja w 2D. [„Found Footage 3D”, 2016]

     Grupa filmowców-amatorów realizuje horror utrzymany w stylistyce found footage. Ma on być jednocześnie pierwszym tego typu filmem grozy nakręconym w technice trójwymiarowej. Pomysł, choć pozbawiony sensu, nie jest tak niedorzeczny, jak decyzja o uczynieniu z nawiedzonego domu planu zdjęciowego. Z upływem kolejnych dni absurdy piętrzą się coraz bardziej. Wreszcie członkowie ekipy realizacyjnej zdają sobie sprawę, że sami stali się bohaterami horroru – i to jak najbardziej rzeczywistego.

ff3d 2

     Niektórzy recenzenci chwalą „Found Footage 3D” za umiejętną żonglerkę metafikcją oraz grozą skrytą pod prześmiewczym płaszczykiem, ale prawda jest taka, że autoironia ma tu jedynie przykryć powierzchowny scenariusz, miałką akcję i bezpłciowość postaci. Fabularzysta-debiutant Steven DeGennaro ewidentnie nie umie pisać historii – ciekawych, a nawet jakkolwiek składnych – ale i tak nie jest to najgorszy zarzut, jaki można mu postawić. Przede wszystkim okazuje się DeGennaro wstrętnym hipokrytą. W wywiadzie dla serwisu HorrorNews.net miał powiedzieć, że nadał swojej pierwocinie aspekt trójwymiarowy dla dobra przedstawionej opowieści, a nie marketingu. To wierutna bzdura: bohaterowie filmu już we wstępie deklarują, że „pierwszy found footage 3D” (sic!) nakręcą tylko po to, by skupić na sobie uwagę mediów. Dokładnie to samo zrobił DeGennaro, choć brakuje mu jaj, by przyznać to wprost.

Czytaj dalej Hipokryzja w 2D. [„Found Footage 3D”, 2016]

Reklamy

Teksański żar geniuszu

          Niewiele istnieje filmów kultowych, które na swój legendarny status zasługują bez reszty. Pozycje takie jak „Raising Arizona” czy „Adwokat diabła” udowadniają, że kultowość dzieła filmowego bywa krótka i ulotna. Istnieją oczywiście tytuły skazane w tym obszarze na życie wieczne, tytuły, które odcisnęły wyraźny i znaczący stygmat na świadomości pokolenia. Jeśli przyjąć, że „The Rocky Horror Picture Show” Jima Sharmana jest najbardziej kultowym filmem w całej historii kinematografii, reżyserowana przez Tobe’go Hoopera „Teksańska masakra piłą mechaniczną” nieustępliwie depcze mu po piętach. Obie produkcje owinięte są nicią kultu absolutnego.

texachainsaw

     „Maskara” wyłaniana jest przez krytyków i filmoznawców jako jedno z tych dokonań, które zdefiniowały współczesne kino – film gatunkowy, jak i film w ogóle. Bez klasycznego horroru z 1974 roku widzowie nie pokochaliby Jasona Voorheesa, a Rob Zombie nie nakręciłby „Domu tysiąca trupów”. Gdyby nie wizja Hoopera, w latach 80. nie nastałaby także złota era kina grozy, a twórcy specjalizujący się w tej formie nie płodziliby setek tytułów rocznie. Drugi projekt w karierze teksaskiego reżysera zrewolucjonizował nie tylko swoje czasy.

Czytaj dalej Teksański żar geniuszu

Dobre złego początki, czyli geneza przekleństwa Tobe’a Hoopera

     „Zjedzeni żywcem” to film nieszczęsny. Zaledwie drugi w dorobku twórczym niemniej feralnego Tobe’a Hoopera, nie miał szans na zyskanie takiego poklasku jak młodszy o trzy lata kinowy debiut reżysera, „Teksańska masakra piłą mechaniczną”. Oba te tytuły są jak niebo i ziemia – masakra w Teksasie wznosiła się na nieznane dotąd widzom terytoria orzeźwienia i pierwszorzędnej grozy, od lat niespotykanych w gatunku horroru, natomiast kolejną swoją fabułą Hooper wykazał się przyziemnością i wątpliwym zasobem ambicji. Na całe szczęście nie można uznać „Zjedzonych żywcem” za tani straszak i beznadziejny gniot; jest to całkiem przystępne rzemiosło.

     Początek filmu wzbudza oczywiste skojarzenia z hitchcockowską „Psychozą, chociaż nie przyprawia o ten sam mroźny dreszcz emocji, co klasyczny thriller. Atrakcyjna i strudzona życiem młoda prostytutka zostaje wyrzucona z domu uciech cielesnych, gwarantującym jej dach nad głową. Trafiwszy do obskurnego, otoczonego lasem hoteliku na bagnach, nawet nie spodziewa się, że będzie musiała skonfrontować się z jego właścicielem-mordercą. W pensjonacie mizerniejszej wersji Normana Batesa zjawia się szereg innych gości. Wszyscy, bez wyjątku, przerysowani są bardziej niż przyjaciele gospodyń domowych z ulubionych soap oper. Najbardziej bawią jednak intencje psychopatycznego hotelarza, który prowadzi swój bagienny interes, by… dokarmiać pupila w postaci krokodyla nilowego.

Czytaj dalej Dobre złego początki, czyli geneza przekleństwa Tobe’a Hoopera