Archiwa tagu: Samuel Z. Arkoff

Bliskie spotkania żywego z martwym. [„Planeta wampirów”, 1965]

     Grupa naukowców otrzymuje sygnał SOS, dobiegający z tajemniczej, nikomu nieznanej planety. Przy lądowaniu dochodzi do komplikacji, a statek rozbija się o powierzchnię gruntu. Nie wiedzieć czemu, członkowie załogi popadają w hipnotyczny trans i usiłują pozabijać się nawzajem. To dopiero początek mrożących krew w żyłach sytuacji. „Aura” to ziemia niczyja – jest martwa i opustoszała, nie wykazuje warunków odpowiednich do życia. Co więcej, nie podlega prawom natury. Bohaterami zaczynają targać paranormalne moce.

PlanetOfTheVampires5

     „Planeta wampirów” była trzecim filmem science-fiction w reżyserii Mario Bavy (poprzednie, „La morte viene dallo spazio” i „Caltiki – nieśmiertelny potwór”, nie uchodzą wśród fanów reżysera za pozycje wysoko cenione). To jednak sci-fi bardzo niezwykłe, wyraźnie czerpiące z metafizyki kina fantasy oraz horroru. Dźwięki wystrzałów, dobiegających z laserowych celowników, wtórują tu kompozycjom na wskroś podobnym do nagrań Bernarda Herrmanna. Fruwające talerze zawiązują komitywę z żywymi trupami, które próbują wydostać się z worków na zwłoki: w kosmosie nikt nie usłyszy krzyku zagubionych naukowców, ale ich strachu wcale nie musi napędzać zielony humanoid z przerośniętą głową i czarnymi oczyma. Nie kiedy na horyzoncie pojawia się… zombie. Widmo rychłej śmierci i niewytłumaczalny powrót zza grobu – „Noc żywych trupów” antydatujące o dobrych kilka lat – mają stanowić tkankę przewrotowego koszmaru.

Czytaj dalej Bliskie spotkania żywego z martwym. [„Planeta wampirów”, 1965]

Fatalny biwak

             Filmowy slasher, jak dobre wino, im starszą ma datę wyrobu, tym lepiej posmakuje współczesnym koneserom. Ten popularny skrót myślowy spłyca i upraszcza kondycję kina grozy lat 70. i 80., a większości gatunkowych tytułów tego okresu przypisuje rangę klasyki. Podobnie jak wino, każdy retro horror posiada inny potencjał. Nietrudno jest wytypować oldschoolowe slashery, które przeszły do historii jako rewolucyjne lub sztandarowe dla swojego fasonu. Jeszcze łatwiejszym zadaniem wydaje się jednak wskazanie filmów spod znaku maski i piły łańcuchowej, które okazały się zwyczajnie kiepskie.

finalterr

     „Krwawy biwak”, backwoods slasher w reżyserii Andrew Davisa, to instruktaż ujawniający, jak nie powinno być kręcone kino grozy. Drugi pełny metraż Davisa („Liberator”, „Ścigany”) nie jest przyjemną miernotą klasy „so bad it’s good”, jest filmem złym, niewartym uwagi i nikomu niepotrzebnym.

Czytaj dalej Fatalny biwak