Archiwa tagu: Robert Patrick

Kino toksyczne. [„Detoks”, 2002]

     Sylvester Stallone znany jest pod wieloma alternatywnymi imionami: Rocky Balboa, John Rambo, zdobywca dziesięciu Złotych Malin. Znamy go jako ikonę kina akcji i włosko-amerykańskiego ogiera („The Party at Kitty and Stud’s”), choć poza blockbusterami i najsłynniejszym „gwiazdorskim” filmem porno w historii ma też na koncie inne dokonania gatunkowe. W 2002 roku wydano jego jedyny horror: „Detoks”. Projekt spędził swoje lata na studyjnej półce i oglądając go z perspektywy lat, łatwo można zrozumieć, dlaczego.

dtx2

     Najłatwiej określić „Detoks” jako denną adaptację „Dziesięciu Murzynków”. Grupa byłych gliniarzy (wśród nich Robert Patrick – jedyny jasny punkt filmu) zostaje zamknięta w piwnicy, która wygląda, jakby została zbudowana na czas wojny nuklearnej. Wszyscy są alkoholikami i próbują odtruć swój organizm w odizolowanej klinice. Pech chce, że jeden z mundurowych okaże się zabójcą – tym samym, który kilka miesięcy temu zamordował ukochaną Sly’a.

Czytaj dalej Kino toksyczne. [„Detoks”, 2002]

„Fuckin’ millennials!” [„Tone-Deaf”, 2019]

     Richard Bates Jr. powrócił z nowym filmem i chociaż poziomem odrobinę odstaje on od poprzedniego („Trash Fire”), możecie nastawiać się na kino zadziorne, zrealizowane z pazurem – bynajmniej nie spiłowanym. Narracja prowadzona jest w „Tone-Deaf” w stylu charakterystycznym dla reżysera: opiera się na przebłyskach wspomnień i surrealnych wizjach, zmierzając zarazem w kierunku nieuchronnej katastrofy. Pokręcony storytelling przysporzył Batesowi Jr. grupę wiernych fanów i zapewne ucieszy ich fakt, że czwarta fabuła Amerykanina posługuje się tym samym ciętym, kąśliwym jęzorem, co produkcje wcześniejsze.

Tone-Deaf-4

     „Tone-Deaf” ma stanowić komediowe spojrzenie na nastrój społeczno-polityczny, panujący obecnie w Stanach Zjednoczonych. Poznajemy Harveya (Robert Patrick), podstarzałego prowincjusza i wdowca, który mieszka w stylowym domu pośród pól. Mężczyzna kieruje się dewizą, wedle której życie opiera się wyłącznie na wysiłkowej pracy i poświęceniach. Deprymuje go modernizacja, rozwój społeczny stanowi dla Harveya tak dalece posunięty problem, że wreszcie wpada on w sidła szaleństwa. Mężczyzna zamieszcza w internecie ogłoszenie o wynajmie domu na weekend. Odpowiada na nie dwudziestokilkulatka w wielkich okularach i z telefonem przyklejonym do ręki. Dziewczyna ma zupełnie inne wartości i priorytety niż on, gdy był w jej wieku. Nie może wiedzieć, że wpadła w pułapkę bez wyjścia. Rozpoczyna się polowanie na millenialsa.

Czytaj dalej „Fuckin’ millennials!” [„Tone-Deaf”, 2019]

Siwy dym i różowe chmury. [„Hellions”, 2015]

             Dora (Chloe Rose), uczennica ostatniej klasy liceum, dowiaduje się, że zaszła w niechcianą ciążę. Jest halloween i dziewczyna, zamiast bawić się z przyjaciółmi podczas hucznej imprezy, postanawia spędzić autorefleksyjny wieczór w zaciszu własnego, ciepłego gniazdka. Czas upływa jej na podjadaniu korniszonów w miodzie oraz namysłach nad tym, jak przekazać ukochanemu problematyczne wieści. Gdy do drzwi Dory pukają przerażająco poprzebierane, zaczepne dzieci, bohaterka nie spodziewa się, że wpuszcza do swego domu zło. Noc jest młoda. I będzie krwawa.

hellions2

     „Hellions” w reżyserii Bruce’a McDonalda – zaiste, efektowny film – najbardziej imponuje, gdy zamiast ukazywać halloween w sposób ugładzony przypomina, że jest to święto wywodzące się z tradycji pogańskiej, a zdaniem niektórych mające silne korzenie w czarnej magii. Scenarzysta Pascal Trottier, inaczej niż chociażby Michael Dougherty („Trick `r Treat”), nadał pisanemu przez siebie filmowi gęstą, niezwykle mroczną atmosferę. Nie ma w jego skrypcie miejsca na półśrodki – „Hellions” to ponury horror, gardzący komediowymi paliatywami. Bardziej niż sceny początkowe, przedstawiające miejsce akcji jako „dyniową stolicę świata”, urzekają finałowe momenty filmu. Dymem i przenikliwym chłodem roztaczają one niemal zapach prawdziwej, melancholijnej jesieni.

Czytaj dalej Siwy dym i różowe chmury. [„Hellions”, 2015]

„I don’t want to be eaten by a cannonball!”

        Rok 1977, Michigan. Przerażona, biuściasta panna wybiega z leśnej chaty, domniemanie uciekając przez zagrożeniem. Zszokowana widokiem rozczłonkowanych ciał swoich kolegów, zapomina o udziale w dramatycznej walce o przetrwanie. Nie mija kilka sekund, a dziewczę zostaje krwawo zaszlachtowane przez monstrualnego szaleńca. Siedem lat później siostra zamordowanej szykuje się na wyjazd z siedmiorgiem przyjaciół ze szkoły. Młodzi chcą poimprezować w domku nad jeziorem, należącym do ojca jednego z nich. Ich wycieczka okazuje się podróżą donikąd, gdy środek transportu gaśnie nagle pośrodku lasu. W poszukiwaniu pomocy nastolatki trafiają na teren zamieszkany przez zdegenerowanego kanibala.

LostAfterDark3

     „Lost After Dark” Iana Kessnera nie podbije serc widzów lubujących się w oryginalnym kinie. Jako rasowy przedstawiciel throwback horroru, nacisk kładzie na odniesienia popkulturowe – głównie, choć nie tylko, do jankeskich slasherów doby lat 80. Film wygląda więc, owszem, jak jeden z kolejnych sequeli „Piątku, trzynastego”. Niewiele z tego, niestety, wynika. Poza cieszącą oko, nostalgiczną estetyką „Lost After Dark” oferuje widzom figę z makiem. Choć okrzyknięty został przez twórców mianem „inteligentnego hołdu” złożonego krwawym horrorom, jego błyskotliwość przejawia się bardzo rzadko. Ciężko jest w ogóle mówić o obrazie Kessnera jako o hołdzie: jeśli już, „Lost After Dark” hołduje wszystkiemu temu, za co krytycy nienawidzą kina spod znaku maski i piły łańcuchowej, z niedopracowanymi postaciami i generalną pasywnością scenariusza na czele.

Czytaj dalej „I don’t want to be eaten by a cannonball!”