Archiwa tagu: satyra

Blizna. [„Bad Hair”, 2020]

Pod koniec lat siedemdziesiątych dochodzi do przykrego w skutkach wypadku: stosując środek do chemicznego prostowania włosów, małoletnia Anna straszliwie parzy sobie skórę głowy. Teoretycznie przez nieuwagę siostry, ale przede wszystkim winą okazuje się jej nieumiejętność zaakceptowania siebie – dziewczyna marzy o prostej, „nieafrykańskiej” strukturze włosa. Po latach dorosła już Anna (Elle Lorraine) pracuje w branży rozrywkowej. Skryty pod gęstą fryzurą naskórek wciąż nosi na sobie blizny; pobrużdżony jest też obraz samej siebie. Bohaterka szuka zatrudnienia w stacji telewizyjnej, emitującej muzykę rockową – bez powodzenia, bo kojarzona jest raczej ze stylem „miejskim” (od angielskiego urban music, terminu upraszczającego R&B czy hip-hop jako „czarne” melodie). Nie udaje się też Annie zawojować telewizji konkurencyjnej – grającej rhythmandbluesowe trendy Culture. Przynajmniej do czasu. Jedna z kierowniczek stacji daje młódce radę: ma odwiedzić zaprzyjaźniony salon kosmetyczny i tam sprawić sobie nowe, gustowniejsze uczesanie.

Anna ulega wpływom szefowej i trafia do szykownego gabinetu tortur, gdzie nożyce fryzjerskie ustępują miejsca hakom, a włosów się nie strzyże, lecz wbija w skórę. Naturalnie rozgałęzione i bujne pierze pozostają wspomnieniem – teraz głowę Anny zdobi perfekcyjnie prosta, pobłyskująca czupryna w kolorze hebanu. Właśnie tak trzeba żyć! Annie się to uda i już nikt nie stanie dziewczynie na drodze do sukcesu. Jej nieprzyjaciołom życie przecieknie między palcami, w strumieniach krwi.

Czytaj dalej Blizna. [„Bad Hair”, 2020]

„Let’s buzz!” [„Slumber Party Massacre II”, 1987]

     Prawie każdy znaczący slasher z lat osiemdziesiątych, który zarobił trochę grosza, doczekał się sequela. Nie inaczej było z „The Slumber Party Massacre” – pierwszym horrorem typu „slice-and-dice” napisanym i wyreżyserowanym przez kobiety. Film, w niektórych kręgach uznany za feministyczną zgrywę z kina stalk n’ slash, odniósł spory sukces, gdy wydano go na rynku video, co poskutkowało nadejściem dwóch kontynuacji (i kilku spin-offów). Pierwsza ukazała się na jesieni 1987 roku i tak naprawdę bardzo różniła się od swego poprzednika.

SlumberPartyMassacreII-4

     „Slumber Party Massacre II” jeszcze bardziej niż „jedynka” skręca w stronę komedii. W pierwszej odsłonie serii Amy Holden Jones żonglowała humorem sytuacyjnym oraz czystej krwi grozą – tej drugiej było tu jednak więcej, przez co parodia gatunku roznosiła się w filmie cichym echem. „Dwójce” natomiast nikt nie wyrzuci, że potrafi nastraszyć. Bohaterki mizdrzą się tu przed kamerą, patrząc w sam środek obiektywu, jakby tańcząc seksownie, chciały złamać czwartą ścianę (łamią tylko nasze żebra, bo nonsens sceny sprawia, że umieramy ze śmiechu). Nastoletnie pryszcze przybierają totalnie nierzeczywistych rozmiarów i wybuchają w twarz nieszczęsnemu rozmówcy. Z głośników radia samochodowego puszczane są pomylone piosenki o tokijskich kabrioletach, a dzieciaki znają do nich wszystkie słowa – jakby nie mogły po prostu słuchać Madonny czy Bon Joviego. Muzyki w ogóle jest w filmie dużo: „Slumber Party Massace II” to horror pełen musicalowych swawoli i tandetnych, śpiewanych przerywników.

Czytaj dalej „Let’s buzz!” [„Slumber Party Massacre II”, 1987]

Wiertarka w stanie erekcji. [„The Slumber Party Massacre”, 1982]

     Maniak z narzędziem budowlanym składa nieoczekiwaną wizytę bandzie rozwydrzonych nastolatków, chlejących tani alkohol, ćpających co się da i zabawiających się ze sobą po kątach. Co może z tego spotkania wyniknąć? O dziwo, dużo dobrego. Choć opis fabuły zapowiada kino sztampowe i odtwórcze, „The Slumber Party Massacre” wybija się na tle innych slasherów powstałych u progu lat osiemdziesiątych. Był pierwszym horrorem typu „slice-and-dice” napisanym i wyreżyserowanym przez kobiety, co, zważywszy na rok jego realizacji, do dziś zaskakuje. W roku 1982, kiedy slasherom zarzucano seksizm i mizoginię (nierzadko słusznie), dwie artystki postanowiły same chwycić za nóż i wykarczować sobie drogę do sukcesu.

TheSlumberPartyMassacre1982-2

     Amy Holden Jones, zanim zadebiutowała reżyserując „The Slumber Party Massacre”, nabrała doświadczenia w sztuce montażu filmowego. Oferty współpracy składali jej m.in. Martin Scorsese i Joe Dante. Z kolei scenarzystka, Rita Mae Brown, zasłynęła w świecie literatury jako twórczyni poezji lesbijskiej i promotorka ruchu feministycznego. „Slumber Party…” nie jest filmem zaangażowanym politycznie. Przeciwnie: zamiast wikłać widza w swoją ideologię, Jones i Brown postawiły na dobrze znaną, slasherową narrację. Ich projekt to na równi hymn opiewający kobiecą siłę oraz kolejny teen horror, w którym nieodpowiedzialne dzieciaki mierzą się z niezrównoważonym mordercą. Wszystko jest możliwe: quasi-matriarchalne zrywy w podgatunku slashera też.

Czytaj dalej Wiertarka w stanie erekcji. [„The Slumber Party Massacre”, 1982]

Perwersyjny świat Briana De Palmy. [„Świadek mimo woli”, 1984]

     Kiedy w 1980 roku na dużych ekranach zadebiutował slasher „W przebraniu mordercy”, widownia zawrzała. Brian De Palma, świeżo po sukcesie „Carrie”, wyreżyserował nabuzowany erotyką shocker, w którym kobiety poddane zostają szowinistycznej przemocy. Na ulicę wyszły stowarzyszenia feministek, a pod kinami odbywały się protesty, co tylko zapewniło filmowi dodatkową reklamę. De Palma nie był zadowolony z łatki mizogina, jaką mu przypięto, ale zamiast chować głowę w piasek, na falę krytyki odpowiedział najkąśliwiej, jak tylko potrafił. Nakręcił kolejny dreszczowiec, a seks i poziom brutalności podkręcił w nim do maksimum. „Świadek mimo woli” szybko okrył się jeszcze większą niesławą, a w Wielkiej Brytanii jego wersji uncut nie wydano aż do 2000 roku. W materiałach prasowych, poprzedzających premierę, De Palma opiewał „Świadka mimo woli” jako „erotyczną jazdę bez trzymanki”, co chwilę mieszającą tropy fabularne i wodzącą oglądających za nos.

BodyDouble2

     Manipulacją okazuje się już insynuacyjny prolog, w którym skonfrontowani zostajemy ze sztucznością świata przedstawionego: z wytwornicy dymu ulatniają się mgliste kłęby, a symulowany zachód słońca „oświetla” styropianowe nagrobki. Kilka metrów pod ziemią do snu układa się ostro ucharakteryzowany krwiopijca, tyle tylko, że zamiast spoczywać w swojej trumnie, szczerzy kły w panicznym przestrachu. Nieumarła postać to tak naprawdę aktor cierpiący na klaustrofobię, a akcję umiejscowił De Palma na planie zdjęciowym fikcyjnego horroru. Poznajemy Jake’a (Craig Wasson), który z powodu kłopotliwych dolegliwości zostaje odesłany do domu: nie wie jeszcze, że właśnie utracił pracę. Hasło „cięcie!” rzuca w stronę zgromadzonej ekipy Dennis Franz, który – wyłysiały, z kępami gęstych włosów przy skroni – przypomina trochę samego De Palmę.

Czytaj dalej Perwersyjny świat Briana De Palmy. [„Świadek mimo woli”, 1984]

It’s a cutthroat business. [„Greenlight”, 2019]

     Jack Archer (w tej roli Chase Williamson) to adept sztuki filmowej i jeden z największych zapaleńców w słonecznym Los Angeles. Chłopak skończył studia reżyserskie i marzy mu się kariera w Hollywood – innego zawodu nawet nie bierze pod uwagę, bo, jak podkreśla, urodził się, by kręcić filmy. Choć rodzice ukochanej widzą w nim obiboka i niepoprawnego idealistę, a kolejni producenci co rusz odprawiają go z kwitkiem, Jack nie traci nadziei na lepsze jutro. Wreszcie na jego drodze pojawia się Moseby (Chris Browning) – prawdziwy oligarcha w świecie mikrobudżetowych horrorów, stojący za wieloma filmami klasy „B”. Biznesmen bierze Jacka pod swoje skrzydła i proponuje mu współpracę. Zapewnia, że dobrze zna etiudy młodzieńca i chce dać mu szansę rozwoju. Wszystko brzmi zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe – niestety, nie bez powodu. Ambitny żółtodziób dowiaduje się, że by utrzymać posadę reżysera – i nakręcić swój pierwszy pełny metraż – będzie musiał zabić jednego z aktorów, pozorując wypadek na planie.

Greenlight5

     W „Greenlight” Graham Denman pyta: jak wiele jesteś w stanie poświęcić, by spełnić swoje marzenia? Jack Archer, główny bohater filmu, zapewnia, że zrobiłby wszystko dla wymarzonego etatu, ale kiedy hollywoodzki magnat prosi go o sprzątnięcie przypadkowej osoby, pojawia się rozziew moralny. Williamson przekuwa te wewnętrzne spory w złoto, tworząc skonfliktowaną, mocno osobistą rolę. W filmach gatunkowych oglądamy go już od blisko dekady: zagrał między innymi w „Gościu”, „Victorze Crowleyu”, „Beyond the Gates” czy „John ginie na końcu”. Kreacja urodzonego reżysera – który wchodzi na plan oknem, gdy ktoś wyrzuci go przez drzwi – to najlepsze, co nam dotąd pokazał.

Czytaj dalej It’s a cutthroat business. [„Greenlight”, 2019]

F*ckin’ rich people! [„Zabawa w pochowanego”, 2019]

     W 2014 roku Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillett dali nam „Diabelskie nasienie” (taśmowy, pozbawiony finezji film o paranormalnej ciąży) i na dłuższą chwilę słuch po nich zaginął. Wyreżyserowali wprawdzie segment horrorowej antologii „Southbound” (’15), ale na ich własny projekt musieliśmy zaczekać pięć lat. Okazuje się, że warto było wziąć na wstrzymanie: tegoroczny powrót duetu został dobrze odebrany przez widzów, a ponadto zachwycił między innymi Stephena Kinga i Guillermo del Toro. „Zabawa w pochowanego” to straszak, który intryguje od pierwszych aż do ostatnich minut, a grająca rolę przodującą Samara Weaving po raz kolejny dowodzi, że na scenie horroru nie ma obecnie lepszej scream queen od niej.

ReadyOrNot-2

     Weaving występuje w filmie jako Grace: czarująca młoda dziewczyna, która wychowała się w domu dziecka. Poznajemy ją, gdy staje na ślubnym kobiercu i próbuje wkupić się w łaski Le Domasów. Ukochany Grace, Alex (Mark O’Brien), pochodzi z rodziny bogatych ekscentryków. Zbili oni majątek tak piramidalny, że ich podmiejska rezydencja ciągnie się na kilka kilometrów i otoczona jest strzelistą bramą, przez którą nikt się nie przedostanie. Ani też nie ucieknie: dom Le Domasów to bowiem pułapka bez wyjścia, pilnie strzeżona przez wierny swym „panom” kolektyw pracowników. Przekonuje się o tym Grace – sympatyczne, choć ciut naiwne dziewczę, dla miliarderów intruz, którego należy przetestować. Alex nie powiedział wybrance, że każdy, kto krzyżuje swoje losy z jego rodziną, musi wziąć udział w niebezpiecznej grze. W noc poślubną rozpoczyna się zabawa w (po)chowanego.

Czytaj dalej F*ckin’ rich people! [„Zabawa w pochowanego”, 2019]