Archiwa tagu: Pancho Moler

Freaks and tricks. [„Candy Corn”, 2019]

     Na kilka dni przed świętem halloween do miasteczka Grove Hill przybywa cyrk objazdowy pod zwierzchnictwem Lestera – ekstrawaganckiego showmana i fascynata voodoo, nazywanego „Doktorem Śmierć”. Mężczyzna dyryguje zespołem zdeklarowanych dziwolągów i dostrzega artystyczny potencjał w jednym z mieszkańców, Jacobie. Zatrudnia chłopaka w swym pokazie, nadając cel jego smutnemu życiu. Upośledzony umysłowo Jacob mierzy się z pogardą sąsiadów: jest freakiem, który stale ściąga na siebie kłopoty. Poniżony przez grupę oprychów, wdaje się w śmiertelną bójkę, która nie do końca idzie po jego myśli. Lester nie traci pracownika na długo: zaklęcie przywraca podopiecznego do życia, a właściwie czyni z niego nieumarłą kreaturę.

CandyCorn2

     Trudno o film wzbudzający bardziej mieszane uczucia niż „Candy Corn”. Horror Josha Hasty’ego wywołuje falę przyjemnie nostalgicznych doznań przeplatających się wzajemnie z nudą; w jednej chwili imponuje szlifem technicznym, a po chwili sprawia wrażenie nader amatorskiego. Dla przykładu: upodobał sobie reżyser efekt zwolnionego tempa, który powtarzany jest tak często, że zaczyna ciążyć nad filmem widmo tandety. Bez umiaru i wyobraźni komponowano też ścieżkę dźwiękową. Materiału powstało na co najmniej dwa projekty, a Hasty nawet nie myśli o tym, że opatrzenie każdej sceny motywem muzycznym zwyczajnie zirytuje widza. Jednocześnie imponują w „Candy Corn” praca operatora, przestrzeń planu i rozlew krwi.

Czytaj dalej Freaks and tricks. [„Candy Corn”, 2019]

„In Hell everybody loves popcorn”. [„31”, 2016]

     W scenie inaugurującej „31” – długo oczekiwany horror od zmartwychwstałego studia Saban Films – poznajemy Doom-Heada (Richard Brake), kościstego mężczyznę o nieprzyjemnym spojrzeniu i wymalowanej, bladej twarzy. Snuje on blisko pięciominutowy monolog, który, jak się okazuje, kierowany jest do spętanego pastora. Łamiąca czwartą ścianę narracja przemienia się w wymianę słów oprawcy i jego świętojebliwej ofiary. Doom-Head, nieczuły na błagania klechy o życie, rąbie jego ciało kiepsko zaostrzoną siekierą, zapewne mając dość płaczów i kwileń. Scena dobiega końca, a w kadrze pojawiają się vintage’owe ujęcia kręcone w formacie 8 mm. Opatrzone zostają napisami: „a Rob Zombie film”.

31-5

     Charakteryzacja Brake’a, prowadzenie postaci, fragmenty dialogowe („w piekle wszyscy uwielbiają popcorn!”) i stylistyka w ogóle od pierwszych sekund podpowiadają, że oglądamy film Roba Zombiego – zdaniem wielu, naczelnego wodza kina niskich lotów. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego facet będący głównym i wspaniałym karmicielem współczesnej sceny horroru ściąga na siebie tak wiele awersji. Na głowę reżysera co rusz wylewa się wiadro gówna. Krytykuje się go za dosadne, soczyste dialogi lub korzystanie ze współpracy aktorów charakterystycznych i zaufanych, co jest przecież modus operandi powszechnie cenionego Quentina Tarantino. Stali malkontenci wciąż nie zwrócili uwagi na fakt, że nie ma poza Zombiem drugiego filmowca tworzącego throwback horrory udane tak estetycznie, jak i merytorycznie. Nie trafiła się, jak dotąd, w filmografii Amerykanina porażka – nie była nią nawet napędzana tanim seksem animacja o przygodach El Superbeasto. „31”, podobnie jak najlepszy projekt Zombiego – „Dom tysiąca trupów”, pozostaje tytułem niezrozumianym, na siłę znienawidzonym.

Czytaj dalej „In Hell everybody loves popcorn”. [„31”, 2016]