Archiwa tagu: Oren Peli

O filmie, który zasługiwał na więcej

              Dystrybutorzy filmowi – co z nimi, do cholery, nie tak? O wpadkach dystrybutorskich dyskutować można godzinami – wystarczy wspomnieć temat-rzekę: tłumaczenia zagranicznych tytułów filmowych na polskie. W kontekście niniejszej recenzji bardziej zastanawia mnie jednak kontrowersyjna kwestia skali rozpowszechniania konkretnych filmów. Dlaczego multipleksy okupowane są przez badziewie („Klątwa Jessabelle”, „Piła mechaniczna 3D”), kiedy solidnie zrealizowane produkcje znajdują dom w najbardziej obskurnych kinach studyjnych? Bohater tego tekstu, „Area 51” Orena Peliego, przez marketingowców wysłany został na misję samobójczą – trafił do szesnastu kin na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Poza platformami VOD – a więc także serwisami pirackimi – prawdopodobnie nigdzie indziej… Historia to stara jak świat: dobremu horrorowi przychodzi mierzyć się ze wzgardą i ignorancją.

Area51main

     Trzech przyjaciół parających się teoriami spiskowymi postanawia wkraść się na terytorium Strefy 51 – tajnej bazy wojskowej, ściśle strzeżonej ze względu na plotki dotyczące obszaru działalności, zwłaszcza badań na pozaziemskich formach życia. Młodzi dopinają swego: zdobywają odcinki palców jednego z pracowników bazy, mające pomóc w korzystaniu z czytników linii papilarnych, a także zdobywają mapę olbrzymiego terenu, na którym baza się znajduje. Dopracowują plan włamania oraz otaczają się nowoczesnym sprzętem. W towarzystwie kamery, mającej dokumentować całe zajście, ruszają w nieznane. Nie odpowiadają sobie na zasadnicze pytanie: czy chcą wiedzieć, jakie sekrety skrywa jedno z najbardziej tajemniczych miejsc na świecie?

Czytaj dalej O filmie, który zasługiwał na więcej

Diabeł tkwi w precyzji

     Jeżeli surrealizm rzeczywiście jest sposobem całkowitego odkrycia ducha, „The Lords of Salem” to najbardziej uduchowiony film ostatnich lat. Inspirujący, przepojony wzniosłymi motywacjami, a przy tym wyzwalający szlachetne uczucia, nowy projekt Roba Zombie prowadzi widza na sam wierch góry artystycznych doznań. Meg Foster pracę na planie filmu przyrównała do wędrówki przez nieznane. Ruszmy więc w podróż po labiryncie.

     Podobnie jak w przypadku większości dzieł Zombie, fabuła „Lords of Salem” jest zdawkowa i drugorzędna. Heidi, DJ-ka rockowej stacji radiowej, odbiera pilną przesyłkę, zawierającą nagranie muzyczne, zarejestrowane na płycie winylowej. Utwór, choć brzmi ponuro i podejrzanie, sprawdza się wśród słuchaczy radiofonii. Heidi za sprawą hipnotyzującej melodii zaczyna doznawać wizji z udziałem siedemnastowiecznych wiedźm i satanistycznych obrzędów. Samozwańczy Lordowie, wykonawcy nietypowego przeboju, zapowiadają swoją wizytę na wielkim koncercie w miejscowym teatrze. Salemskie kobiety, zwłaszcza Heidi, czeka spotkanie z Królem.

Czytaj dalej Diabeł tkwi w precyzji

Paranormal Inactivity

     Zlany potem budzisz się w nocy, krzyczysz. Bynajmniej nie dręczą cię koszmary spowodowane zawartością grozy w obejrzanym filmie – marnym i niestrasznym „Paranormal Activity 4”. To sam film okazał się koszmarem, jaki ciężko wyprzeć ze świadomości… Historia lubi się powtarzać. Czwarty „Paranormal…”, choć kuleje fabularnie i twórczo, a na dodatek nie ma żadnego sensu, szybko zdążył powtórzyć sukces swoich prequeli. Za kilka miesięcy kina szturmem nawiedzi „piątka”. Co robić, jak żyć?

     Alex jest typową nastolatką. Zajmuje się młodszym bratem, wolne chwile spędza z chłopakiem, wiedzie ustabilizowany tryb życia. Gdy jednak naprzeciw jej domu sprowadzają się nowi sąsiedzi, sprawy przybierają zaskakujący obrót. Młoda matka i jej wyciszony syn Robbie tworzą osobliwą rodzinę. Chłopiec trafia pod tymczasową opiekę rodziców Alex, gdy jego opiekunka ulega podejrzanemu wypadkowi. Sześcioletniemu bratu Alex Robbie przedstawia swojego wyimaginowanego przyjaciela, Toby’ego. Nocą w domu rodziny zachodzą upiorne zjawiska, jednak tylko Alex jest tą sytuacją zaniepokojona. Razem z lubym nastolatka instaluje w posiadłości ukryte kamery…

Czytaj dalej Paranormal Inactivity