Archiwa tagu: Loretta Devine

It’s not about them. It’s about us. [„Horror Noire: Historia czarnego horroru”, 2019]

     „Zawsze kochaliśmy horror. Niestety, bez wzajemności”. Właśnie tymi słowami rozpoczyna się dokument „Horror Noire: Historia czarnego horroru” w reżyserii Xaviera Burgina. „My” to oczywiście Afroamerykanie, a głosem przemawiającym w ich imieniu jest Robin R. Means Coleman, profesor Uniwersytetu w Michigan, autorka prac naukowo-badawczych. Film Burgina powstał na kanwie jej książki o tym samym tytule. Tytuł dokumentu zdradza wszystko: omówiony zostaje w nim wkład społeczności afroamerykańskiej w rozwój kina grozy, toczone są dyskusje nad wizerunkiem czarnych postaci w kolejnych produkcjach – i tych ważnych, i kompletnie dziś zapomnianych. Całość nakręcono z odpowiednią dozą empatii, obiektywizmu i dystansu.

HorrorNoire1

     Jako pierwsze przedyskutowane zostają „Narodziny narodu” – opiewane po premierze przez Woodrowa Wilsona. Choć nie jest to horror, film przeszedł do historii jako jeden z pierwszych, w których postaci czarnoskóre miały znaczący wpływ na fabułę. Zasłynął też z powodu niesłychanie rasistowskiej wymowy: Afroamerykanie w „Narodzinach…” to prymitywni, wiecznie nabuzowani barbarzyńcy, atakujący niewinne, białe kobiety, gorszący „porządnych” obywateli. Pokonać mogą ich tylko członkowie Ku Klux Klanu. W „Horror Noire” ukazany zostaje wpływ filmu na społeczność czarnych Amerykanów; Means Coleman zwraca uwagę, że wraz z „Narodzinami narodu” zrodziły czy właściwie utwierdziły się stereotypy, powielane później przez lata w dziesiątkach filmów. W kinie grozy też.

Czytaj dalej It’s not about them. It’s about us. [„Horror Noire: Historia czarnego horroru”, 2019]

„I know a good story…” [„Ulice strachu 2: Ostatnia odsłona”, 2000]

     Orson Welles Center to wydział filmowy Uniwersytetu Alpine. Swoje pierwsze artystyczne szlify zdobywało tu wielu zasłużonych dla kina reżyserów – uczelnia plasuje się bowiem wysoko w rankingach akademickich. Do grona uznanych filmowców chce dołączyć Amy Mayfield (Jennifer Morrison) – młoda studentka, podekscytowana na myśl o przyszłości. Dziewczyna pracuje nad horrorem, który będzie stanowił jej pracę dyplomową. Między uczniakami wytwarza się atmosfera wyścigu: najlepszy z projektów przyniesie swojemu twórcy kontrakt na trzy hollywoodzkie filmy. Nieoczekiwanie scenariusz Amy – ogniskujący się wokół miejskich legend – motywuje do działania tajemniczego mordercę. Studenci filmówki zaczynają ginąć, jeden po drugim, w osobliwych okolicznościach.

kinopoisk.ru

     Dwa lata po sukcesie „Ulic strachu” producenci Gina Matthews i Neal H. Moritz postanowili wrócić na podium box-office’u za sprawą sequela. Reżyserię powierzyli Johnowi Ottmanowi, który wsławił się jako montażysta i kompozytor (za pracę przy Podejrzanych przyznano mu nagrodę BAFTA), ale nie dyrygował jeszcze planem dużego filmu. Podobnie jak w przypadku Jamiego Blanksa, jego pierwsze kroki okazały się nader fortunne. Według wszelkiego prawdopodobieństwa „Ulice strachu 2” powinny minąć się z sukcesem – oto niedoświadczony reżyser wziął się za kontynuację slashera, na której każdy krytyk i tak z miejsca postawił krzyżyk. Nawet po latach pozostaje jednak sequel przyjemny w odbiorze i zwyczajnie udany. Jest przykładem horroru postmodernistycznego, w którym istotny ma być element celebracji: dziedzictwo kina grozy to przecież sacrum, warte opiewania na każdym kroku. Zdziwicie się, jak wiele cytatów wyłapiecie z „Ulic strachu 2” przy każdym kolejnym seansie.

Czytaj dalej „I know a good story…” [„Ulice strachu 2: Ostatnia odsłona”, 2000]

Ciała studenckie. [„Ulice strachu”, 1998]

     Nowa Anglia na północnym wschodzie Stanów Zjednoczonych. Kampusem Uniwersytetu Pendleton wstrząsa seria brutalnych morderstw, które popełniane są w zgodzie z popularnymi legendami miejskimi. Jako pierwsza ginie Michelle Mancini (Natasha Gregson Wagner): bezwzględny zabójca kryje się w samochodzie dziewczyny i uśmierca ją podczas jazdy, ucinając łeb siekierą. To jedynie początek krwawej łaźni, która zdaje się koncentrować wokół niepozornej studentki Natalie (Alicia Witt) i jej najbliższych przyjaciół. Władze uczelni rozkładają ręce: psychopata chowający swe oblicze pod zwalistym, zimowym kapturem pozostaje nieuchwytny. Zbrodnie mogą być powiązane z zapomnianą masakrą, która rozegrała się w Pendleton dwadzieścia pięć lat wcześniej.

UrbanLegend1998-2

     Jamie Blanks od zawsze uchodził za fana horroru. Niektórzy uznawali go za niepoprawnego ekscentryka. Jako młodzieniec ten urodzony w Australii reżyser tworzył swoje własne „home movies”: nie były jednak zapisem życia rodzinnego, a mikrobudżetowymi shockerami, o tytułach jak „Maniac” czy „Chopping Spree”. Blanks korzystał z kliszy Super 8 i szlifował swój warsztat, by w przyszłości dowieść, że dobrze zna się na fachu. Okazja nadarzyła się prędzej niż później. W połowie lat dziewięćdziesiątych 20-parolatek był już znany w Hollywood, za sprawą krótkometrażówki „Silent Number”. Neal H. Moritz miał zlecić mu reżyserię „Koszmaru minionego lata”, ale zdecydował się na Jima Gillespiego. Blanks zdążył jednak nakręcić testowy trailer tego filmu, który choć nie przyniósł mu angażu w roku 1997, zwrócił uwagę grupy młodych producentów. Był ponoć tak efektowny, że tylko na jego podstawie zaoferowano Australijczykowi pracę przy „Ulicach strachu”.

Czytaj dalej Ciała studenckie. [„Ulice strachu”, 1998]