Archiwa tagu: LGBT

Live vain, die ugly

         Zdzira, hipiska, pruderyjna panna, skrzywdzona małżonka, aktoreczka bez sukcesów, final girl, wojownicza lesbijka, gej-piękniś. Oto bohaterki (i bohater!) komediowego horroru „Crazy Bitches” autorstwa Jane Clark. Tytułowe szalone suki przybywają do malowniczo zlokalizowanego domku letniskowego, w którym przed laty doszło do makabrycznej zbrodni. Mało która zwraca na ten fakt uwagę, a wspólny weekend szybko staje się okazją do psioczenia i wzajemnych ataków – w gruncie rzeczy mocno pożądanych. Wariatki (i wariat!) robią, co tylko mogą, by szczeniacko ponapawać się nieszczęściem innych, mimo iż mają ponad trzydziestkę na karkach. Cała nadzieja spoczywa w Vanity Killerze – lokalnym maniaku, przedwcześnie uznanym za wiejską legendę.

crazyb

     Choć BJ-a, gejowskiego kumpla bohaterek, nazywam suką bardzo niechętnie, nie mógłbym okrzyknąć go ogierem lub w tym wypadku – psem. Odegrana przez Andy’ego Galę postać jest ucieleśnieniem stereotypów, uproszczonym i fałszywym obrazem przeciętnego homoseksualisty. Podobnie rzecz ma się w przypadku Belindy, Vivianny i pozostałych suk. Belinda w wykonaniu Guinevere Turner („American Psycho”) to przebrzmiała, kapryśna gwiazdeczka, która na wyjazd w góry wybiera się w 10-centymetrowych szpilkach. Druga z wymienionych pań zdradza męża swojej koleżanki z innym kochankiem…

Czytaj dalej Live vain, die ugly

Krwawy powrót

        Bohaterami horroru „Bloody Homecoming” uczyniono grupę przyjaciół ze szkoły średniej. Loren, Steve’a i ich kolegów poznajemy, gdy są drugoklasistami. Podczas zakrapianej alkoholem imprezy ginie członek paczki – nadpobudliwy futbolista Billy. Po roku mało kto pamięta o jego śmierci; okazało się bowiem, że w ostatnich chwilach życia dryblas usiłował zgwałcić swoją ówczesną dziewczynę. Nie wspominając tragicznych zajść, młodzi szykują huczną szkolną potańcówkę. Zaczynają przepadać bez śladu – jeden po drugim.

bloody homec

     Mimo iż kiepski technicznie i drewniano zagrany, „Bloody Homecoming” potrafi urzec oglądającego. Utalentowany fabularzysta Jake Helgren bardzo sprytnie wykoncypował swój skrypt. „Homecoming” z jednej strony pogrywa ze szkolnymi stereotypami, z drugiej pozwala każdemu niemal widzowi odnaleźć wśród bohaterów siebie samego z czasów liceum. Odnaleźć i szczerze polubić – postaci Helgrena, być może w odróżnieniu od nas samych stojących u progu dorosłości, tryskają entuzjazmem i sympatią. Sceny pogoni mordercy za nastolatkami i finalne rzezie młokosów wypadają o tyle przekonująco, że z klasowym wesołkiem czy pieprzną buntowniczką przychodzi nam się w ciągu osiemdziesięciu minut zżyć. Twórcy „Bloody Homecoming” kręcili swój projekt według klasycznych wzorców, igrając z konwencją wielu slasherów lat 80. Zabawa filmem przyniosła ciekawe efekty – jednym z nich jest przedwczesna śmierć potencjalnej final girl.

Czytaj dalej Krwawy powrót

Krótka piłka: „ABCs of Death 2”

          Choć wielu chciałoby, aby było inaczej, horrorowa antologia „ABCs of Death 2” stanowi spory progres względem swojego poprzednika. Jak zapewne pamiętacie, „The ABCs of Death” był jednym z dwóch, obok „The Lords of Salem” Roba Zombie, najbardziej znienawidzonych straszaków 2013 roku. Producenci sequela zachowali na szczęście zdrowy dystans do swoich krytykantów; w napisach końcowych ślą im nawet dedykację: „To all the haters online – we fuckin’ love you!”. W reżyserowanym m. in. przez Larry’ego Fessendena, Jen i Sylvię Soskę oraz Juliena Maury’ego i Alexandre’a Bustillo projekcie aż roi się od dobrego materiału! Pomiędzy kilkoma szczerze genialnymi nowelkami zagnieździła się wprawdzie garść filmików nieudanych – takimi prawami rządzą się wszak sążniste antologie; co jednak najważniejsze, słabe nowele nie przysłaniają tych lepszych. Górę nad projektem biorą trzy swoiście wyróżniające się krótkie metraże. Dwa z nich to animacje, tyleż niepokojące, co psychodeliczne. Trzeci, aktorski obraz parodiuje tematykę zombie, czarując oprawą techniczną oraz bawiąc burzycielską puentą. Między filmikami panuje duża rozbieżność, zarówno w odniesieniu do talentu reżyserów i jakości ich pracy, jak również snutych historii. Pomimo niedostatków paru opowieści (np. „L is for Legacy”), „ABCs of Death 2” sprawia jednakże bardzo pozytywne wrażenie.

     Gwoli przypomnienia: druga odsłona antologii „ABCs of Death” zajęła 18. miejsce zestawienia najlepszych gatunkowych filmów minionego roku. 3 lutego odbędzie się premiera obrazu na dyskach DVD/Blu-ray.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

abcs2-n-is-for-nexus

7

Inny znaczy lepszy

        Kiedy wciąż jeszcze mocno odbija nam się czkawką po rebootach „Piątku, trzynastego”, „Koszmaru z ulicy Wiązów” i „Balu maturalnego”, w nasze oczy powierzona zostaje modyfikacja kolejnego nieśmiertelnego filmu grozy. Tym razem mowa o tytule „The Town That Dreaded Sundown”. Sytuacja prezentuje się jednak zgoła inaczej. Po pierwsze, boom na przeróbki klasycznych horrorów zamarł. Po drugie, pierwowzór w reżyserii Charlesa B. Pierce’a, pomimo swego ceremonialnego statusu, był dziełem mdłym i niewartym głębszej uwagi. Po wtóre, co najciekawsze, „Town That Dreaded Sundown” jest remake’iem i sequelem jednocześnie, a jego twórcy abstynencję Hollywoodu względem retuszu kultowych przebojów wykorzystali na opracowanie solidnego, niesztampowego materiału.

thetownthatdreadedsundown1

     Akcja filmu toczy się w Texarkanie, bliźniaczym mieście na granicy stanów Teksas i Arkansas. Świat przedstawiony jest tu miejscem, w którym „The Town That Dreaded Sundown” istnieje już w charakterze kultowego dreszczowca i okazuje się inspiracją do fali morderstw. Tak przynajmniej podejrzewają teksańscy strażnicy oraz szeryf Arkansas, bardzo leniwie podejmujący śledztwo. Innego zdania jest Jami – niedoszła ofiara grasującego zabójcy. Delikatna nastolatka, prowadząca indywidualne dochodzenie, ma własne teorie na temat tożsamości zbrodniarza i nieśmiało dąży do zdemaskowania podejrzanego. Tymczasem miejscowi mieszkańcy drżą ze strachu. Starsi obawiają się nawet, że zbrodni dokonuje szaleniec, który ponad pół wieku temu zabił pięć osób i przepadł bez śladu. Nigdy nierozwikłana sprawa psychopaty, któremu prasa nadała pseudonim „Phantom Killer”, posłużyła w końcu za kanwę scenariusza Charlesa B. Pierce’a…

Czytaj dalej Inny znaczy lepszy

„Ciemność, widzę ciemność!”

            Gejowski horror. Dla przeciętnego odbiorcy to temat zupełnie abstrakcyjny lub nawet surrealny, dla widza ciut bardziej doświadczonego – co najmniej kontrowersyjny (toć to nienaturalne, by fallus wyparł cycki!). Mimo głęboko undergroundowego statusu, poruszające tematykę LGBT kino grozy ma się nie najgorzej, a niezwiązani z głównym nurtem filmowym artyści jakoś je przędą. W ciągu ostatniego dziesięciolecia podgatunek queer horroru wyszedł z szafy i zajął ważne miejsce na festiwalach filmu niezależnego. Czy to dobrze? Z punktu widzenia równouprawnienia z pewnością tak. Szkoda jedynie, że niemała ilość kręconych z myślą o homoseksualnej widowni straszaków bardziej niż treścią przeraża jakością wykonania.

kissingdarkness2

     A przecież w zamierzchłych latach 80. lub nawet w ciągu pierwszej dekady bieżącego wieku powstało sporo popisowych projektów podgatunkowych. Wystarczy tu wspomnieć pełne maestrii filmowe poematy, „Zagadkę nieśmiertelności” i „Czwartego człowieka”, czy ujmujący swą osobliwością slasher „Hellbent”. Oglądając komediowo-thrillerowe tutti frutti „Kissing Darkness”, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że reżyser i scenarzysta James Townsend nigdy nie zetknął się z żadnym z wymienionych tytułów.

Czytaj dalej „Ciemność, widzę ciemność!”

„Pitch your tent, dig your grave”

        Jeśli w horrorze spod znaku martwego nastolatka szukacie powiewu świeżości, seans mocno niezależnego „Camp Dread” może nie spełnić Waszych oczekiwań. Nie jest to najoryginalniejszy film. Debiut reżyserski Harrisona Smitha stanowi raczej współczesne odniesienie do podgatunku backwoods slashera oraz jego niespodziewanej ekspansji w kinie połowy lat 90. Odniesienie w sumie satysfakcjonujące, choć niekoniecznie rześkie.

campdread2014

     Kluczowym atutem projektu okazuje się swobodny, rozumiejący mechanikę horroru skrypt, napisany przez reżysera. Bohaterami toczącego się na kempingu filmu są najokropniejsi nastolatkowie Ameryki, którzy osobowością i sposobem bycia sami proszą się o prędką śmierć. Losem większości młodzieżowych postaci trudno się przejmować – i dobrze. Obozowy zabójca raz po raz eliminuje młodych w krwawy sposób. „Camp Dread” zieje sztampą, lecz jest to sztampa przyjemnie odmóżdżająca, idealna na piątkowy seans przy alkoholu. Scenariusz filmu nie jest też zupełnie bezmyślny. Smith spłatał widzom figla, w rolach drugoplanowych obsadzając aktorów charakterystycznych: Erica Robertsa jako wyprutego zawodowo filmowca oraz Felissę Rose jako byłą slasherową divę.

Czytaj dalej „Pitch your tent, dig your grave”