Archiwa tagu: Ridley Scott

PhoeniX-Files. [„Phoenix Forgotten”, 2017]

     13 marca 1997 roku mieszkańcy Phoenix w Arizonie byli świadkami niewytłumaczalnego zjawiska: niebo zasłonięte zostało przez olbrzymich rozmiarów obiekt latający, równie ciemny jak noc, tlący się błyskiem kilku symetrycznie wobec siebie położonych, nieruchomych świateł. Sceptycy wykluczyli, jakoby nad arizońskimi terenami przelatywał pojazd istot nie z tego świata: źródłem iluminacji mogły być w końcu wojskowe rakiety sygnalizacyjne, a gwiazdy mogły przykryć kłęby chmur. Nastoletni Josh Bishop (Luke Spencer Roberts) jest jedną z tysięcy osób, które gardzą racjonalnymi wyjaśnieniami lokalnych władz. Uzbrojony w kamerę i zdeterminowany, by poznać prawdę na temat sensacyjnego wydarzenia, chłopak postanawia nakręcić amatorski film dokumentalny. Wraz z dwójką towarzyszy wyrusza w głąb pustyni; wierzy, że na górzystych, skalistych powierzchniach uda mu się uchwycić tajemnicze światła, a może nawet dowiedzieć się, czym są.

phoenixforgotten2

     Josh i członkowie jego ekipy nie wracają, oczywiście, z wyprawy na pustkowia, a nagrania przedstawiające ostatnie chwile ich życia po latach odkryte zostają gdzieś w zakurzonym magazynie. Reżyser Justin Barber otwarcie przyznaje, że „Phoenix Forgotten” to horror zrealizowany w tradycji klasycznego „Blair Witch Project”. Gdy wiedźma z Blair straszyła widzów kinowych blisko dwie dekady temu, Barber był jeszcze chłystkiem. Dziś jest doświadczonym twórcą efektów specjalnych, grafikiem, operatorem zdjęć oraz mistrzem oświetlenia. Powstały w konwencji znalezionych taśm „Phoenix Forgotten” stanowi właściwy debiut reżyserski artysty z Arizony i od razu ściąga na niego uwagę. Film Barbera nie rewitalizuje w pełni podgatunku found footage – zdaniem mas chylącego się już ku upadkowi, choć i bez tego atutu zasługuje na pochwałę. Wszystko za sprawą spielbergowskiego podejścia Barbera do obowiązków reżysera.

Czytaj dalej PhoeniX-Files. [„Phoenix Forgotten”, 2017]

Reklamy

Umarł Ridley Scott, niech żyje Ridley Scott [„Obcy: Przymierze”, 2017]

     Statek-arka „Przymierze” zmierza w kierunku Origae-6, pozasłonecznej planety o niemal ziemskiej sile ciężkości i atmosferze. Na pokładzie osadniczego pojazdu, poza załogą, znajduje się blisko dwa tysiące zahibernowanych kolonistów oraz kilkaset embrionów. W wyniku komplikacji ekspedycja trafia na nieznaną gwiezdną przystań, która, choć przypomina ziemię obiecaną, kryje potworną tajemnicę. Na pozornie wyludnionej planecie wykształtowała się obca forma życia, jakiej członkowie wyprawy nie widzieli nawet w najgorszych koszmarach. Spotkanie nieznanych sobie nawzajem ras może przeistoczyć się w nierówną walkę.

Covenant2

     „Obcy: Przymierze” – premiera bezprecedensowa, quasi-sequel, który u niejednego kinomana zatrzymał oddech. Rezurekcja najsłynniejszego kosmity dziesiątej muzy zajęła Ridleyowi Scottowi dłuższą chwilę. W czasach, gdy mocarne serie filmowe co rusz są rebootowane, powrót Obcego na kinowe ekrany wydaje się jednak logicznym posunięciem. Dzięki scenariuszowi współautorstwa Johna Logana Obcy nie tylko został przywrócony do życia, ale i odzyskał świetną formę. Ekranowe harce neo- i protomorfów nie stanowią może głównego punktu odniesienia dla fabuły „Przymierza”, z pewnością sprawią natomiast, że w oku ciut starszych widzów zakręci się nostalgiczna łza.

Czytaj dalej Umarł Ridley Scott, niech żyje Ridley Scott [„Obcy: Przymierze”, 2017]