Archiwa tagu: satyra

Perwersyjny świat Briana De Palmy. [„Świadek mimo woli”, 1984]

     Kiedy w 1980 roku na dużych ekranach zadebiutował slasher „W przebraniu mordercy”, widownia zawrzała. Brian De Palma, świeżo po sukcesie „Carrie”, wyreżyserował nabuzowany erotyką shocker, w którym kobiety poddane zostają szowinistycznej przemocy. Na ulicę wyszły stowarzyszenia feministek, a pod kinami odbywały się protesty, co tylko zapewniło filmowi dodatkową reklamę. De Palma nie był zadowolony z łatki mizogina, jaką mu przypięto, ale zamiast chować głowę w piasek, na falę krytyki odpowiedział najkąśliwiej, jak tylko potrafił. Nakręcił kolejny dreszczowiec, a seks i poziom brutalności podkręcił w nim do maksimum. „Świadek mimo woli” szybko okrył się jeszcze większą niesławą, a w Wielkiej Brytanii jego wersji uncut nie wydano aż do 2000 roku. W materiałach prasowych, poprzedzających premierę, De Palma opiewał „Świadka mimo woli” jako „erotyczną jazdę bez trzymanki”, co chwilę mieszającą tropy fabularne i wodzącą oglądających za nos.

BodyDouble2

     Manipulacją okazuje się już insynuacyjny prolog, w którym skonfrontowani zostajemy ze sztucznością świata przedstawionego: z wytwornicy dymu ulatniają się mgliste kłęby, a symulowany zachód słońca „oświetla” styropianowe nagrobki. Kilka metrów pod ziemią do snu układa się ostro ucharakteryzowany krwiopijca, tyle tylko, że zamiast spoczywać w swojej trumnie, szczerzy kły w panicznym przestrachu. Nieumarła postać to tak naprawdę aktor cierpiący na klaustrofobię, a akcję umiejscowił De Palma na planie zdjęciowym fikcyjnego horroru. Poznajemy Jake’a (Craig Wasson), który z powodu kłopotliwych dolegliwości zostaje odesłany do domu: nie wie jeszcze, że właśnie utracił pracę. Hasło „cięcie!” rzuca w stronę zgromadzonej ekipy Dennis Franz, który – wyłysiały, z kępami gęstych włosów przy skroni – przypomina trochę samego De Palmę.

Czytaj dalej Perwersyjny świat Briana De Palmy. [„Świadek mimo woli”, 1984]

It’s a cutthroat business. [„Greenlight”, 2019]

     Jack Archer (w tej roli Chase Williamson) to adept sztuki filmowej i jeden z największych zapaleńców w słonecznym Los Angeles. Chłopak skończył studia reżyserskie i marzy mu się kariera w Hollywood – innego zawodu nawet nie bierze pod uwagę, bo, jak podkreśla, urodził się, by kręcić filmy. Choć rodzice ukochanej widzą w nim obiboka i niepoprawnego idealistę, a kolejni producenci co rusz odprawiają go z kwitkiem, Jack nie traci nadziei na lepsze jutro. Wreszcie na jego drodze pojawia się Moseby (Chris Browning) – prawdziwy oligarcha w świecie mikrobudżetowych horrorów, stojący za wieloma filmami klasy „B”. Biznesmen bierze Jacka pod swoje skrzydła i proponuje mu współpracę. Zapewnia, że dobrze zna etiudy młodzieńca i chce dać mu szansę rozwoju. Wszystko brzmi zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe – niestety, nie bez powodu. Ambitny żółtodziób dowiaduje się, że by utrzymać posadę reżysera – i nakręcić swój pierwszy pełny metraż – będzie musiał zabić jednego z aktorów, pozorując wypadek na planie.

Greenlight5

     W „Greenlight” Graham Denman pyta: jak wiele jesteś w stanie poświęcić, by spełnić swoje marzenia? Jack Archer, główny bohater filmu, zapewnia, że zrobiłby wszystko dla wymarzonego etatu, ale kiedy hollywoodzki magnat prosi go o sprzątnięcie przypadkowej osoby, pojawia się rozziew moralny. Williamson przekuwa te wewnętrzne spory w złoto, tworząc skonfliktowaną, mocno osobistą rolę. W filmach gatunkowych oglądamy go już od blisko dekady: zagrał między innymi w „Gościu”, „Victorze Crowleyu”, „Beyond the Gates” czy „John ginie na końcu”. Kreacja urodzonego reżysera – który wchodzi na plan oknem, gdy ktoś wyrzuci go przez drzwi – to najlepsze, co nam dotąd pokazał.

Czytaj dalej It’s a cutthroat business. [„Greenlight”, 2019]

F*ckin’ rich people! [„Zabawa w pochowanego”, 2019]

     W 2014 roku Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillett dali nam „Diabelskie nasienie” (taśmowy, pozbawiony finezji film o paranormalnej ciąży) i na dłuższą chwilę słuch po nich zaginął. Wyreżyserowali wprawdzie segment horrorowej antologii „Southbound” (’15), ale na ich własny projekt musieliśmy zaczekać pięć lat. Okazuje się, że warto było wziąć na wstrzymanie: tegoroczny powrót duetu został dobrze odebrany przez widzów, a ponadto zachwycił między innymi Stephena Kinga i Guillermo del Toro. „Zabawa w pochowanego” to straszak, który intryguje od pierwszych aż do ostatnich minut, a grająca rolę przodującą Samara Weaving po raz kolejny dowodzi, że na scenie horroru nie ma obecnie lepszej scream queen od niej.

ReadyOrNot-2

     Weaving występuje w filmie jako Grace: czarująca młoda dziewczyna, która wychowała się w domu dziecka. Poznajemy ją, gdy staje na ślubnym kobiercu i próbuje wkupić się w łaski Le Domasów. Ukochany Grace, Alex (Mark O’Brien), pochodzi z rodziny bogatych ekscentryków. Zbili oni majątek tak piramidalny, że ich podmiejska rezydencja ciągnie się na kilka kilometrów i otoczona jest strzelistą bramą, przez którą nikt się nie przedostanie. Ani też nie ucieknie: dom Le Domasów to bowiem pułapka bez wyjścia, pilnie strzeżona przez wierny swym „panom” kolektyw pracowników. Przekonuje się o tym Grace – sympatyczne, choć ciut naiwne dziewczę, dla miliarderów intruz, którego należy przetestować. Alex nie powiedział wybrance, że każdy, kto krzyżuje swoje losy z jego rodziną, musi wziąć udział w niebezpiecznej grze. W noc poślubną rozpoczyna się zabawa w (po)chowanego.

Czytaj dalej F*ckin’ rich people! [„Zabawa w pochowanego”, 2019]

Hashtag Save Sabrina. [„Godzina oczyszczenia”, 2019]

     Max i Drew to millenialsi z żyłką do streamowania fikcyjnych egzorcyzmów. Bohaterowie prowadzą internetowy program, w którym pierwszy z nich paraduje w koloratce przed rozkrzyczanymi aktorami – udającymi osoby opętane. Każdy kolejny odcinek to pokaz efektów pirotechnicznych, a Max „uzdrawia” biedne ofiary przy użyciu liturgicznych relikwii, rzekomo poświęconych przez Watykan. W rzeczywistości sakralne akcesoria wyprodukowano w Chinach… Program ma sprawdzoną widownię, ale Maksowi marzą się miliony fanów. Samozwańczy kapłan aż tupie nóżkami w oczekiwaniu na swój wielki, internetowy przełom. Nieoczekiwanie jeden z odcinków staje się viralem, a odprawiane na żywo egzorcyzmy przyciągają odbiorców z całego świata. Nie bez powodu: Max staje do walki z prawdziwym demonem, który przejmuje kontrolę nad jego asystentką. Studio nagraniowe staje się polem piekielnej bitwy.

GodzOczysz3

     „Godzina oczyszczenia” to zaledwie czwarty film w karierze Damiena LeVecka. Reżyser o satanistycznie brzmiącym nazwisku zasłynął w 2016 roku, kiedy ukazał się 19-minutowy short „The Cleansing Hour”. Jak wskazuje tytuł, nowy projekt Amerykanina stanowi pełnometrażowe rozszerzenie jego wcześniejszego króciaka. LeVeck nakręcił film o streamingowej wojnie: ze swego głównego bohatera uczynił gościa z grubą obsesją na punkcie podcastów, wiecznie głodnego atencji innych. Max zrobi wszystko, by zyskać sławę. „Godzina oczyszczenia” ma wyraźnie satyryczny posmak. W filmie obnażone zostają brzydkie prawdy o naszym uzależnieniu od sieci, LeVeck sugeruje, że w pogoni za lajkami niektórzy tracą głowę: nie wiedzą, co jest prawdziwe i nieprzekłamane, a co fikcyjne. Dostaje się też tym, którzy na przemocy i bólu innych budują swoje internetowe imperium, obrywają ci, dla których pokazywane w sieci cierpienia stanowią źródło zabawy. Film – na przemian uszczypliwy i szczypiący brutalnym gore’m – ma w sobie wystarczające pokłady kreatywności, potrafi uwodzić dzięki wyobraźni twórców.

Czytaj dalej Hashtag Save Sabrina. [„Godzina oczyszczenia”, 2019]

„Fuckin’ millennials!” [„Tone-Deaf”, 2019]

     Richard Bates Jr. powrócił z nowym filmem i chociaż poziomem odrobinę odstaje on od poprzedniego („Trash Fire”), możecie nastawiać się na kino zadziorne, zrealizowane z pazurem – bynajmniej nie spiłowanym. Narracja prowadzona jest w „Tone-Deaf” w stylu charakterystycznym dla reżysera: opiera się na przebłyskach wspomnień i surrealnych wizjach, zmierzając zarazem w kierunku nieuchronnej katastrofy. Pokręcony storytelling przysporzył Batesowi Jr. grupę wiernych fanów i zapewne ucieszy ich fakt, że czwarta fabuła Amerykanina posługuje się tym samym ciętym, kąśliwym jęzorem, co produkcje wcześniejsze.

Tone-Deaf-4

     „Tone-Deaf” ma stanowić komediowe spojrzenie na nastrój społeczno-polityczny, panujący obecnie w Stanach Zjednoczonych. Poznajemy Harveya (Robert Patrick), podstarzałego prowincjusza i wdowca, który mieszka w stylowym domu pośród pól. Mężczyzna kieruje się dewizą, wedle której życie opiera się wyłącznie na wysiłkowej pracy i poświęceniach. Deprymuje go modernizacja, rozwój społeczny stanowi dla Harveya tak dalece posunięty problem, że wreszcie wpada on w sidła szaleństwa. Mężczyzna zamieszcza w internecie ogłoszenie o wynajmie domu na weekend. Odpowiada na nie dwudziestokilkulatka w wielkich okularach i z telefonem przyklejonym do ręki. Dziewczyna ma zupełnie inne wartości i priorytety niż on, gdy był w jej wieku. Nie może wiedzieć, że wpadła w pułapkę bez wyjścia. Rozpoczyna się polowanie na millenialsa.

Czytaj dalej „Fuckin’ millennials!” [„Tone-Deaf”, 2019]

Twój na zawsze – Chucky. [„Laleczka”, 2019]

     Kiedy w drugiej połowie lat dwutysięcznych jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać remaki klasycznych horrorów, pojawiła się też tendencja do mieszania tych nowych wersji z błotem. Wreszcie ukuty został skrót myślowy: współczesna adaptacja starszego materiału w żadnym wypadku nie może się udać. Kiepskim rebootem okazał się choćby „Koszmar z ulicy Wiązów” – tu pełna zgoda – ale krzywdzące byłoby szarganie dobrego imienia Roba Zombiego, którego „Halloween ’07” miał w sobie godną podziwu drapieżność. W 2019 roku oburzanie się na Hollywood za to, że dopuszcza do wskrzeszania idoli z dawnych lat, jest już na wskroś przebrzmiałe, a odświeżanie lubianych marek nie powinno budzić tylu kontrowersji, ile wciąż budzi. Na celownik weźmy „Laleczkę” w reżyserii Larsa Klevberga, stanowiącą reboot kultowego „Child’s Play” (1988). Film tworzy nową opowieść na podwalinach znanego materiału, robiąc to w pełni oryginalnie, z wyczuciem potrzeb współczesnego widza.

ChildsPlay2

     W wersji z roku 2019 – podobnie jak w tej starszej – poznajemy samotną matkę i jej nieszczęsnego syna. Karen Barclay (Aubrey Plaza) pracuje w sklepie z zabawkami i zamieszkuje w jednej z biedniejszych dzielnic miasta. Z trudem wiąże koniec z końcem, ale swojemu dziecku dałaby nawet przysłowiową gwiazdkę z nieba. Zamiast tego przywłaszcza sobie uszkodzony model gadającej lalki, która wyposażona jest w szereg przydatnych i imponujących funkcji. Trzynastoletni Andy (Gabriel Bateman) odnajduje w mechanicznej zabawce prawdziwego przyjaciela: jest społecznie wycofany, a nowy kumpel zdaje się doskonale rozumieć jego problemy. Gdy jednak w makabrycznych okolicznościach zaczynają ginąć osoby z otoczenia Barclayów, Andy staje się podejrzliwy. Co, jeśli zrobotyzowana lalka zapałała żądzą krwi?

Czytaj dalej Twój na zawsze – Chucky. [„Laleczka”, 2019]