Archiwa tagu: religia/satanizm

Noc głupców. [„Children Shouldn’t Play with Dead Things”, 1972]

     Członkowie teatralnej trupy (o, ironio) odwiedzają spowitą mrokiem wyspę, na której pochowani zostali obłąkani kryminaliści. Pod osłoną nocy próbują odbyć seans spirytystyczny i wskrzesić nieboszczyków. Pretensjonalny reżyser, Alan (Alan Ormsby), rozrywkę odnajduje w dręczeniu podporządkowanych mu aktorów: grozi, że jeśli nie będą wykonywać jego poleceń, poznają smak bezrobocia. Tak oto udręczonym artystom przychodzi wykopywać zwłoki z trumien, by stały się rekwizytami haniebnej zabawy. Profanację martwych ciał przerywa śmierć dwójki turystów. Okazuje się, że nieumiejętnie uprawiany spirytyzm przywrócił zmarłych do życia.

CSPwDT3

     „Children Shouldn’t Play with Dead Things”, pierwszy głośny film w reżyserii Boba Clarka, nakręcono w trakcie dwóch tygodni, operując budżetem niewiele wyższym niż pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Clark i jego prawa ręka, scenarzysta Alan Ormsby, tutaj obsadzony w roli głównej, wyraźnie zainspirowani zostali „Nocą żywych trupów” George’a Romero. Atmosfera niebezpieczeństwa i osaczenia – choć nie tak paraliżująca, jak u Romero – rozniecana jest już w scenie inauguracyjnej. To ognisko grozy tli się jednak dość wątłym płomieniem.

Czytaj dalej Noc głupców. [„Children Shouldn’t Play with Dead Things”, 1972]

Reklamy

Hey, cruel world. [„Ostatnia klątwa”, 2016]

     Amarillo w stanie Teksas, rok 1981. Niedorozwinięty siedemnastolatek, Johnny Frank Garrett, pada ofiarą spisku: zostaje uznany za winnego morderstwa na zakonnicy, którego tak naprawdę się nie dopuścił. Głęboko religijni mieszkańcy Amarillo nie dopuszczają do siebie myśli, że Garrett mógłby mijać ich co dzień na ulicy. W rezultacie chłopak dowiaduje się, że odsiedzi w więzieniu dożywotnią „pokutę”. Po dziesięciu latach nieszczęśnik poddany zostaje najwyższemu wymiarowi kary: dzięki zastrzykowi trucizny odchodzi na wieczny sen. Żadna z osób bezpośrednio związanych z destrukcją życia Garretta nie wie, że przed śmiercią zawarł on pakt ze złem.

OstKlatwa3

     W akcie ostatecznego pożegnania większość ludzi wolałaby zwrócić się do najbliższych, do rodzin i kochanków. Johnny’ego Garretta, bohatera nakręconej w true-crime’owej formie „Ostatniej klątwy”, nie kocha absolutnie nikt. Garrett nie wyraża więc ani skruchy, ani żalu, a żegna się tylko ze swymi gnębicielami, zresztą bardzo symbolicznie – wie bowiem, że spotka ich w piekle. Simon Rumley, stojący za reżyserią „Klątwy”, dał się poznać jako twórca filmów niszowych i nieszablonowych. Jego najnowsze dokonanie pojawiło się w polskich kinach trochę „od czapy”, choć flirt Rumleya z multipleksowym mainstreamem jest na przykładzie niniejszego projektu ewidentny.

Czytaj dalej Hey, cruel world. [„Ostatnia klątwa”, 2016]

Taki diabeł straszny. [„The Possession Experiment”, 2016]

     Brandon Jensen (Chris Minor), student prestiżowej uczelni, pisze pracę magisterską na temat przypadków opętań. By nadać krwawicy ostateczne szlify, młody mężczyzna postanawia zbadać sprawę domu, w którym przed laty przeprowadzono makabryczny w skutkach egzorcyzm. Opuszczona, stojąca na odludziu posiadłość emanuje energią nie z tego świata. Brandon chce, by skrywające się w zgliszczach demony przeprowadziły się do jego ciała.

possexp2

     Nie odpowiem Wam na pytanie, dlaczego „The Possession Experiment” nawiedza właśnie nadwiślane sale kinowe, podczas gdy pozycje jak „Southbound” czy „They Look Like People” pozostają polskiemu widzowi praktycznie nieznane. Nie odpowiem, dlaczego facebookowy fan page tak miernego filmidła wysępił trzydzieści tysięcy polubień internautów. Wiem jedno: trzecia fabuła Scotta B. Hansena powstała za przysłowiowe grosze i tyle też na siebie zarobi. Parę tygodni temu „Experiment” pokazany został w Polsce przedpremierowo i wśród tych, którzy go widzieli, zaskarbił sobie tytuł diabelskiej padaki.

Czytaj dalej Taki diabeł straszny. [„The Possession Experiment”, 2016]

Krótka piłka: „Lament” [2016]

     Od momentu swojej premiery na festiwalu w Cannes „Lament” w reżyserii Hong-jin Na zbiera znakomite recenzje. Prosta, wydawałoby się, historia południowokoreańskiego miasteczka, którego mieszkańcy zapadają na tajemniczą chorobę, tak naprawdę stanowi plątaninę wątków i zagadek – czerpie z horrorów religijnych oraz kryminalnych dreszczowców, jawi się jako bipolarna. W euforii zachwytów porównano już „Lament” do klasyków Williama Friedkina czy Davida Finchera. I choć pochodzący z Seulu Na daje nam powody, by podziwiać jego warsztat reżyserski, nie jest „Gokseong” kinem zasługującym na pełnię uznania. Scenariusz filmu wyznacza zbyt szerokie pole do interpretacji. Twórca „Morza Żółtego” stawia na przesyt: wprowadza i porzuca kolejne postaci, w jednej chwili nasyła na nie ciągnącego za sobą nogę nieumarłego, by chwilę potem odprawić orientalne egzorcyzmy (obłędne sceny rytuałów to niemniej najlepsze momenty filmu). Na finał projektu zdaje się mieć kilka pomysłów. Słowem: mąci w głowach. Nie oznacza to, że tytuł jest tu adekwatny do uczuć, jakie „Lament” wzbudza; urzekają w produkcji Hong-jin Na choćby realistyczne efekty gore oraz biegły, ekspresywny montaż. Śladowy dynamizm „Gokseong” oraz rozległy czas trwania niezbyt dobrze współgrają jednak z lichej próby scenariuszem i niezłą, w najlepszym wypadku, kreacją centralną. Do-Won Kwak bardziej aktorzy niż gra na serio; znacznie lepiej odnajduje się przed kamerą czternastoletnia Hwan-hee Kim.

lament1

05

Krótka piłka: „The Windmill Massacre” [aka „The Windmill”, 2016]

     „The Windmill Massacre” – kolejna, po tureckim „Baskin”, wpadka wśród horrorów made in Europe. Reżyser Nick Jongerius z początku zdobywa nasze zainteresowanie. Podrzuca nam stos mięsa armatniego (w tym bezbronne dziecko!), przedstawia ciekawą protagonistkę, ponure holenderskie wiatraki osnuwa straszliwą legendą. Czterdzieści, pięćdziesiąt minut po napisach prologowych trudno nadal utrzymywać uwagę na tym, co dzieje się na ekranie: losy bohaterów – ciągle szwendających się wokół jednego z mrocznych młynów i o tymże ględzących – mamy na tym etapie gdzieś. Scenariuszowe faux pas mnożą się niczym grzyby do deszczu. Jednym z większych błędów okazuje się wyeliminowanie (czyt. zarżnięcie) najbardziej niesztampowej postaci jako pierwszej. „The Windmill” nie jest skończoną porażką: film toczy się na tle pięknie jesiennej scenerii, a akcji towarzyszy dramatyczny wątek głównej bohaterki – dziewczyny pogubionej, chcącej odkupić swoje winy. Tych kilka pozytywów to jednak mało, a projekt Jongeriusa zwyczajnie nie sprawdza się jako miks slashera i horroru nadnaturalnego. Główny czarny charakter, tajemniczy The Master, niewiele ma wspólnego z prezentowanymi wydarzeniami, wydaje się oderwany od realiów fabuły.

windmillmassacre2

04

Gdy się filmowiec spieszy, to się diabeł cieszy. [„Satanic”, 2016]

     Łatwo można wydedukować, że „Satanic”, najnowszy horror o kulcie diabła, to fabularny debiut mało wprawionego reżysera. Niniejszym filmem Jeffrey G. Hunt stawia pierwsze kroki w świecie kina pełnometrażowego. Dotychczas znany był z pracy telewizyjnej, a jego największym osiągnięciem pozostaje reżyseria kilkunastu odcinków „Kryminalnych zagadek Las Vegas”. Jak na ironię, „Satanic” – projekt ładnie sfotografowany, lecz pusty – więcej wspólnego ma właśnie z dowolną odsłoną „CSI” niż z pełnowymiarowym horrorem. Bohaterowie filmu, podróżując po Mieście Aniołów, stają się częścią mało wyszukanej zagadki paranormalnej.

satanic1

     Gdy w najlepsze trwa alkoholowa libacja, jedna z uczestniczących w zabawie dziewcząt podrzyna sobie gardło. Przed śmiercią majaczy o różnych wizjach piekła, wymiotuje, naznacza pocałunkiem zdegustowane twarze, wreszcie sugeruje, że niebawem zobaczy się z resztą „po drugiej stronie”. Chloe (Sarah Hyland) i jej przyjaciele są w szoku – nieświadomie stali się uczestnikami satanistycznego obrzędu. Wkrótce zaczyna upominać się o nich książę ciemności.

Czytaj dalej Gdy się filmowiec spieszy, to się diabeł cieszy. [„Satanic”, 2016]