Archiwa tagu: ozploitation

Miau-miau, kot na schwał. [„Cat Sick Blues”, 2015]

     W okresie żałoby ludzie radzą sobie z bólem na różne sposoby. Rzadko jednak zdarza się, by przywdziewali maskę obłąkanego zabójcy i karali innych za ich szczęście. To metoda terapii, na jaką zdobywa się Ted Henson (Matthew C. Vaughan) − bohater australijskiego shockera „Cat Sick Blues”, opartego na krótkim metrażu z 2013 roku. Mężczyzna traci nie tylko ukochanego kota, ale też rozum. Wierzy, że pupil odżyje, gdy tylko poświęconych zostanie mu dziewięć niewinnych ofiar. Rozpoczyna się krwawe polowanie.

CatSickBlues2

     Pochodzący z Melbourne reżyser Dave Jackson przygląda się w swym filmie bardzo specyficznej psychozie. Ted to bowiem facet, który głęboko wierzy we wszystkie absurdy, jakie roją się w jego głowie. Zabija wyłącznie kobiety, niekiedy w erotycznych okolicznościach, ale nie widzi w sobie perwersyjnego zboczeńca. Jest święcie przekonany, że siejąc postrach w kociej, lateksowej masce da swemu zwierzakowi „dziesiąte życie”. Dłoń przystraja w wykonaną na zamówienie rękawicę, imitującą szpony, a biodra oplata pasem z doczepionym, zaostrzonym na obrzeżach dildo. Gdy zakrada się do mieszkań swoich ofiar, pojękuje i mruczy w felinicznym języku. To obsesyjno-kompulsywny morderca, zdominowany przez natręctwa seksualne, przypominający na równi Normana Batesa oraz Franka Zito z pamiętnie plugawego horroru „Maniak”. Trudno o bardziej przerażającego kociarza − chyba tylko pan Prezes przerasta Hensona w tej rywalizacji.

Czytaj dalej Miau-miau, kot na schwał. [„Cat Sick Blues”, 2015]

Reklamy

„No one leaves Paris”. [„Samochody, które zjadły Paryż”, 1974]

     „Samochody, które zjadły Paryż” − celuloidowy asamblaż, który niejako rozpoczął karierę Petera Weira w przemyśle filmowym. Dla jednych do dziś pozostaje osiągnięciem awangardy, innych zaś bezlitośnie nuży. Znajduję się w tej drugiej grupie. Film o takim tytule nie powinien tulić do snu, bo ma w sobie zawadiackość i surrealnie poetycki wydźwięk. W „Samochodach…” odrzuca Weir tendencje, jakie dotychczas panowały w kinie australijskim, ale sam fakt, że jest to projekt niemożliwy do sklasyfikowania, nie świadczy jeszcze o niczym. Zamiast niezatartym klasykiem − jak „Rocky Horror Picture Show” czy rówieśnicza „Teksańska masakra piłą mechaniczną” − pozostaje projekt Weira irracjonalną ciekawostką.

CarsParis2

      Akcja rozkręca się tu bardzo powoli, choć zaczyna się od huku: Arthur Waldo (Terry Camilleri) ulega kraksie i trafia do szpitala w małej mieścinie na australijskiej prowincji. Paryż niewiele ma wspólnego z francuską elegancją; mieszkają w nim ludzie brudni, biedni i podejrzani. Parają się też czymś zupełnie nietypowym: wywołują kolizje drogowe, a następnie przywłaszczają sobie należności ofiar. Arthur poznaje sekrety Paryża, a także dowiaduje się, dlaczego tak ważne są dla lokalsów uszkodzone samochody.

Czytaj dalej „No one leaves Paris”. [„Samochody, które zjadły Paryż”, 1974]

Krótka piłka: „Red Christmas” [2016]

     „Red Christmas” to połączenie ultrakrwawego slashera i rodzinnego dramatu, w którym cudem ocalały z aborcji płód postanawia złożyć niedoszłej matce wigilijną wizytę. Pomimo kontrowersyjnej problematyki prawa reprodukcyjnego i kontroli urodzeń, Craig Anderson nie opowiada się po żadnej ze stron sporu: nie jest ani za ruchem pro-life, ani pro-choice – przynajmniej jako reżyser. W wywiadach Anderson wyjawił, że chciał nakręcić horror o szczególnej tematyce – jakiego widzowie nie mieli jeszcze okazji widzieć. Udało mu się to. „Syn” Diane (Dee Wallace) nie straszy tu jako widmo aborcyjne, bo – na szczęście – nie nadano mu roli umoralniającej. Jego zadanie jest proste: ma wybić swoich krewniaków, którzy nie wiedzieli nawet o jego istnieniu. „Red Christmas” to perfidny, mocny wizualnie slasher, w którym bożonarodzeniowa idylla zakłócona zostaje przez akty nieopisanego barbarzyństwa. Jest lepszy niż ostatnie filmy o świątecznych masakrach – „All Through the House”, „Silent Night” z Jaime King – choć nie tak udany jak „Koszmarna opowieść wigilijna”. Gdyby nie pewna sceniczność, związana z wątkiem niechcianej ciąży, byłby to horror znacznie lżejszy, bardziej prostolinijny.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

redxmas2

06

Nowa fala terroru. [„Night of Fear”, 1972]

     W latach siedemdziesiątych kinematografia Australii przeżyła swoistą rewolucję. Po czasie niedostatku, jakim okazała się dekada poprzednia, australijski film odżył (w samym 1961 roku Australijczycy nakręcili zaledwie jeden projekt; dziesięć lat później tworzyli grubo ponad dwadzieścia produkcji jednorocznie). Płodność takich reżyserów jak Phillip Noyce, Bruce Beresford czy wreszcie Peter Weir napędzała przemiany kulturowe, jakie z perspektywy dziesięcioleci z łatwością można w tamtejszym kinie dostrzec. Renesans filmu australijskiego przede wszystkim wiązał się z wyostrzeniem zmysłu artystycznego co bardziej rezolutnych twórców, lecz był zarazem wynikiem gonitwy za jankeskim sukcesem. Na długo przed wydaniem zamerykanizowanego „Krokodyla Dundee” (i jego sequeli) nakręcony został niskobudżetowiec „Night of Fear” – horror łamiący tabu z gracją godną „Nocy żywych trupów”, który, jak na ironię, utorował ścieżkę dochodowym klasykom zza oceanu: „Teksańskiej masakrze…” czy „Ostatniemu domowi po lewej”.

NoF2

     Nie ma, oczywiście, dowodów na to, że Hooper i Craven zainspirowani zostali skromnym straszakiem Terry’ego Bourke’a; wzajemne podobieństwa pozostają jednak ewidentne. Trzon fabularny „Night of Fear” stawia wyraźnie konotacje między Leatherfacem a mieszkającym w ciemnym buszu Mężczyzną – bezimiennym wariatem, który żeruje na nieporadności okolicznych kobiet. W lasach otaczających chatę psychopaty gubi się zbłąkana bohaterka: lnianowłosa piękność w czerwonej sukience, która przypadkiem zjechała z głównej drogi i straciła orientację w terenie. Mężczyzna zrobi wszystko, by zachować miastową seksbombę u siebie; w porwaniach i uprzedmiotowieniu ma spore doświadczenie.

Czytaj dalej Nowa fala terroru. [„Night of Fear”, 1972]