Archiwa tagu: religia/satanizm

„Told y’all not to come”. [„The Dark and the Wicked”, 2020]

Do gospodarstwa na odludnej wsi powracają Louise (Marin Ireland) i jej brat Michael (Michael Abbot Jr.). Rodzeństwo nie jest sobie szczególnie bliskie, a z rodzicami miewa kontakt raczej od święta. Powód wizyty nie należy do wesołych: umiera bowiem ojciec i pan domu, a jego żona popada w obłęd. Wkrótce po przybyciu matka bohaterów dokonuje dziwnego ceremoniału autooszpecenia, a następnie popełnia samobójstwo. To tylko początek splotu fatalnych zdarzeń, które wydają się mieć nadnaturalne podłoże. W domu panuje złowroga, ciężka do zrozumienia energia. Rodzina wystawiona zostaje na próbę, a diabelska moc usiłuje wyrwać jej duszę z piersi.

Każdego roku na horyzoncie pojawia się przynajmniej jeden horror opiewany jako bezbłędny i wizjonerski, który, koniec końców, daleki jest od ideału. Tej jesieni stanowczo przeceniony został „The Dark and the Wicked” Bryana Bertino – film na pewno niezły i atrakcyjny technicznie, ale też wymęczony, tonący w apatii. Bertino, kolejny raz po „Nieznajomych” i „The Monster”, rozbija w nim rodzinne więzi, a bohaterów konfrontuje z niszczycielską siłą. Tym razem akcja nie dzieje się ani w domu letniskowym, ani na śródleśnej szosie, a na farmie gdzieś w teksańskim przedpieklu. Wiejska posiadłość w stylu surowej Americany staje się polem paranormalnej bitwy, w której Louise i Michael są właściwie bez szans na wygraną.

Czytaj dalej „Told y’all not to come”. [„The Dark and the Wicked”, 2020]

Dynamite with a laser beam. [„Opiekunka: Demoniczna królowa”, 2020]

Kiedy jesienią 2017 roku w ramówce Netfliksa zadebiutowała „Opiekunka”, nikt nie spodziewał się, że film zbierze całą masę ciepłych recenzji, a w toku kolejnych wyświetleń zacznie powoli kształtować się na dzieło kultowe. Ot, następny komedio-horror z seksowną obsadą, kreskówkowymi scenami uśmierceń i ciskanymi średnio co dwie minuty one-linerami. Nadziei na sukces nie dawało już nazwisko reżysera, McG, który wciąż najbardziej znany był z banalnej adaptacji „Aniołków Charliego”. A jednak „Opiekunka” trafiła w gusta kinomanów: dzięki pastiszowej formie scenariusza, wyolbrzymionym do rangi karykatury schematom gatunkowym oraz zawrotnej roli Samary Weaving.

Minęły trzy lata i film nadal pozostawia po sobie dobre wspomnienia; nie dziwi więc fakt, że McG postanowił pójść za ciosem i dać fanom kontynuację. W „Opiekunce: Demonicznej królowej” wracają wszystkie postaci, które pokochaliśmy parę jesieni temu. Nastoletni Cole (Judah Lewis), dziś uczeń liceum, nosi w sobie traumę, której nie zaleczą żadne medykamenty. Nic dziwnego: obserwował, jak ludziom eksplodują głowy i pękają kręgosłupy, do tego musiał rozjechać ukochaną babysitterkę – bo okazała się przywódczynią satanistycznego kultu. Nikt nie uwierzył chłopakowi, że za dzieciaka chcieli go dorwać wyznawcy diabła. Cole czuje się jak Sarah Connor w „Terminatorze 2”, która nie potrafi przekonać otoczenia, że cybernetyczni zabójcy istnieją naprawdę. A przecież żadne z makabrycznych zdarzeń nie było wymysłem chorej głowy. Cole będzie miał szansę dowieść swojej racji: gang morderczej opiekunki urwał się bowiem z piekła i wciąż łaknie jego krwi.

Czytaj dalej Dynamite with a laser beam. [„Opiekunka: Demoniczna królowa”, 2020]

Shits and giggles. [„Exorcism at 60,000 Feet”, 2019]

     Ksiądz katolicki, ortodoksyjny Żyd i wyznawca buddyzmu wchodzą do baru… Takimi słowami mógłby rozpocząć się czerstwy dowcip. W filmie „Exorcism at 60,000 Feet” mniej więcej w ten sposób rozpoczyna się fabuła, tyle że bar podmieniony zostaje na pokład samolotu. „Fabuła” to zresztą dużo powiedziane, bo całość stanowi właściwie zlepek luźno poprzeplatanych skeczy à la „Czy leci z nami pilot?”. Z radosną i do dziś wywołującą salwy śmiechu twórczością ZAZ-u „Exorcism…” ma jednak bardzo niewiele wspólnego: to film ordynarny, przesadnie wulgarny, mało inteligentny.

Ea6F2

     Robert Miano gra tu ojca Romero – duchownego z traumatyczną przeszłością i nazbyt oczywistym nazwiskiem. Podczas lotu liniami Viet Kong Airlines księżulo podejmie walkę nie tylko z osobistymi demonami, ale też siłami nieczystymi, które próbują opętać kolejnych pasażerów. A tych uzbierała się cała pożałowania godna gromada. Do Wietnamu lecą między innymi: nimfomanka, playboy, który nie potrafi utrzymać fallusa w gaciach, jego zazdrosna kobieta, matka karmiąca synalka wielką piersią oraz sam brzdąc – grany przez karłowatego pasjonata piercingu. Profesjonalny kulturysta Luca Pennazzato debiutuje w filmie jako Flex, napompowany, maczystowski skurwiel, podatny na diabelskie kuszenia. Kalifornijska modelka Jin N. Tonic pojawia się na ekranie jako Veronica – nieślubna córka Jennifer Tilly i Kristen Schaal. Billowi Moseleyowi przypada w udziale czarny charakter, ale rola budzi skojarzenia ze stylem aktorskim Willa Forte.

Czytaj dalej Shits and giggles. [„Exorcism at 60,000 Feet”, 2019]

Czarna wdowa i Chrystus w seksownym speedo. [„Czwarty człowiek”, 1983]

     Filmy Paula Verhoevena z końca lat siedemdziesiątych, „Ślepy traf” i „Namiętność Kate”, spotkały się z mocno mieszanym odbiorem holenderskich krytyków. Zarzucano im płytkość, co reżyser wziął mocno do siebie: na tyle, że postanowił nakręcić projekt dużo bardziej przenikliwy, dający możliwość rozwiniętej interpretacji. W efekcie powstał hiperrzeczywisty dreszczowiec „Czwarty człowiek”, w którym realizm zastąpiony zostaje znakami umownymi i metafizyczną złudą, a świat przedstawiony podporządkowany jest doznaniom zmysłowym – nie obowiązują w nim zasadniczo prawa logiki.

DeVierdeMan2

     W „Czwartym człowieku” biseksualny pisarz Gerard Revé (Jeroen Krabbé) przybywa do nadmorskiego miasteczka, by dać wykład w klubie literackim. Mężczyzna szybko zwraca uwagę miejscowej kusicielki o androgynicznym typie urody. Christine (Renée Soutendijk) od razu przechodzi do ataku: chce przespać się z prozaikiem i nie spocznie, póki nie dopnie swego. Erotyczna przygoda przynosi zaskakujące następstwa. Gerard odkrywa, że kochankiem Christine jest seksowny robotnik, wcześniej widziany na dworcu amsterdamskim. „Muszę go mieć, choćby miało mnie to zabić”, rzuca, spoglądając na zdjęcie, i zaklina tym samym rzeczywistość. Christine potraktuje słowa pisarza całkiem na poważnie.

Czytaj dalej Czarna wdowa i Chrystus w seksownym speedo. [„Czwarty człowiek”, 1983]

Pan moim pasterzem. [„Córka boga” aka „The Other Lamb”, 2019]

     Chłodny wiatr zrywa się nad wioską usytuowaną w środku lasu. Miękkie światło otula osadniczki, przebijając się przez szkarłatne gałęzie, jakby wiedziało, że potrzebują pieszczoty. Kobiety śpiewają razem, gotują i oddają mocz. Wspólnie marzą o przyszłości, choć dla wielu z nich za późno już na sny o lepszym życiu. Grupie oddanych żon i córek przewodzi jeden jedyny mężczyzna, nazywany Pasterzem (w tej roli Michiel Huisman, „Zaproszenie”). Kopuluje on zarówno z przybranymi partnerkami, jak i dojrzewającymi dziewczętami, które sam spłodził. Kiedy osadę nachodzi policjant, grupa zmuszona jest do tułaczki. Pasterz obiecuje swoim jagniętom, że zaprowadzi je na ziemię obiecaną.

TheOtherLamb3

     Bohaterkami „Córki boga” są uciemiężone kobiety, bez reszty poddane woli apodyktycznego lidera. Jest on przywódcą duchowym, który do perfekcji opanował zdolność kontrolowania swoich służebnic: większość z nich albo nie zdaje sobie sprawy, że należy do sekty, albo dawno ten fakt zignorowała. Kobiety nie mają własnej woli, ale wciąż dbają o swoje delikatne stado – w rękach Pasterza są uległymi owcami, co oryginalny tytuł filmu, „The Other Lamb”, podkreśla dużo lepiej niż ten polski. Jagnięciem „innym”, trochę wyobcowanym na tle grupy jest nastoletnia Selah (Raffey Cassidy). Dziewczyna powoli wchodzi w dorosłość i jako jedyna spośród sióstr zaczyna dostrzegać nienaturalność otaczającego ją środowiska; jedyna też postanawia podważyć nauki przywódcy. Jej głos, jeśli tylko przebije się przez szarlatanerię Pasterza, może wywołać rewolucję.

Czytaj dalej Pan moim pasterzem. [„Córka boga” aka „The Other Lamb”, 2019]

Oh holy fright. [„The Lodge”, 2019]

     W czasach pandemii, kiedy dla własnego bezpieczeństwa sami zmuszeni jesteśmy do pozostania w domach, na rynku DVD/Blu-ray zadebiutował wreszcie „The Lodge” – horror o izolacji, klaustrofobii, niezdolności do ucieczki. W reżyserowanym przez duet Veronika Franz–Severin Fiala filmie stale wzrasta w bohaterach poczucie zagrożenia, a mroczna atmosfera gęstnieje z minuty na minutę. W domku pośrodku niczego Boże Narodzenie spędzają Aidan (Jaeden Martell), jego siostra Mia (Lia McHugh) i nowa dziewczyna ich ojca, Grace (Riley Keough) – była członkini sekty, która cudem przeżyła zbiorowe samobójstwo. Cała trójka ma okazję poznać się lepiej, bo Richard (Richard Armitage) musi wrócić do miasta, by dokończyć pracę przed świętami. Z początku opryskliwe wobec potencjalnej macochy, w końcu dzieciaki miękną – postanawiają nawet spędzić z Grace wieczór przy kubku gorącej czekolady. Nazajutrz okazuje się, że z domu zniknęły dosłownie wszystkie wartościowe przedmioty: pożywienie, kurtki, tabletki psychotropowe. Telefony okazują się bezużyteczne, źródło zasilania prądu przestaje działać. W każdej kolejnej scenie Grace i dzieci ulegają coraz silniejszym wpływom gorączki izolacyjnej.

LodgeThe3

     „The Lodge” to swoiste laboratorium skomplikowanych emocji, a Fiala i Franz wnikliwie przyglądają się badanym przez siebie indywiduom. W tym klasycznym cabin fever story, osadzonym u brzegu zamarzniętego jeziora gdzieś na nowoangielskim bezludziu, zakwestionowana zostaje niewinność dzieci, które posuną się naprawdę daleko, by pomścić śmierć zdradzonej matki. Aidan i Mia nienawidzą nowej partnerki taty, co zresztą dają jej odczuć na każdym kroku. Potrafią być małymi potworami: ignorują jej próby przełamania bariery obcości, odmawiają wspólnych posiłków. Nastoletni Aidan podgląda nawet Grace, gdy ta wychodzi spod prysznica. Młoda kobieta dwoi się i troi, by zjednać sobie bękarty ukochanego, jednocześnie zmagając się z własnymi problemami. Ma za sobą traumatyczną przeszłość i nie chce, by dawne urazy zatruły jej dopiero co poskładane do kupy, nowe życie. Franz i Fiala raz po raz implikują, że kult, do którego należała trzydziestoletnia dziś bohaterka, to niesławny Heaven’s Gate.

Czytaj dalej Oh holy fright. [„The Lodge”, 2019]