Archiwa tagu: Sylvester Stallone

Bad hombre. [„Rambo: Ostatnia krew”, 2019]

     Nastał dziwny czas w życiu Johna Rambo. Były członek amerykańskich sił specjalnych ma grubo ponad siedemdziesiąt lat i żyje na arizońskim ranczu, gdzie oddaje się jeździectwu i pielęgnuje konie. Największy z ekranowych twardzieli nie jest już tym samym samotnym wilkiem, co kiedyś. Mieszka z latynoską gosposią – przyjaciółką zmarłego ojca – i jej nastoletnią wnuczką. Nie opuszczają Rambo wspomnienia dawnych traum, przez co osoby postronne uznają eks-żołnierza za melancholijnego wariata, ale Gabrielle i jej babcia traktują go jak członka rodziny. John nie ma poza nimi żadnego świata: bliskich utracił w wojnie. Kiedy Gabrielle zostaje porwana przez wyjątkowo brutalny meksykański kartel, wieczny komandos chwyta za dawno nieużywany nóż myśliwski.

R-Last-Blood2

     Żal serce ściska, że najsłynniejszy bohater kina akcji doczekał się tak marnego pożegnania, jak „Rambo: Ostatnia krew”. Film – już piąty w przeciąganej od lat serii – mógł okazać się lekkostrawnym popcorniakiem w stylu Neesonowskiej „Uprowadzonej”, zwłaszcza że punkt wyjścia dla ekranowych zdarzeń jest w obu przypadkach identyczny. Niestety, po zdobyciu Oscara Sylvester Stallone postanowił wykazać się pozorowaną ambicją (przynajmniej jako scenarzysta – jako aktor chyba nie, biorąc pod uwagę poziom jego występu). 73-letni dziś aktor w wywiadach chętnie chwalił się, że „Ostatnia krew” stanowi jego własną odpowiedź na „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Na miejscu braci Coen albo padłbym ze śmiechu, albo czuł się urażony – bo nowy „Rambo” to obrażający inteligencję widza, filmowy ściek.

Czytaj dalej Bad hombre. [„Rambo: Ostatnia krew”, 2019]

Kino toksyczne. [„Detoks”, 2002]

     Sylvester Stallone znany jest pod wieloma alternatywnymi imionami: Rocky Balboa, John Rambo, zdobywca dziesięciu Złotych Malin. Znamy go jako ikonę kina akcji i włosko-amerykańskiego ogiera („The Party at Kitty and Stud’s”), choć poza blockbusterami i najsłynniejszym „gwiazdorskim” filmem porno w historii ma też na koncie inne dokonania gatunkowe. W 2002 roku wydano jego jedyny horror: „Detoks”. Projekt spędził swoje lata na studyjnej półce i oglądając go z perspektywy lat, łatwo można zrozumieć, dlaczego.

dtx2

     Najłatwiej określić „Detoks” jako denną adaptację „Dziesięciu Murzynków”. Grupa byłych gliniarzy (wśród nich Robert Patrick – jedyny jasny punkt filmu) zostaje zamknięta w piwnicy, która wygląda, jakby została zbudowana na czas wojny nuklearnej. Wszyscy są alkoholikami i próbują odtruć swój organizm w odizolowanej klinice. Pech chce, że jeden z mundurowych okaże się zabójcą – tym samym, który kilka miesięcy temu zamordował ukochaną Sly’a.

Czytaj dalej Kino toksyczne. [„Detoks”, 2002]