Archiwa tagu: Miguel A. Núñez Jr.

Dwadzieścia trupów w półtorej godziny. [„Piątek, trzynastego V: Nowy początek”, 1985]

     Przed kilkoma laty Tommy Jarvis (John Shepherd) przeżył spotkanie z Jasonem Voorheesem. Mało tego – udało mu się wyrwać z rąk psychopaty maczetę i wymierzyć sprawiedliwość. W rezultacie Jason trafił tam, gdzie jego miejsce: do piachu. Teraz chłopak jest u schyłku swoich nastoletnich lat. Trauma z przeszłości odcisnęła na jego mózgu trwałe piętno. Tommy błąka się między ośrodkami dla trudnej młodzieży, by wreszcie przybyć do śródleśnego zakładu w Pinehurst. Trafia pod opiekę Pam Roberts (Melanie Kinnaman), która zajmuje się resocjalizacją zaburzonych i nieprzystosowanych młodziaków. Gdy jednak Tommy pojawia się w Pinehurst, w okolicy zaczyna dochodzić do brutalnych morderstw. Czyżby stał za nimi legendarny oprawca w masce hokeisty? A może Jarvis śni na jawie i w chorych majakach ukazują mu się zabójstwa upozorowane przez umysł?

Friday the 13th V-Eddie

     Postawmy sprawę jasno i nie owijajmy niczego w spoiler alert(!)y: w „Piątku, trzynastego V: Nowym początku” nie zabija Jason. To fakt powszechnie znany i bardzo często wymierzany w stronę reżysera, Danny’ego Steinmanna, jako zarzut. Jednakże wymierzany niepotrzebnie. Co z tego, że w „piątce” kwiat amerykańskiej młodzieży wybija inny obłąkaniec (mianowicie Roy Burns, mszczący się za śmierć syna niczym Pamela Voorhees)? Duch Jasona był obecny na planie zdjęciowym filmu i jest widny w scenariuszu. W niektórych scenach postaci niemal „zarażane” są typowym dla antybohatera amokiem. Gdy tylko w zwidach Tommy’ego pojawia się Jason, chłopak zaczyna zachowywać się jak czub – wariuje na potęgę i okłada nieprzyjaciół ciosami, jakich nie powstydziłby się zawodowy karateka. Ważniejsze pozostaje, oczywiście, metodyczne podejście Roya do krzywdzenia innych. Facet zna się na rzeczy i ma łeb pełen chorych pomysłów. „Nowy początek” pozostaje więc zharmonizowany z poprzednimi, dużo mniej karconymi „Piątkami”. Nie jest żadną abominacją.

Czytaj dalej Dwadzieścia trupów w półtorej godziny. [„Piątek, trzynastego V: Nowy początek”, 1985]

W kosmosie nikt nie zobaczy twojego zażenowania. [„Karzeł 4”, 1996]

         Nigdy nie pojmę, jakim cudem „Karzeł” za pośrednictwem ciągu sequeli ewoluował do rangi mocarnej filmowej serii. Do 2014 roku powstało siedem horrorów powiązanych postacią morderczego Leprikona; ostatni z nich to „Leprechaun: Origins”. Pomiędzy odsłonami kiepskimi lub tak bublowatymi, że w swej tandecie zabawnymi kryje się pozycja będąca już poniżej wszelkiej krytyki. Karzeł, na wzór Pinheada („Hellraiser: Dziedzictwo krwi”), wybiera się w niej w międzygwiezdną podróż.

lepr4

     Żeby chociaż. Obecność granego przez Warwicka Davisa antybohatera w kosmosie nie zostaje w „Karle 4” w żaden sposób uzasadniona, ma być w zupełności naturalna. Bardziej wyrozumiały widz powie, że film o tytule „Leprechaun 4: In Space” ma prawo kuleć pod względem logiki i związków przyczynowo-skutkowych. Niestety, projekt Briana Trencharda-Smitha okazuje się bezdennie bzdurny, a w efekcie połamany intelektualnie. Przez dziury w scenariuszu filmu z łatwością przelecieć mógłby statek kosmiczny z pokrewnego „Jasona X”.

Czytaj dalej W kosmosie nikt nie zobaczy twojego zażenowania. [„Karzeł 4”, 1996]